uStronie INDEX
Strona zgodna z najnowszą normą XHTML 1.1.: uStronie :. Spis artykułów / CONTENT
forum | chat | księga gości
INDEX Biblia Artykuły Hebrajski
Jak powstało życie — rozdział 4

Czy życie mogło powstać przypadkowo?

OGŁASZAJĄC swą teorię ewolucji, Karol Darwin przyznał, że być może „Stwórca natchnął życiem kilka form lub jedną tylko”.*przyp.1 Tymczasem dzisiejsi rzecznicy teorii ewolucji skrzętnie unikają jakichkolwiek wzmianek o Stwórcy. Wskrzeszono natomiast, choć w nieco zmodyfikowanej formie, zarzuconą niegdyś teorię samorództwa.

[2] Wiara w samorzutne powstanie życia sięga setek lat wstecz. W XVII wieku głosili ją nawet tacy sławni uczeni, jak Francis Bacon i William Harvey. W wieku XIX Louis Pasteur i inni naukowcy zadali jej, jak się zdawało, śmiertelny cios, wykazując doświadczalnie, że życie może pochodzić tylko od już istniejącego życia. Niemniej wyznawcy ewolucjonizmu z konieczności zakładają, że dawno, dawno temu musiały się w jakiś sposób samorzutnie wyłonić z materii nieożywionej mikroskopijne żywe organizmy.

Nowa postać samorództwa

budowla Żadna wielka budowla nie mogłaby stać bez fundamentów. „Ewolucjonizm nie ma odpowiednich podstaw” — mówi dwóch uczonych

[3] W książce The Selfish Gene (Samolubny gen) Richard Dawkins przedstawia w skrócie dzisiejszy pogląd ewolucjonistów na powstanie życia. Puszczając wodze wyobraźni, pisze, że początkowo atmosfera ziemska składała się z dwutlenku węgla, metanu, amoniaku i wody. Pod wpływem energii słonecznej, a być może również wyładowań atmosferycznych i wybuchów wulkanów, te proste związki chemiczne ulegały rozpadowi, po czym łączyły się w aminokwasy. Różne aminokwasy stopniowo gromadziły się w morzu i łączyły w związki białkopodobne. W końcu, jak mówi, morze stało się „bulionem pierwotnym”, ale jeszcze nieożywionym.

[4] Następnie, według opisu Dawkinsa, „powstała przypadkowo niezwykle ciekawa cząsteczka”, która miała zdolność mnożenia się. Choć Dawkins przyznąje, że taki przypadek jest w najwyższym stopniu nieprawdopodobny, to jednak jego zdaniem coś takiego musiało się zdarzyć. Podobne cząsteczki skupiały się w gromady, po czym znowu w wyniku jakiegoś nieprawdopodobnego zbiegu okoliczności otoczyły się ochronną barierą, zbudowaną z innych cząsteczek białkowych, która służyła im za błonę. W ten sposób, jak niektórzy twierdzą, powstała samorzutnie pierwsza żywa komórka.*przyp.2

[5] W tym momencie czytelnik zaczyna chyba pojmować, o co chodzi Dawkinsowi, który w przedmowie do swej książki pisze: „Książkę tę należałoby czytać tak, jakby była powieścią fantastyczno-naukową”.*przyp.3 Czytelnicy zainteresowani tą sprawą dochodzą jednak do wniosku, że takie podejście wcale nie jest zjawiskiem odosobnionym. W większości książek o ewolucji niewygodny problem, jak wyjaśnić powstanie życia z materii nieożywionej, porusza się tylko pobieżnie. W związku z tym profesor William Thorpe z katedry zoologii na uniwersytecie Cambridge powiedział do innych naukowców: „Wszystkie opublikowane w ciągu ostatnich 10 do 15 lat niefrasobliwe przypuszczenia i rozważania, mające na celu wyjaśnienie sposobu powstania życia, okazały się nazbyt naiwne i mało sensowne. Rozwiązanie tego problemu w gruncie rzeczy wydaje się równie odległe, jak dawniej”.*przyp.4

[6] Gwałtowny rozwój nauki w ostatnich czasach jeszcze bardziej pogłębił przepaść dzielącą materię nieożywioną od istot żywych. Nawet dawno znane jednokomórkowce okazały się niesłychanie złożone. „W biologii trudność polega na znalezieniu prostego początku” — mówią astronomowie Fred Hoyle i Chandra Wickramasinghe. „Odkryte w skałach szczątki kopalne dawnych form życia nie wskazują na taki prosty początek. (…) Tak więc ewolucjonizm nie ma odpowiednich podstaw”.*przyp.5 W miarę rozwoju wiedzy coraz trudniej jest wyjaśnić, jak to możliwe, żeby niewiarygodnie skomplikowane, mikroskopijne formy życia powstały przypadkowo.

[7] Według wyobrażeń ewolucjonistycznych, zasadniczymi etapami na drodze do powstania życia są:

  1. istnienie odpowiedniej pierwotnej atmosfery,
  2. koncentracja w oceanach pierwotnego bulionu złożonego z „prostych” cząsteczek niezbędnych do powstania życia,
  3. powstanie z nich białek prostych i nukleotydów (złożonych związków chemicznych), które
  4. łączą się ze sobą i otaczają błoną, po czym
  5. tworzą kod genetyczny i zaczynają się powielać.

Czy te etapy są zgodne ze znanymi faktami?

Praatmosfera

przypadkowy dobór Tylko czerwone, odpowiedniej odmiany i każde na ściśle określonym miejscu — przez przypadek?

[8] W roku 1953 Stanley Miller poddał „atmosferę”, złożoną z wodoru, metanu, amoniaku i pary wodnej działaniu wyładowań elektrycznych. W rezultacie powstało kilka z wielu aminokwasów, z których są zbudowane białka proste. Millerowi udało się jednak uzyskać tylko 4 spośród 20 aminokwasów niezbędnych do istnienia życia. Ponad 30 lat później uczeni ciągle jeszcze nie byli w stanie uzyskać doświadczalnie wszystkich 20 niezbędnych aminokwasów w warunkach, które można by uznać za prawdopodobne.

[9] Miller zakładał, że pierwotna atmosfera Ziemi miała skład podobny do tej, którą przygotował w swojej doświadczalnej retorcie. Dlaczego? Ponieważ, jak później powiedział on sam oraz jego współpracownik:
„Synteza ważnych z biologicznego punktu widzenia związków chemicznych zachodzi tylko w warunkach redukcji [gdy w atmosferze nie ma wolnego tlenu].*przyp.6 Tymczasem inni zwolennicy teorii ewolucji twierdzą, że tlen był. Hitching tak przedstawia dylemat, wynikający stąd dla ewolucjonistów: „W powietrzu zawierającym tlen pierwszy aminokwas nigdy by nie powstał, w warunkach beztlenowych, natomiast, zostałby natychmiast zniszczony przez promieniowanie kosmiczne”.*przyp.7

[10] Wiadomo, że każda próba określenia składu pierwotnej atmosfery Ziemi może się jedynie opierać na domysłach lub przypuszczeniach. Nikt nie wie na pewno, z czego się ona składała.

Czy możliwe było powstanie „pierwotnego bulionu”?

[11] Jak dalece prawdopodobne jest przypuszczenie, że powstałe w atmosferze aminokwasy opadały i utworzyły w oceanach „pierwotny bulion”? Jest to zupełnie nieprawdopodobne. Ta sama energia, która mogłaby spowodować rozpad prostych związków chemicznych w atmosferze, jeszcze szybciej doprowadziłaby do rozpadu każdego nowo powstałego złożonego aminokwasu. Ciekawe, że w swoim doświadczeniu, polegającym na przepuszczaniu wyładowań elektrycznych przez „atmosferę”, Miller ocalił 4 uzyskane aminokwasy tylko dlatego, iż usunął je ze strefy oddziaływania tych wyładowań, w przeciwnym razie bowiem spowodowały by one ich rozkład.

[12] Jeśli się nawet założy, że aminokwasy jakoś dostały się do oceanów i były zabezpieczone przed niszczącym promieniowaniem nadfioletowym w atmosferze, to co dalej? Hitching wyjaśnia: „Pod powierzchnią wody nie byłoby dosyć energii potrzebnej do wywoływania dalszych reakcji chemicznych; woda w każdym wypadku hamuje wzrost bardziej złożonych cząsteczek”.*przyp.8

lewoskrętne aminokwasy W żywych organizmach są tylko aminokwasy „lewoskrętne”: „Chyba nigdy nie uda się tego wyjaśnić”

[13] Jeżeli więc aminokwasy znalazły się w wodzie, to musiały się z niej wydostać, aby utworzyć większe cząsteczki i białka proste, niezbędne do powstania życia. Po wydostaniu się z wody natychmiast jednak znowu byłyby narażone na zabójcze promieniowanie nadfioletowe: „Innymi słowy” — mówi Hitching — „teoretycznie rzecz biorąc, nie ma szans przebycia nawet tego pierwszego i względnie łatwego stadium [tworzenia się aminokwasów] w ewolucyjnym powstawaniu życia”.*przyp.9

[14] Wbrew powszechnemu mniemaniu, że życie powstało samorzutnie w oceanach, środowisko wodne nie sprzyja koniecznym do tego reakcjom chemicznym. Oto, co w tej sprawie ma do powiedzenia chemik, Richard Dickerson: „Trudno więc dociec, jak polimeryzacja [łączenie się mniejszych cząsteczek w większe] mogła przebiegać w wodnym środowisku pierwotnego oceanu, skoro obecność wody sprzyja raczej depolimeryzacji [rozpadowi dużych cząstek na mniejsze].*przyp.10 Pogląd ten podziela biochemik George Wald, jak to wynika z następującej jego wypowiedzi: „Samorzutny rozpad jest o wiele bardziej prawdopodobny, ponieważ następuje znacznie szybciej niż spontaniczna synteza”. To znaczy, że w ogóle nie było gromadzenia się „pierwotnego bulionu”! Wald uważa to za „najpoważniejszy problem, który stoi przed nami [ewolucjonistami].*przyp.11

[15] Jest jeszcze inny, uparcie powracający problem, z którym się boryka teoria ewolucji. Jak wiadomo, istnieje ponad 100 aminokwasów, z których tylko 20 jest potrzebnych do budowy protein, czyli białek prostych, będących składnikami żywych organizmów. Co więcej, występują one w dwóch postaciach: Jedne cząsteczki są „prawoskrętne”, a drugie, jewoskrętne”. Gdyby powstały przypadkowo, jak to rzekomo miało miejsce w teoretycznym bulionie pierwotnym, wówczas najprawdopodobniej jedna połowa z nich byłaby prawoskrętna, a druga — lewoskrętna. Poza tym nie wiadomo, dlaczego w żywych organizmach jedna postać miałaby być uprzywilejowana. Tymczasem wszystkie 20 aminokwasów, z których składają się proteiny w żywych organizmach, są lewoskrętne.

[16] Jak to możliwe, żeby w „bulionie” połączyły się przypadkowo akurat te potrzebne odmiany? Fizyk J.D.Bernal mówi: „Trzeba przyznać, że wyjaśnienie tego (…) w dalszym ciągu jest jednym z najpoważniejszych zagadnień strukturalnych aspektów życia”. Bernal dochodzi do wniosku: „Chyba nigdy nie uda się tego wyjaśnić”.*przyp.12

Prawdopodobieństwo a samorzutne powstanie protein

„Powstanie protein zależy od DNA, ale DNA nie może powstać bez już istniejącej proteiny”

[17] Jakie jest prawdopodobieństwo połączenia się odpowiednich aminokwasów w cząsteczkę białka prostego? Wyobraźmy sobie duży kopiec nasion czerwonej i białej fasoli. Oba rodzaje są w równych ilościach i starannie wymieszane. Poza tym należą one do ponad 100 różnych odmian fasoli. Co by się nabrało na szufelkę zanurzoną w tym kopcu? Gdyby chcieć naczerpać tylko tych nasion, które wyobrażają podstawowe składniki protein, to na szufelce musiałyby się znaleźć same czerwone — ani jednego białego! Co więcej, na szufelce musiałoby być 20 odmian nasion czerwonej fasoli, i do tego każde z nich na ściśle określonym miejscu. Gdyby — przenosząc to na grunt protein — choćby jeden z tych warunków nie został spełniony, odbiłoby się to ujemnie na prawidłowym funkcjonowaniu danej proteiny. Czy mieszanie do woli w tym hipotetycznym kopcu i nabieranie na szufelkę, pozwoliłoby kiedykolwiek uzyskać właściwą kombinację? Nie. Dlaczego więc miałoby się to udać w hipotetycznym bulionie pierwotnym?

jajko czy kura

[18] Proteiny niezbędne do powstania życia są złożone z bardzo skomplikowanych cząsteczek. Jakie jest prawdopodobieństwo przypadkowego powstania nawet całkiem prostej cząsteczki białka w bulionie pierwotnym? Ewolucjoniści przyznają, że prawdopodobieństwo to wynosi 1 do 10113 (jedynka ze 113 zerami). Tymczasem matematycy uważają, że już zdarzenie, którego prawdopodobieństwo wyraża się liczbą 1 do 1050, nigdy nie nastąpi. Pewne pojęcie o możliwości czy prawdopodobieństwie takiego zdarzenia pozwala wyrobić sobie fakt, że liczba 10113 jest większa od szacunkowej liczby wszystkich atomów we wszechświecie!

[19] Jedne proteiny służą za budulec, a drugie za enzymy. Te ostatnie przyspieszają konieczne reakcje chemiczne w komórce, która bez nich by zginęła, a do jej funkcjonowania potrzeba nie kilku, lecz 2000 protein służących za enzymy. Jakie jest prawdopodobieństwo przypadkowego powstania tych protein? Wynosi ono 1 do 1040 000! „Jest to prawdopodobieństwo tak krańcowo małe” — przyznaje Hoyle — „że takie zdarzenie byłoby nie do pomyślenia nawet wówczas, gdyby cały wszechświat składał się tylko z bulionu pierwotnego”. Następnie dodaje: „Choćby nawet czyjeś przekonanie lub wykształcenie pozwalało mu bez uprzedzeń przychylić się do poglądu, że życie powstało na Ziemi [samorzutnie], to ten prosty rachunek całkowicie przekreśla taką koncepcję”.*przyp.13

[20] Jednakże takie prawdopodobieństwo jest w rzeczywistości jeszcze znacznie mniejsze, niż by to wynikało z owej „krańcowo małej” liczby. Komórka musi być otoczona błoną. Ta błona jest jednak niezwykle złożona, składa się bowiem z cząsteczek białek prostych, cukrów i tłuszczów. Ewolucjonista Leslie Orgel pisze: „Obecnie w błonach komórkowych są kanały i pompy, które w określony sposób sterują dopływem i odpływem składników odżywczych, produktów przemiany materii, jonów metali itd. W tych wyspecjalizowanych kanałach znajdują się specyficzne proteiny, to znaczy cząsteczki, których nie mogło tam być na samym początku ewolucji życia”.*przyp.14

Zadziwiający kod genetyczny

Kod genetyczny: „najkłopotliwszy problem związany z powstaniem życia”

[21] Daleko trudniejsze byłoby powstanie polinukleotydów — RNA i DNA — których podstawowe jednostki tworzą kod genetyczny. W DNA znajduje się 5 histonów (histony przypuszczalnie biorą udział w sterowaniu aktywnością genów). Prawdopodobieństwo powstania nawet najprostszego histonu wyraża się liczbą 1 do 20100; „również ta ogromna liczba znacznie przewyższa liczbę wszystkich atomów w gwiazdach i galaktykach, dostrzeganych przez największe teleskopy astronomiczne”.*przyp.15

[22] Jeszcze trudniejsze jest dla teorii ewolucji wyjaśnienie powstania kompletnego kodu genetycznego, bez którego byłby niemożliwy proces reprodukcji komórki. W odniesieniu do protein i DNA przypomina się stare pytanie: „Co było najpierw, kura czy jajo?” Hitching mówi: „Powstanie protein zależy od DNA, ale DNA nie może powstać bez już istniejącej proteiny”.*przyp.16 Paradoks, na który zwrócił uwagę Dickerson, pozostaje: „Co było najpierw”, proteina czy DNA? On sam tak to wyjaśnia: „Odpowiedź musiałaby brzmieć: ‘Rozwinęły się równolegle’.*przyp.17 Innymi słowy chce powiedzieć, że „kura i jajo” rozwinęły się jednocześnie i żadne z nich nie pochodziło od drugiego. Czy to rozsądne? Pewien publicysta naukowy tak to podsumowuje: „Geneza kodu genetycznego stanowi nie rozwiązany dotąd poważny problem w rodzaju kura czy jajo”.*przyp.18

fotosynteza

[23] Również chemik Richard E. Dickerson zdobył się na interesującą wypowiedź: „Ewolucja mechanizmu genetycznego jest etapem, którego nie da się odtworzyć w laboratorium. Można więc bez końca snuć spekulacje na ten temat, nie czując się skrępowanym niewygodnymi faktami”.*przyp.19 Czy jednak bezceremonialne odsuwanie na bok lawiny „niewygodnych faktów” da się pogodzić z rzetelnymi metodami naukowymi? Leslie Orgel nazywa istnienie kodu genetycznego „najkłopotliwszym problemem związanym z powstaniem życia”.*przyp.20 Francis Crick zaś dochodzi do następującego wniosku: „Mimo że kod genetyczny jest niemal uniwersalny, mechanizm konieczny do wszczepienia go jest zbyt skomplikowany, aby mógł powstać za jednym zamachem”.*przyp.21

[24] Ewolucjoniści próbują wykluczyć konieczność dokonania „za jednym zamachem” czegoś, co jest niemożliwe, opowiadając się za stopniowym procesem, w którym krok za krokiem mógłby spełniać swoje zadanie dobór naturalny. Niemniej bez kodu genetycznego, który by dał początek rozmnażaniu się, nie ma materiału do działania doboru naturalnego.

Zdumiewająca fotosynteza

[25] Poza tym przed teorią ewolucji pojawia się jeszcze jedna przeszkoda. Kiedyś pierwotna komórka musiała wynaleźć coś, co zrewolucjonizowało życie na ziemi, mianowicie fotosyntezę. Naukowcy jeszcze nie wyjaśnili do końca tego procesu, w którym rośliny pobierają dwutlenek węgla, a wydzielają tlen. Jest to, jak mówi biolog F.W. Went, „proces, którego do tej pory nikt nie był w stanie odtworzyć w probówce”.*przyp.22 Uważa się jednak, że zapoczątkowała go przypadkowo maleńka, prosta komórka.

[26] Pod wpływem fotosyntezy atmosfera nie zawierająca wolnego tlenu zmieniła się tak, że co piąta cząsteczka jest w niej cząsteczką tlenu. Dzięki temu mogły oddychać i żyć zwierzęta, jak również mogła powstać warstwa ozonu, chroniąca żywe organizmy przed szkodliwym działaniem promieniowania nadfioletowego. Czy ten znamienny ciąg wydarzeń można przypisać zwykłemu przypadkowi?

Czy nie było w tym udziału rozumu?

Niektórzy uczeni mówią mniej więcej tak: Rozum jest konieczny, ale Stwórca jest nie do przyjęcia

[27] Wobec astronomicznie wysokich liczb, wyrażających prawdopodobieństwo przypadkowego powstania żywej komórki, niektórzy ewolucjoniści poczuli się zmuszeni spuścić z tonu. Na przykład Hoyle i Wickramasinghe, autorzy książki Evolution From Space (Ewolucja z kosmosu), poddali się, mówiąc: „Te kwestie są zbyt złożone, żeby można je było wyrazić w liczbach”. Potem dodali: „Również większy i lepszy bulion pierwotny nic tu nie pomoże, jak sobie to może wyobrażaliśmy jeszcze rok czy dwa lata temu. Wielkości, wyliczone powyżej, są tak samo nie do przyjęcia w odniesieniu do wszechświatowego, jak i do ziemskiego bulionu pierwotnego”.*przyp.23

Dawni i dzisiejsi ewolucjoniści wypowiadają się na temat pochodzenia życia

„Hipoteza, że życie rozwinęło się z materii nieorganicznej, jest ciągle jeszcze artykułem wiary” (Matematyk J.W.N.Sullivan).*przyp.d

„Prawdopodobieństwo przypadkowego powstania życia można przyrównać do prawdopodobieństwa powstania obszernego słownika w wyniku eksplozji w drukarni” (Biolog Edwin Conklin).*przyp.e

„Wystarczy pomyśleć o ogromie tego zadania, aby zrozumieć, że samorzutne powstanie żywego organizmu jest niemożliwe” (Biochemik George Wald).*przyp.f

„Człowiek uczciwy, uzbrojony w całą dostępną dziś wiedzę, może jedynie stwierdzić, że początek życia zdaje się graniczyć z cudem” (Biolog Francis Crick).*przyp.g

„Choćby nawet czyjeś przekonanie lub wykształcenie pozwalało mu bez uprzedzeń przychylić się do poglądu, że życie powstało na Ziemi [samorzutnie], to ten prosty rachunek [matematycznego nieprawdopodobieństwa] całkowicie przekreśla taką koncepcję” (Astronomowie Fred Hoyle i N.C. Wickramasinghe).*przyp.h

[28] Po przyznaniu, że do powstania życia musiał się w jakiś sposób przyczynić rozum, autorzy ci oświadczyli: „Prawdę mówiąc, ta teoria jest tak oczywista, że aż dziw bierze, iż nie jest powszechnie uznawana za samo przez się zrozumiałą. Przyczyny są bardziej psychologiczne niż naukowe”.*przyp.24 Można więc wnosić, że istnienie bariery „psychologicznej” jest jedynym wiarogodnym wytłumaczeniem, dlaczego większość ewolucjonistów kurczowo trzyma się teorii o przypadkowym powstaniu życia, odrzucając wszelki „cel, zamierzenie czy ukierunkowanie”,*przyp.25 jak to ujmuje Dawkins. W gruncie rzeczy nawet Hoyle i Wickramasinghe, po uznaniu konieczności udziału rozumu mówią, że nie wierzą, aby za powstanie życia miał być odpowiedzialny osobowy Stwórca.*przyp.26 Ich zdaniem rozum jest konieczny, ale Stwórca jest nie do przyjęcia. Czy nie ma w tym sprzeczności?

Czy to jest naukowe?

[29] Jeżeli samorództwo ma być uznane za pewnik naukowy, to słuszność tego zjawiska należałoby potwierdzić metodą naukową. Można ją opisać następująco: Obserwuj zachodzące zjawiska; na podstawie tych obserwacji sformułuj teorię, która by mówiła, co może być prawdą; potem sprawdzaj tę teorię przez dalsze obserwacje i eksperymenty; obserwuj uważnie, czy potwierdzają się przypuszczenia oparte na tej teorii.

[30] Gdy się zastosuje metodę naukową, nie sposób zaobserwować samorództwa. Nie ma żadnego dowodu na to, że ono zdarza się obecnie i rzecz jasna nie było nikogo, kto by je zaobserwował, gdy — jak twierdzą ewolucjoniści — doszło do powstania życia. Obserwacje nie potwierdziły żadnej teorii na ten temat. Nie udało się powtórzyć tego procesu w doświadczeniach laboratoryjnych. Przypuszczenia oparte na tej teorii się nie potwierdziły. Czy wobec niemożności zastosowania metody naukowej podnoszenie takiej teorii do rangi faktu jest uczciwe z naukowego punktu widzenia?

[31] Z drugiej zaś strony jest dosyć dowodów potwierdzających słuszność wniosku, że przypadkowe powstanie życia z materii nieożywionej jest niemożliwe. Profesor G.Wald z Harvard University przyznaje: „Wystarczy pomyśleć o ogromie tego zadania, aby zrozumieć, że samorzutne powstanie żywego organizmu jest niemożliwe”. A w co naprawdę wierzy ten rzecznik teorii ewolucji? Oto jego odpowiedź: „A jednak jestem przekonany, że jesteśmy tu w wyniku samorództwa”.*przyp.27 Czy taka ma być obiektywna prawda naukowa?

Uczony przyznał: „Jedynym wyjaśnieniem, na które można się zgodzić, jest stwarzanie”

[32] Biolog brytyjski, Joseph Henry Woodger, scharakteryzował takie rozumowanie jako „zwykły dogmatyzm — zapewnianie, że to, w co się chce wierzyć, rzeczywiście było”.*przyp.28 Co skłoniło uczonych do tolerowania w swoim rozumowaniu tak rażącego gwałcenia metody naukowej? Znany ewolucjonista Loren Eiseley przyznał: „Teologom zawsze zarzucano, że nazbyt często powołują się na mity i cuda, a oto świat nauki znalazł się w sytuacji nie do pozazdroszczenia, ponieważ nie pozostało mu nic innego, jak stworzyć własną mitologię, mianowicie założenie, że to, czego mimo usilnych starań nie udaje się dziś udowodnić, naprawdę zdarzyło się w zamierzchłej przeszłości”.*przyp.29

[33] Biorąc pod uwagę dowody, teoria samorzutnego pojawienia się życia zdaje się lepiej pasować do literatury fantastyczno-naukowej niż do pewników naukowych. Wielu jej rzeczników najwidoczniej zrezygnowało ze stosowania w tych sprawach metody naukowej, żeby móc wierzyć w to, co im się podoba. Pomimo przytłaczających dowodów świadczących o tym, że przypadkowe powstanie życia jest niemożliwe, nieustępliwy dogmatyzm wziął górę nad rozwagą, która zazwyczaj cechuje ludzi trzymających się metod naukowych.

Nie wszyscy uczeni ją akceptują

Jastrow: „Uczeni nie mają żadnego dowodu na to, że powstanie życia nie jest rezultatem aktu stwarzania”

[34] Nie wszyscy uczeni jednak zamknęli oczy na inne rozwiązanie. Na przykład fizyk H.S.Lipson, który sobie uświadomił nieprawdopodobieństwo samorzutnego powstania życia, powiedział: „Jedynym wyjaśnieniem, na które można się zgodzić, jest stwarzanie. Wiem, że dla fizyków, w tym również dla mnie, oznacza to potępienie, ale nie wolno nam odrzucać teorii, która nam się nie podoba, jeśli ją potwierdzają wyniki eksperymentów”. Ponadto oświadczył, że po opublikowaniu książki Darwina O powstawaniu gatunków „teoria ewolucji stała się poniekąd naukową religią: przyjęli ją niemal wszyscy naukowcy, a wielu z nich gotowych jest naciągać wyniki swych obserwacji, byle do niej pasowały”.*przyp.30 Smutne to, ale prawdziwe.

[35] Chandra Wickramasinghe, profesor University College w Cardiff w Wielkiej Brytanii, powiedział: „Od samego początku mojej kariery naukowej poddawano mnie starannemu praniu mózgu, abym uwierzył, że nauki nie da się pogodzić z żadnym rodzajem umyślnego stwarzania. Odrzucenie tego było bardzo bolesne. Jestem w dość nieprzyjemnej sytuacji, biorąc pod uwagę mój obecny stan ducha. Nie ma tu jednak żadnego logicznego wyjścia. (…) Przypisywanie powstania życia na Ziemi chemicznemu przypadkowi można przyrównać do poszukiwania jednego, określonego ziarnka piasku na plażach wszystkich planet w całym wszechświecie — i znalezienia go”. Innymi słowy: Powstanie życia w rezultacie chemicznego przypadku jest po prostu niemożliwe. Dlatego Wickramasinghe dochodzi do wniosku: „Nie ma innej możliwości zrozumienia precyzyjnego uporządkowania chemicznych cegiełek życia, jak tylko odwołanie się do procesu stwarzania na skalę kosmiczną”..*przyp.31

[36] Astronom Robert Jastrow powiedział: „Uczeni nie mają żadnego dowodu na to, że powstanie życia nie jest rezultatem aktu stwarzania”.*przyp.32

[37] Ale choćby nawet przyjąć, że pierwsza żywa komórka powstała samorzutnie, czy są dowody na to, że z niej rozwinęło się wszelkie życie na ziemi? Odpowiedzi na to pytanie udzielają skamieniałości i w następnym rozdziale zobaczymy, co one naprawdę mówią.

Niewiarygodna złożoność komórki
przekrój komórki Czy 100 000 000 000 000 komórek w twoim ciele to zwykły przypadek?

Żywa komórka jest tworem niezwykle złożonym. Biolog Francis Crick próbował opisać jej funkcjonowanie w sposób możliwie prosty, ale w końcu doszedł do wniosku, że udało mu się to tylko po części, „ponieważ jest ono tak skomplikowane, iż czytelnik nie powinien wnikać we wszystkie szczegóły”.*przyp.a

Instrukcje, zawarte w DNA, „gdyby je wszystkie zapisać, wypełniłyby tysiąc 600-stronicowych książek” — czytamy w National Geographic. „Każda komórka jest światem wypełnionym po brzegi mniej więcej 200 bilionami maleńkich grup atomów, zwanych cząsteczkami. (…) Naszych 46 chromosomowych ‘nici’, połączonych ze sobą, miałoby prawie 2 metry długości. Srednica jądra, w którym się mieszczą, wynosi jednak mniej niz jedną setną milimetra”.*przyp.b

W czasopiśmie Newsweek posłużono się następującym unaocznieniem, żeby dać wyobrażenie o procesach, przebiegających w komórce: „Każda z tych 100 bilionów komórek funkcjonuje jak obwarowane miasto. Znajdujące się w nich siłownie wytwarzają potrzebną energię. Fabryki produkują proteiny — niezbędne towary w handlu chemicznym. Złożone systemy transportowe przenoszą z miejsca na miejsce okreslone związki chemiczne, zarówno wewnątrz komórki, jak i na zewnatrz. Na przejściach granicznych wartownicy kontrolują eksport i import oraz obserwują otoczenie w celu wykrycia oznak niebezpieczeństwa. Zdyscyplinowane armie biologiczne utrzymują stałą gotowość do walki z intruzami. Na straży ładu stoi scentralizowany rząd genetyczny”.*przyp.c

Gdy naukowcy po raz pierwszy ogłaszali tradycyjną teorię ewolucji, nie mieli pojęcia o fantastycznej złożoności żywej komórki. Na ilustracji obok pokazano kilka elementów typowej komórki, które wszystkie są upchane w pojemniku o średnicy około 0,025 milimetra.

top[Rozdziały:]