Wysuń menu główne / MAIN MENU «•» wysuń / schowaj MENU
uStronie INDEX
Strona zgodna z najnowszą normą XHTML 1.1.: uStronie :. Spis artykułów / CONTENT
forum | chat | księga gości
INDEX Biblia Artykuły Hebrajski

Krew, dar śmierci

Francja: Bezprecedensowy proces byłego premiera i ministrów
Rozprawa przed Trybunałem Sprawiedliwości Republiki to już drugi proces w sprawie skandalu krwi skażonej wirusem HIV, a wykorzystywanej w transfuzjach. Pierwszy zakończył się w 1993 r. wyrokami skazującymi (najsurowszy: 4 lata więzienia). Teraz, po sześcioletnich przygotowaniach proceduralnych, podjęto próbę pociągnięcia do odpowiedzialności karnej również premiera rządu i ówczesnych ministrów, rodem z lewicy. Oprócz oskarżonych wystąpili ostatnio ich współpracownicy, ale lista świadków jest długa i nie należy się spodziewać szybkich wyroków.

Hemofilicy otrzymują zakażoną krew

ŚWIATOWE obroty handlu krwią osiągnęły wartość dwóch miliardów dolarów rocznie. Pogoń za zyskiem z tej sprzedaży spowodowała wielką tragedię we Francji. Leczenie hemofilików preparatami krwi zakażonej wirusem HIV doprowadziło do tego, te setki osób nabawiło się AIDS, a 250 zmarło na choroby z nim związane.
(The Boston Globe z 28 października 1992 roku, strona 4)

W Niemczech zmarło 400 chorych na hemofilię, a przynajmniej 2000 zaraziło się HIV za pośrednictwem zakażonej krwi. Są to ofiary „nieświętego przymierza” chciwości z niedbalstwem służby zdrowia.
(The Guardian Weekly z 22 sierpnia 1993 roku, strona 7)

Również w Kanadzie wybuchł skandal w związku z krwią. Ocenia się, że ponad 700 hemofilikom podawano tam krew zainfekowaną wirusem AIDS. W lipcu 1984 roku rząd tego kraju został ostrzetony, że Czerwony Krzyż rozprowadza wśród chorych na hemofilię preparaty zakażonej krwi; wycofano je z ryku jednak dopiero rok później, czyli w sierpniu 1985 roku.
(The Globe and Mail z 22 lipca 1993 roku, strona A21 oraz The Medical Post z 30 marca 1993 roku, strona 26)

Według depeszy nadanej 21 kwietnia 1993 roku z Madrytu przez Agencję Reutera tamtejsze Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że Hiszpania wypłaci odszkodowanie 1147 hemofilikom, którzy w latach osiemdziesiątych zarazili się wirusem AIDS przez transfuzje krwi lub plazmy. Ponad 400 z nich zmarło już na AIDS.
(The New York Times z 22 kwietnia 1993 roku, strona A13)>

Pod koniec 1982 roku amerykański Ośrodek Zwalczania Chorób zaczął ostrzegać Państwową Fundację na Rzecz Walki z Hemofilią (NHF) przed ryzykiem związanym z przetaczaniem czynnika VIII krzepnięcia krwi, gdyż w celu otrzymania pojedynczej dawki tego preparatu może zostać użyta krew aż 20 000 dawców, a gdyby tylko jeden z nich miał AIDS, zakażeniu uległby cały produkt użyty do transfuzji. W marcu 1983 roku ostrzeżenie ponowio-no, tym razem w ostrzejszym tonie, niemniej dwa miesiące później NHF wydała biuletyn, w którym napisano: „NHF zaleca dalsze stosowanie czynnika krzepnięcia”. Tymczasem przybywało ofiar śmiertelnych i wciąż narażano na niebezpieczeństwo kolejne tysiące osób. Ów czynnik krzepnięcia nie był hemofilikom niezbędny; istniały bowiem inne metody leczenia. Można było ocalić tycie tysiącom ludzi. W roku 1985 firmy farmaceutyczne odkryły, że czynnik VIII staje się bezpieczny dzięki podgrzewaniu. Niemniej w dalszym ciągu wyprzedawano zapasy preparatu nie poddanego obróbce cieplnej.
(Dateline NBC, 14 grudnia 1993 roku)

Ekspremier Laurent Fabius, Georgina Dufoix i Edmond Hervé, byli szefowie resortów spraw socjalnych oraz zdrowia, nie ponieśli w najmniejszym stopniu odpowiedzialności politycznej za swe niedopatrzenia, błędy względnie ignorancję, co pozostaje zresztą w pełnej zgodzie ze zwyczajami francuskiego życia publicznego. W szczególności po wybuchu skandalu żadna z trzech sądzonych dzisiaj osób nie podała się do dymisji. Dlaczego – wyjaśniła najbardziej lakonicznie pani Dufoix, oświadczając publicznie: – Jestem odpowiedzialna, ale nie jestem winna. Ta formuła responsable mais pas coupable zajęła już poczesne miejsce w słowniku współczesnych kuriozów politycznych Francji.

krew

W wyniku transfuzji krwi, zarażonej wirusem HIV, w pierwszej połowie lat 80. zachorowało we Francji na AIDS ok. 4,5 tys. osób. Niemal 40 proc. spośród nich już nie żyje. Zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci lub utraty zdrowia, postawiony Fabiusowi, Dufoix i Hervé, nie dotyczy tych wszystkich ofiar. Obejmuje przypadki zarażeń z kilku miesięcy 1985 r. Było ich wówczas ponad 270, ale i z tej liczby ze względów techniczno-proceduralnych „zachowano” w akcie oskarżenia jedynie 7. Podsądnym, poza wysokimi karami pieniężnymi, grozi utrata wolności na okres do lat trzech. Jeżeli Trybunał doszuka się w ich postępowaniu okoliczności obciążających, wyroki mogą być surowsze: 5 lat więzienia. Oskarżeni – responsables mais pas coupables – nie poczuwają się do winy.

Ich winę, o ile zostanie udowodniona, należy rozpatrywać w trzech aspektach. Po pierwsze, do połowy lat 80. nie selekcjonowano należycie francuskich krwiodawców, pobierając „dar życia” od nieprzebadanych osób w ulicznych, ruchomych ambulatoriach, a nawet w więzieniach. Jak się okaże później, próbki pochodzące od więźniów były skażone wirusem HIV niemal w połowie. Ta tragedia dotknęła i inne kraje, gdzie – podobnie jak we Francji – u progu lat 80. stan wiedzy o AIDS był jeszcze nikły, choroby dokładnie nie opisano, nie wiedziano jak i że w ogóle można się przed nią ustrzec. To pozostaje skądinąd jednym z koronnych argumentów obrońców trojga oskarżonych. Trudno niemniej wyjaśnić fakt, że w innych krajach przypadków zarażenia HIV w wyniku przetaczania krwi było w tym samym okresie znacznie mniej niż we Francji. We Włoszech – cztero, w Niemczech – sześcio-, a w Wielkiej Brytanii nawet trzynastokrotnie mniej. W czerwcu 1983 r. Centralna Dyrekcja Zdrowia, agenda rządowa, wydała okólnik adresowany do stacji krwiodawstwa. Zalecała w nim unikanie pobierania krwi od osób z grup podwyższonego ryzyka. Przez następne dwa lata tego zalecenia nie przestrzegano.

Po drugie, doszło do opóźnienia w regularnym stosowaniu testów, pozwalających wykryć obecność HIV w próbkach pobranej krwi. Opóźnienie, co więcej, miałoby nie być dziełem przypadku czy niedopatrzenia, lecz wynikiem świadomego działania na rzecz specyficznie pojmowanych francuskich interesów ekonomicznych. W 1984 r. grupa naukowców z Instytutu Pasteura, na czele z prof. Luc Montagnier, opisała wirusa HIV (choć spór z Amerykanami o autorstwo tego odkrycia ciągnął się jeszcze latami). Dowiedzione zostało, że choroba AIDS może być przenoszona nie tylko poprzez kontakty seksualne, ale i przez krew. W lipcu 1985 r. stosowny akt rządowy wprowadził obowiązek systematycznego testowania dawców na obecność w ich krwi HIV. Francja była piątym krajem na świecie (po USA, Holandii, Norwegii, Austrii i Włoszech), który takie stanowcze kroki podjął.

Być może jednak – podjął z wykalkulowanym opóźnieniem. Oto bowiem już od marca tego roku amerykańska firma Abbott gotowa była zaopatrzyć rynek francuski we własne testy. Górę miał wziąć jednak protekcjonizm: postawiono na rodzimą produkcję, czyli na test firmy Diagnostic Pasteur, który – istotnie – wszedł do powszechnego użycia, ale dopiero z końcem lipca. Oto najpoważniejszy z zarzutów. Z winy, tym razem już umyślnej, funkcjonariuszy państwa zbawienne testy antywirusowe pojawiły się 5 miesięcy później, niż pojawić się mogły. W ciągu tych pięciu miesięcy skażoną, niezbadaną krew przetoczono ponad 270 osobom. W tym również chorym na hemofilię, bo ich dotyczy trzeci aspekt potencjalnej winy oskarżonych eksministrów. Upłynnianie rezerw preparatów na bazie krwi, podawanych hemofilitykom, ponownie – dramat kilku miesięcy. Od lipca stosowano już technologię podgrzewania tych preparatów, neutralizującą HIV. Ze strony rządowej wyszła tymczasem koncepcja „okresu przejściowego”, trwającego do 1 października; w tym czasie należało właśnie upłynniać stare zapasy. Z wyników badań przeprowadzonych w stacjach krwiodawstwa i przekazanych do Centralnej Dyrekcji Zdrowia już w pierwszym kwartale 1985 r. wynikało dobitnie, że wszystkie nie podgrzewane preparaty dla chorych na hemofilię oznaczają śmiertelne zagrożenie.

Wobec nieopisanej tragedii ofiar skandalu skażonej krwi i ich rodzin, wobec godnej pochwały pracy, jaką wykonały w tej sprawie francuskie media, deputowani i senatorowie nie mogli udawać, że przypadek „odpowiedzialnych, ale niewinnych” nie istnieje. Nowelizując w tym celu konstytucję V Republiki i specjalnie na tę właśnie okazję powołali do życia dziwny polityczno-sądowy twór: Trybunał Sprawiedliwości Republiki, władny sądzić byłych ministrów za czyny opisane w kodeksie karnym, nie zaś tylko – jak Trybunał Stanu – za przypadki zdrady głównej. To nowe kolegium składa się z trzech sędziów zawodowych, sześciu posłów i tyluż senatorów. Trybunał zbiera się w sali, przypominającej wielkie studio telewizyjne, użyczonej przez centrum konferencyjne, sąd specjalny – w najgorszym tego słowa znaczeniu – przypomina jednak nie tylko z tego powodu.

Zaginęła przed nim zupełnie fundamentalna procesowa zasada kontradyktoryjności, a więc sporu stron. Do tego stopnia, że przedstawiciel Prokuratury Generalnej już zapowiedział, iż będzie wnosił o umorzenie postępowania. Żyjące ofiary skandalu i rodziny tych zmarłych nie zostały dopuszczone do udziału w procesie w charakterze oskarżyciela posiłkowego. Będą reprezentowane jedynie przez kilku świadków. Toteż przed salą rozpraw i przed kamerami telewizji toczy się inny proces, dalece bardziej wstrząsający, ale też wysoce – w takiej formie – niestosowny. Chorzy na AIDS obnoszą swe fizyczne cierpienie, płaczą matki dzieci, które zmarły po transfuzjach skażonej krwi. Nieszczęśliwi ludzie mówią o oskarżonych wprost mordercy. Tymczasem już w pierwszych dniach procesu Laurent Fabius, silny swym politycznym doświadczeniem i ambicjami, faktycznie odbiera kierowanie rozprawą przewodniczącemu składu, sędziemu Le Gunehec. Odpowiada tylko na te pytania, które sam sobie zadaje. Le Gunehec nie dopuszcza do głosu pozostałych sędziów. Poszukiwanie prawdy i rzeczywistej odpowiedzialności za tragedię zamienia się momentami w farsę. Rządzący znowu wydają się być poza zasięgiem skutecznie i bezstronnie działającego wymiaru sprawiedliwości. Co znamienne, takie głosy słychać zwłaszcza ze strony centroprawicy, tej samej, która – gdy skandal wybuchł przed laty – zacierała ręce z uciechy, że socjalistycznemu rywalowi powinęła się noga. Teraz przestrzega przed zachwianiem równowagi świętego trójpodziału władz, przed tworzeniem „rządów sędziów”, czynieniem z byłego premiera kozła ofiarnego. Innymi słowy: przed znalezieniem metody, dzięki której pustkę słowa „odpowiedzialność” – także w przypadku rządzących – dawałoby się wypełnić znaczeniem i ciężarem słowa „wina”.

topGrzegorz Dobiecki z Paryża polityka NUMER 09/1999 (2182)