Wysuń menu główne / MAIN MENU «•» wysuń / schowaj MENU
uStronie INDEX
Strona zgodna z najnowszą normą XHTML 1.1.: uStronie :. Spis artykułów / CONTENT
forum | chat | księga gości
INDEX Biblia Artykuły Hebrajski

„Krew na indeksie”

Artykuł z czasopisma „WPROST” — nr 880 z 10 października 1999

Rozmowa z dr. Aryehem Shanderem, z Institute for Advancement of Bloodless Medicine and Surgery Program Englewood Hospital and Medicial Center w New Jersey

“Wprost”:Dlaczego przeprowadza pan zabiegi oszczędzające krew zamiast powszechnie stosowanej transfuzji?
Aryeh Shander: — Zaczęło się to wiele lat temu. Chciałem zaproponować moim pacjentom najlepszy sposób leczenia. Często korzystaliśmy z banku krwi, ale ta metoda terapii okazywała się w wielu sytuacjach nie najlepsza. Obserwując naszych podopiecznych, coraz bardziej zdawaliśmy sobie sprawę z zagrożeń, jakie niesie z sobą transfuzja. Niekiedy łamaliśmy także prawa pacjenta, niektóre religie zabraniają bowiem swoim wyznawcom przyjmowania cudzej krwi.

“Wprost”: Pana decyzja była zatem podyktowana bardziej względami medycznymi czy etycznymi?
Aryeh Shander: — Pacjęci bez względu na rasę, wyznanie i poglądy polityczne muszą mieć prawo odmówić lub zaakceptować proponowaną im przez lekarzy metodę. To samo dotyczy medyków. Gdy przychodzi do mnie pacjent i mówi, że jest uczulony na penicylinę, muszę zaoferować mu inny sposób leczenia. Tak samo jest w wypadku transfuzji. Muszę uszanować nie tylko przekonania religijne chorego, lecz także jego strach przed ewentualnymi powikłaniami.

“Wprost”: Jakie zagrożenia wiążą się z transfuzją krwi?
Aryeh Shander: — Największą komplikacją po przetoczeniu krwi jest wstrząs hemolityczny. Mimo że badamy zgodność immunologiczną krwi dawcy i biorcy, do śmierci pacjenta dochodzi raz na 600 tys. Jednostek przetoczonej krwi. Testy oceniające bezpieczeństwo stosowanej krwi sprawdzają, czy obecne są przeciwciała wirusów wywołujących wirusowe zapalenie wątroby i AIDS. Na tym koniec. Tymczasem we krwi dawcy mogą się znajdować inne bakterie lub wirusy i wywoływać choroby, których sobie nawet nie uświadamiamy. Na przykład od kilku lat w Stanach Zjednoczonych ogromnym problemem jest malaria. Coraz więcej osób podróżuje po Afryce. Wracają do kraju zakażenia pierwotniakiem powodującym tę chorobę. Tymczasem testów na jego obecności się nie wykonuje. Z moich informacji wynika, że już kilkadziesiąt osób zaraziło się malarią wskutek transfuzji krwi. Tymczasem oficjalne dane pokazują, że co najmniej co czwartą transfuzję przeprowadzano w Stanach Zjednoczonych niepotrzebnie.

“Wprost”: Czy to oznacza, że zabiegi oszczędzające krew są całkowicie bezpieczne?
Aryeh Shander: — Na razie nie wiemy o jakichkolwiek związanych z nimi zagrożeniach. Nie stwierdzono powikłań po zabiegu. Nie istnieje groźba przeniesienia chorobotwórczych bakterii, wirusów czy pierwotniaków. Od kilku lat wykonujemy rocznie ponad tysiąc operacji, w których zamiast transfuzji stosujemy metody oszczędzające krew. Dotychczas tylko jeden nasz pacjent nie przeżył zabiegu. Przyczyną jego śmierci była jednak choroba (pamiętam, że był to nowotwór), a nie powikłania związane z operacją.

“Wprost”: Od kiedy wykonywane są zabiegi oszczędzające krew?
Aryeh Shander: — Niektóre techniki stosowano już w latach 50. Z czasem zostały udoskonalone. Dziś mamy skuteczniejsze leki, lepszą aparaturę, lecz jeśli chodzi o samą zasadę takich zabiegów, niewiele się ona zmieniła. Nie możemy zapominać, że krew jest organem. Stosujemy ją jak lek, ale ona nim nie jest.

“Wprost”: Dlaczego więc powszechnie stosuje się transfuzje, nie zaś zabiegi oszczędzające krew?
Aryeh Shander: — Środowisko medyczne jest niezmiernie konserwatywne. Wszelkie zmiany w medycynie należy wprowadzać powoli. Gdyby nagle pewnego dnia wszyscy lekarze zastosowali by inne metody, mogłoby się to okazać niebezpieczne dla pacjentów. Ponadto podanie krwi nie wymaga zbyt wiele wysiłku w odróżnieniu od leczenia bez krwi.

“Wprost”: Nawet najlepsza metoda może jednak nie zostać powszechnie przyjęta ze względu na koszty.
Aryeh Shander: — Zgadza się, ale operacje oszczędzające krew są nie tylko bezpieczniejsze od transfuzji, lecz także tańsze. W cenę przetaczanej krwi musimy bowiem wliczyć koszty jej pobrania, wykonania testów i przechowywania w banku krwi. W Stanach Zjednoczonych sięgają one ok. 500 USD za jednostkę przetoczeniową krwi. Nie możemy jednak zapomnieć o ukrytych kosztach transfuzji związanych z leczeniem powikłań spowodowanych zakażeniem pacjenta po przetoczeniu. Na terapię takich chorych przeznacza się niekiedy miliony dolarów. Ponadto pacjent, którego poddano operacji oszczędzającej krew, krócej leży na sali intensywnej opieki medycznej i krócej – średnio o dwa dni – przebywa w szpitalu. Krócej trwa też sam zabieg. Szacujemy, że różnica w cenie obu tych metod wynosi tysiące dolarów – na korzyść zabiegów bez użycia obcej krwi.

“Wprost”: Czy uważa pan zatem, że w przyszłości tego typu operacje całkowicie zastąpią transfuzje?
Aryeh Shander: — Sądzę, że za pięć, dziesięć, a może więcej lat będziemy mieć wystarczająco dużo środków medycznych, między innymi leków i sprzętu, co pozwoli nam zrezygnować z transfuzji. W tym samym czasie musi się także zmienić mentalność lekarzy. Powszechna dostępność zabiegów oszczędzających krew zależy więc od dwóch czynników: odpowiedniego wyposażenia placówek służby zdrowia oraz wiedzy i świadomości lekarzy.

“Wprost”:Jak popularne są w Stanach Zjednoczonych zabiegi wykonywane bez użycia obcej krwi?
Aryeh Shander: — W USA w 80 szpitalach oferuje się dziś pacjentom specjalne programy opieki medycznej bez stosowania transfuzji krwi. Kiedy w 1994 r. wprowadziliśmy u nas taki program, naszymi pacjentami byli wyłącznie Świadkowie Jehowy. W tym roku po raz pierwszy liczba wyznawców tej religii poddawanych operacjom bez użycia krwi była mniejsza od liczby pozostałych chorych leczonych w ten sposób.

“Wprost”: Czy każdy pacjent w Stanach Zjednoczonych ma szansę skorzystania z takiego programu?
Aryeh Shander: — Sądzę, że tak. Przybywa szpitali, gdzie przeprowadzane są zabiegi bez użycia krwi, nie tylko w Stanach Zjednoczonych. Pacjenci domagają się zmian. Wpłynęło na to kilka światowych skandali. W Wielkiej Brytanii były one związane z chorobą szalonych krów, we Francji – z krwią kupowaną w Afryce, w Japonii – z nowym typem wirusa wywołującym zapalenie wątroby. W Irlandii krwią zanieczyszczoną wirusem powodującym zapalenie wątroby zaraziły się 2 tys. Osób. W Kanadzie, gdzie ponad 60 pacjentów zostało zakażonych w wyniku transfuzji wirusowym zapalenie wątroby, przeprowadzono ankietę na temat stosowania krwi do zabiegów. Prawie 90 proc. Kanadyjczyków stwierdziło, że chce korzystać z operacji oszczędzających krew. Osoby poszkodowane powołały organizację, która domaga się między innymi tego, by erytropoetyna – podobnie jak krew i preparaty krwiopochodne – finansowana była z budżetu państwa. W ankiecie przeprowadzonej w Stanach Zjednoczonych jedno z pytań roże brzmiało: czy zgodziłbyś się na przetoczenie krwi podczas zabiegu? Dwie grupy jednogłośnie wypowiedziały się przeciwko takim operacjom: Świadkowie Jehowy i lekarze. Ci pierwsi odmawiają użycia obcej krwi ze względów religijnych. My zaś zdajemy sobie sprawę z zagrożeń, jakie wiążą się z takimi zabiegami.

Rozmawiała: Dorota Romanowska

tophttp://www.wprost.pl/ar/?O=5790