Wysuń menu główne / MAIN MENU «•» wysuń / schowaj MENU
uStronie INDEX
Strona zgodna z najnowszą normą XHTML 1.1.: uStronie :. Spis artykułów / CONTENT
forum | chat | księga gości
INDEX Biblia Artykuły Hebrajski

Krucjata przeciwko czarom

palenie czarownic Tuluza, 1577 rok. Palenie czarownic po mszy. W tym roku spalono ich tam ponad 400. Bulla papieska z 1484 roku ustaliła, że czary istnieją naprawdę.

„Jezus nie zabijał opętanych przez złe duchy, lecz ich leczył. Kościół zaś mordował”.
(Karlheinz Deschner)

KIEDY dym ze stosów inkwizycji hiszpańskiej na Półwyspie Iberyjskim zaczął sięgać Nowego Świata, pierwotna, starsza od niej inkwizycja papieska działała gorliwie w całej Europie. Znalazła bowiem nowy cel i rzuciła się na niego z zapałem. W następnych stuleciach energia ta pochłonęła więcej ludzkich istnień niż krucjata przeciw albigensom.

Wbrew temu, co twierdzi historia, powszechne przekonanie i tradycja, Kościół nigdy nie zdołał osiągnąć tak całkowitej władzy nad narodami Europy Zachodniej, jak sobie tego życzył. Powszechnie sądzi się, że była ona wręcz nieograniczona. Kościół mógł pociągnąć każdego — od wieśniaka po monarchę — do odpowiedzialności, podzielić cały kontynent na diecezje i biskupstwa, zmuszać ludzi do kupowania odpustów i wyduszać z nich dziesięcinę. Mógł karać każdego, kto ośmielił się przeciwstawić jego naukom, lub też każdego, komu duchowni postanowili to zarzucić. Mógł zmusić całą społeczność do uczestnictwa we mszy oraz przestrzegania ustanowionych przez niego rytuałów, niedziel, świąt czy innych uroczystości. Mógł się także spodziewać sporej dozy dobrowolnego posłuszeństwa w zamian za pociechę i obietnicę nagrody po śmierci. W tym jednak, co dziś określa się jako „walkę o pozyskanie serc i umysłów”, nie potrafił osiągnąć całkowitego sukcesu. Choć wiele z tych serc i umysłów szczerze wielbiło Przenajświętszą Dziewicę i świętych, istniało niemało takich, które i w niej, i w świętych widziało jedynie nowe postacie, nowe formy, a nawet nowe wcielenia o wiele starszych bóstw czy też rytuałów. Wielu również było takich, którzy przynajmniej w części pozostały oddane pogaństwu.

Już w XII wieku Kościół nawoływał do organizowania krucjat przeciwko pogańskim ludom Prus i wybrzeża Bałtyku, terytorium dzisiejszego polskiego Pomorza, Litwy, Łotwy i Estonii. We własnej, ustalonej już strefie wpływów prowadził jednak walkę przeciw temu, co uważał za moce ciemności — złowrogie, posępne siły czające się jakoby w mroku borów, które wciąż pokrywały wówczas większość tamtejszych ziem. W oczach pobożnego chrześcijanina lasy te i kojarzona z nimi ciemność skrywały niezliczone postacie zła oraz zapewniały bezpieczne schronienie demonom. Okolone owymi borami miasta i wsie, nie mówiąc już o odosobnionych opactwach i klasztorach, były czymś w rodzaju duchowych przyczółków czy fortów, rozrzuconych na bezdrożach wrogiej krainy, często napastowanych lub obleganych.

inquisition Wszystkim inkwizytorom oraz sędziom świeckim zalecano wymuszanie zeznań torturami, które pozwalały oskarżyć kolejną osobę o czary.

W rzeczywistości moce skryte pośród borów były po prostu siłami świata natury, w oczach Kościoła grzesznymi. Truizmem jest stwierdzenie, że bogowie każdej religii w oczach następnej, która zajmuje jej miejsce, są diabłami. Przed nastaniem chrześcijaństwa, na ziemiach Cesarstwa Rzymskiego czczono Pana jako najwyższe bóstwo natury. Był to rogaty bożek z ogonem i kopytami kozła, panujący nad potężnym, bezlitosnym, pozornie chaotycznym światem natury. Jego domenę stanowiły głównie sprawy seksu i płodności. Kościół zrobił z niego demona o charakterze satanicznym. Nie był to pomysł nowy. Wieki wcześniej — by przytoczyć tylko jeden przykład — fenicka bogini-matka Astarte została przeobrażona w demona imieniem Astaroth.

Po upadku Cesarstwa Rzymskiego, większość wiejskiej ludności Europy nadal czciła Pana lub jego starsze niekiedy, regionalne odpowiedniki w tej czy innej formie — jak na przykład Herne Myśliwiec, rogaty bóg Cernunnos, Zielony Człowiek, Robin z Zielonego Boru, Robin Dobry Druh (utożsamiany potem z Pukiem, znanym nam ze Snu nocy letniej Szekspira). Nie tylko zresztą Pan odbierał hołdy ludzi wsi. Na obszarach, gdzie dzisiejsza Francja graniczy z Belgią, rzymska bogini łowów i księżyca Diana znana była jako Diana Dziewięciu Ogni i utożsamiana ze swą poprzedniczką Arduiną, od której wywodzi się nazwa Ardenów. Wiara w te bóstwa trwała nadal mimo rozwoju chrześcijaństwa. Chłopi nieraz szli do kościoła na niedzielną mszę i przyswajali sobie rytuały oraz nauki Kościoła katolickiego, ale wciąż stawiali za progiem mleko w miseczkach i odprawiali różne inne gusła, chcąc zjednać sobie owe starsze moce, skryte w okolicznych lasach. Wymykali się też chyłkiem w określonych dniach roku na Noc Walpurgii, czyli sabat czarownic, odprawiając pogańskie obrządki z okazji wiosennego lub jesiennego przesilenia oraz rytuały związane z płodnością, i urządzali święta jawnie czczące bóstwa dawnej religii, tyle że w schrystianizowanej formie. Niemal w każdej wiejskiej społeczności żyła też przynajmniej jedna stara kobieta szanowana za mądrość, przepowiadanie przyszłości, wiedzę zielarską, znajomość pogody i umiejętności położnicze. Niewiastom takim często okazywano zaufanie i proszono je o rady. Zwłaszcza inne kobiety zwracały się do nich chętniej niż do miejscowego księdza. On bowiem reprezentował potężne siły przeznaczenia, które mogły przesądzić o losie pośmiertnym, a te wydawały się często ludziom zbyt majestatyczne, groźne i srogie. Były też zanadto abstrakcyjne i odległe, żeby je zbytecznie niepokoić. Typowa wiejska wiedźma umożliwiała za to kontakt z mocami bardziej zrozumiałymi i przystępniejszymi. To raczej jej, a nie księdza radzono się w kwestiach pogody, plonów, chowu bydła, zdrowia, higieny seksu, płodności i porodu.

Od samego początku Kościół musiał się w Europie zmagać z pozostałościami świata pogańskiego, od elfów, gnomów, trollów i wróżek do rogatego Pana włącznie. Próbował je też demonizować i tępić. Pewne źródło z IX wieku mówi, na przykład, o „demonie, którego wieśniacy zwą Dianą” i oznajmia, iż „niektóre złe niewiasty oddane Szatanowi przyznają się do jazdy nocą wraz z Dianą na grzbietach niektórych zwierząt”[1]. Częściej jednak Kościół był zmuszony współistnieć z dawnymi bóstwami pogańskimi, usiłując je w miarę możności wchłonąć. I tak, na przykład, irlandzka boginka Brigit, patronka ognia, przeobraziła się w świętą Brygidę z Kildare. Dlatego też chrześcijańskie kościoły i sanktuaria wznoszono zazwyczaj w miejscach darzonych czcią przez wyznawców pogaństwa. W 601 roku papież Grzegorz I Wielki usankcjonował te praktyki w sposób niemalże oficjalny. W liście do pewnego opata napisał:

Mniemam, iż wcale nie należy niszczyć świątyń idoli pogańskich, lecz same
tylko bożki. Świątynie zaś winno się kropić wodą święconą, stawiać w nich
ołtarze i składać tam relikwie. Trzeba bowiem te piękne budowle oczyścić z mocy
demonów i poświęcić Bogu prawdziwemu. Tym sposobem, jak mam nadzieję,
lud, widząc, iż nie burzymy jego świątyń, poniecha błędów i pocznie się chętniej
gromadzić tam, gdzie zwykł już to czynić wcześniej, lecz wielbiąc teraz Boga
prawdziwego. Skoro zaś ma on zwyczaj składania demonom w ofierze wołów,
należy dzień taki przeznaczyć na poświęcenie kościoła albo też ku czci
męczenników, których szczątki tam spoczywają[2].

Inkwizycja umożliwiła Kościołowi bardziej agresywną postawę wobec reliktów pogaństwa. W rezultacie dotychczasowa względna tolerancja ustąpiła miejsca prześladowaniom. Elfy, gnomy, trolle i wróżki potępiono jako demony albo moce demoniczne. Rogaty bóg natury — Zielony Człowiek w rozmaitych wcieleniach — przeobraził się zaś w szatana. Uczestniczenie w prastarych pogańskich rytuałach nazwano czarownictwem, a wiarę w nie uznano za karalną herezję. Historyk Keith Thomas pisze, że „czary stały się chrześcijańską herezją, najokropniejszym z grzechów, jako wyparcie się Boga i dobrowolne przejście na stronę jego największego wroga”[3]. Za pośrednictwem tego, co historyk Hugh Trevor-Roper zwie „sprytnym poszerzeniem definicji herezji”[4], pogańskie fundamenty kultury europejskiej podporządkowano osądowi inkwizycji.

Do rzucania oskarżeń można było również wykorzystać głód, suszę, powodzie, zarazy i inne podobne plagi. Nie przypisywano ich już bowiem przyczynom naturalnym, lecz działaniu mocy piekielnych. Nie tylko szaleństwo, ale nawet nagłe wybuchy gniewu czy histerii zaczęto uważać za oznakę opętania przez diabła. Sny erotyczne tłumaczono nawiedzeniem śpiącego przez inkuby i sukuby. Babki położne i wiejskie wiedźmy zielarki, których przedtem pytano o radę, poczęto palić na stosach jako czarownice. Cała Europa powoli zamykała się w kleszczach obłędnego strachu. W tej atmosferze przemożnego lęku dziesiątki, a może nawet setki tysięcy osób padły ofiarą usankcjonowanego przez Kościół mordu.

Młot na czarownice

Przez całe wieki Kościół angażował się do głębi w tępienie czarów. Wielu księży, zwłaszcza wiejskich, było ludźmi słabo wykształconymi i rzadko kiedy wysuwającymi nos poza lokalne społeczności, wśród których żyli. W rezultacie, tak samo jak ich otoczenie, wierzyli bez zastrzeżeń w to, że czary naprawdę istnieją i że, na przykład, wiejska starucha siłą magii może zniszczyć plony, zamorzyć bydło, sprowadzić na kogoś niespodziewaną śmierć. Niezależnie od tego, czy przestrzegali celibatu, czy też nie, mało wiedzieli o kobiecych przypadłościach i u wielu z nich bez wątpienia wzbudzały one odrazę, gdyż wydawały się im sprawami nieczystymi oraz niepojętymi. Biegłość, cechująca pod tym względem starsze kobiety, a także zaufanie, jakie okazywały im inne niewiasty, jawnie frustrowały i irytowały kler. Dla takich księży czary były najprawdziwszą rzeczywistością, czymś, co sprzyjało poczuciu rywalizacji i wrogości.

tortura inkwizycyjna Z kobietami obchodzono się brutalnie.

Jednakże aż do schyłku XV wieku Kościół oficjalnie zaprzeczał istnieniu czarów. Utratę plonów, pomór bydła, niewytłumaczalne zgony przypisywano więc działaniu diabła lub przyczynom naturalnym, ale nie wiejskim wiedźmom. Czary były zatem według Kościoła diabelską ułudą, a grzechem wcale nie one, lecz wiara w ich rzucanie i związane z nimi praktyki. Już dzięki faktowi wiary w czarownictwo „czarownica sama stawiała się poza obrębem chrześcijańskiej społeczności, zapierała się swego chrztu, stawała się czcicielką Szatana jako Boga i zaprzedawała mu się ciałem oraz duszą, istniejąc odtąd tylko jako jego narzędzie w sianiu zła (…) albowiem Zły nie mógłby tego dokonywać bez ludzkiego pośrednictwa”[5].

Jeszcze w IX wieku opowieści o zlotach czarownic na sabaty Kościół uważał za wymysły, a każdy, kto w nie wierzył, poczytywany był za kogoś, kto utracił wiarę, tym samym zaś za „niedowiarka i poganina”. Podobnie ujmowało to ówczesne prawo kanoniczne. Ludzie wierzący w czary tracili jakoby wiarę, omamieni ułudą, to zaś jako rezultat owej utraty — stanowiło herezję.

W połowie XV wieku stanowisko Kościoła zaczęło się zmieniać. W 1458 roku pewien inkwizytor, Nicolas Jaquerius, utrzymywał, że „istniejąca prawdziwie sekta czarownic” jest czymś innym niż heretycy, o których mówią stosowne artykuły prawa kanonicznego[6]. Innymi słowy, twierdził, iż czarownice rozporządzają mocą rzeczywistą, a nie zmyśloną. W 1484 roku Kościół dokonał całkowitego i dramatycznego zwrotu w swoich poglądach w tej kwestii. Ówczesna bulla papieska (Summis desiderantes affectibus) zrewolucjonizowała je i oficjalnie uznała, iż czary istnieją. Papież obwieszczał w niej:

Doszły nas ostatnio wieści, iż w północnych Niemczech, jak też w okolicach Moguncji,
Kolonii, Trewiru, Salzburga i Bremy wiele osób (…) popadło w moc diabłów, inkubów
oraz sukubów, a dzięki czarom, urokom, zaklęciom i innym występnym uczynkom lub ohydnym
praktykom zabijało dziatki w łonie matczynym, odbierało potomstwo bydłu, niweczyło płody
ziemi, winorośli i owoce na drzewach.[7]

palenie czarownic Spalenie trzech czarownic w górach Harzu.
Niemiecki drzeworyt z XVI wieku.

Siedem lat później, w 1491 roku, uniwersytet koloński przestrzegł, iż zaprzeczanie istnieniu czarów „jest winą karaną przez inkwizycję”[8]. Wkrótce potem ów światopogląd ukształtował się ostatecznie i inkwizytor Como stwierdził, że „wiele osób spalono za udział w sabatach, czego nie można byłoby uczynić bez zgody papieża, co jest dostatecznym dowodem herezji, albowiem Kościół karze jedynie jawne zbrodnie”[9].

Według współczesnego historyka „Sędziom nie wystarczały już same oskarżenia o czary czy nawet myśl, że nieodłącznie wiążą się one z demoniczną magią, chcieli oni teraz widzieć w ich sprawcach uczestników diabelskiego spisku przeciw wierze i społeczności chrześcijańskiej. Czarownik, winien jedynie oderwanych aktów złej woli, wymierzonych w pojedynczych przeciwników, ustąpił miejsca zgrai czarownic, gotujących zgubę całemu chrześcijańskiemu światu”[10].

Dawniej herezją była wiarą w czary, teraz zaś stała się nią nagle i niespodziewanie niewiara. Uruchomiło to machinę, której nie mógł umknąć nikt, kogo Kościół zapragnął uznać za winnego. Zrodziło to atmosferę powszechnej paranoi, a ofiary można było oskarżać nawet o sprowadzanie klęsk żywiołowych, które przestano przypisywać Bogu czy diabłu. Z powodu zaś zaciekłej mizoginii inkwizytorów, kozłami ofiarnymi nieodmiennie okazywały się kobiety.

W bulli z 1484 roku, która oficjalnie uznawała, że czary istnieją, papież Innocenty VIII wymienił z imienia dwie osobistości:

Drogim synom naszym, Heinrichowi Kramerowi i Johannowi Sprengerowi (…)
listami apostolskimi przyznano uprawnienia inkwizytorów (…). Zarządzamy zatem,
by rzeczeni inkwizytorzy mogli więzić i karać każdą bez wyjątku osobę[11].

Heinrich Kramer (Institorius) był dominikaninem, którego około 1474 roku ustanowiono inkwizytorem Salzburga i Tyrolu. W Salzburgu był przywódcą duchowym tamtejszego kościoła dominikańskiego. W 1500 roku został nuncjuszem papieskim oraz inkwizytorem Czech i Moraw. Jego towarzysz, Johann Sprenger, także dominikanin, przeor klasztoru w Kolonii, w 1480 roku stał się dziekanem fakultetu teologii na uniwersytecie kolońskim. Rok później uczyniono go inkwizytorem Kolonii, Moguncji i Trewiru. W 1488 roku został generałem dominikanów we wszystkich krajach niemieckich.

spalenie czarownic w Szkocji Spalenie dziewięciu kobiet za czary.
Dumfires (Szkocja) 13 kwietnia 1659 roku.

Około roku 1486, mniej więcej na dwa lata przed ogłoszeniem cytowanej wyżej bulli Innocentego VIII, Kramer i Sprenger napisali księgę. Jej tekst należy z pewnością zaliczyć do najbardziej osławionych, jak też — w głębszym, moralnym sensie tego słowa — do najbardziej obscenicznych dzieł w całych dziejach cywilizacji zachodniej. Był to Malleus Maleficarum, czyli Młot na czarownice*[Dzieło to prawdopodobnie zostało napisane przez Institoriusa, który musiał podzielić się autorstwem ze Sprengerem]. Ponieważ zaś tom ów liczy ponad 500 stron (w edycji współczesnej), można nim było istotnie zadać ciężki cios najzupełniej dosłownie. Zyskał on sobie taką popularność, że do 1520 roku, czyli zaledwie 34 lata po opublikowaniu, ukazało się aż 13 jego wydań. Drukuje się go zresztą i w naszych czasach, co w przewrotny sposób dowodzi, że może nawet teraz istnieją ludzie gotowi poważnie traktować jego treść. W 1986 roku opublikował go w nowym angielskim przekładzie, wychwalając przy tym pod niebiosa, ekscentryk Montague Summers, rzekomy znawca wiedzy ezoterycznej i samozwańczy ekspert od wampirów oraz wilkołaków. Jego zdaniem, Młot na czarownice należy zaliczyć do „najważniejszych, najmędrszych i najbardziej znaczących książek świata”[12]. Summers dodaje, na wypadek, gdyby te pochwały wydały się komuś zbyt umiarkowane:

Dzieło to nieodparcie zafascynuje każdego myślącego człowieka,
wszystkich, którzy widzą albo też dokładają starań, by ujrzeć ostateczną
prawdę, skrytą za zasłoną czasu i przestrzeni[13].

torturowanie czarownicy Torturowanie czarownicy.

Młot na czarownice, obfitujący w mnóstwo prawniczych, upiornych i często wręcz pornograficznych detali, usiłował dać obraz rzekomych przejawów czarownictwa. Stał się też rodzajem podręcznika samouczka nie tylko dla inkwizytorów, lecz również sędziów, urzędników miejskich i wszelkich innych przedstawicieli władzy świeckiej, a także dla szerokich kręgów zwykłych obywateli, dopatrujących się, słusznie czy niesłusznie, czarów wokół siebie. W istocie jest on prawdziwym kompendium psychopatologii seksualnej i pouczającym przykładem chorobliwej fantazji, która wymknęła się spod kontroli. Z obsesyjną zawziętością, oczywistą dla każdego współczesnego psychologa, tekst jego skupia się niemal wyłącznie na cielesnym obcowaniu z diabłem, inkubami i sukubami oraz na przeróżnych praktykach erotycznych albo też aktywności (lub jej braku) w tej dziedzinie, przypisywanym przez chorą wyobraźnię mocom demonicznym. Służy też radami w kwestii technik diagnozowania i rokowania. Wyłuszcza zasady terapii, jak również metody zbawiennego karania. Pełno w nim formuł do odprawiania egzorcyzmów, do tego stopnia, że można by go uznać na encyklopedię. I rzeczywiście stał się namiastką Biblii dla inkwizytorów; zresztą nie tylko dla nich. Jak bowiem powiada Montague Summers — tym razem słusznie — w swojej zgoła niestosownej pochwale, Młot „leżał na pulpicie każdego sędziego czy też urzędnika miejskiego. Był ostatecznym, niepodważalnym, niekwestionowanym autorytetem, ślepo akceptowanym nie tylko przez ustawodawców katolickich, lecz i protestanckich”[14].

Dzieło rozpoczyna się stwierdzeniem:

Przekonanie o istnieniu czarownic tak ściśle się wiąże z wiarą katolicką,
iż samo już uparte twierdzenie czegoś przeciwnego trąci herezją[15].

Jest to oczywiste nawiązanie do bulli papieskiej z 1484 roku, która dokonała kategorycznej zmiany w poglądach Kościoła, oficjalnie uznając, iż czary istnieją naprawdę. Na podstawie tej przesłanki Młot przystępuje do szczegółowego rozwinięcia tezy:

Twierdzimy zatem, iż diabły czynią zło za pośrednictwem czarów, lecz nie
mogą przy nich obywać się bez pomocy (…), utrzymujemy, iż nie mogą one
wcale wyrządzać szkody bez owej pomocy, dzięki niej mogą zaś sprowadzać
na ludzi choroby i rozliczne inne przypadłości, jak też rządzić ich
namiętnościami. To jest rzeczywiste i prawdziwe[16].

Innymi słowy, moce piekielne same w sobie są bezsilne. Mogą działać jedynie za pośrednictwem człowieka. W rezultacie zrzucono na ludzi ciężar winy za wszystkie nieszczęścia przypisywane przedtem woli Bożej, przyczynom naturalnym lub demonicznym siłom, pozostającym poza zasięgiem inkwizycji. Jeśli tylko coś zaczynało się psuć w naturalnym porządku świata, można było teraz ukarać konkretną osobę.

budynek tortur Malefitz Haus — budynek wzniesiony w Bambergu specjalnie do przesłuchiwania i torturowania domniemanych czarownic. Miedzioryt z XVII wieku.

Zgodnie z rządzącą Młotem na czarownice logiką swobodnych skojarzeń, czarownice mocą swoich zaklęć mogą sprowadzać grad, burze i pioruny, które porażają ludzi czy bydło. Mogą także powodować impotencję oraz bezpłodność u ludzi i zwierząt. Za ich przyczyną wybuchają zarazy. Potrafią też zabijać dzieci, aby złożyć je w ofierze diabłu, lub gdy nikt nie czuwa — strącić je do wody i utopić. Mogą sprawić, że koń poniesie jeźdźca. Umieją też wzbudzać w ludziach miłość lub nienawiść, której nie sposób się oprzeć. Mogą zabić człowieka albo zwierzę samym swoim spojrzeniem, tak zwanym „złym okiem”. Umieją również przepowiadać przyszłość. Mogą też lecieć przez przestworza, „zarówno ciałem, jak i siłą wyobraźni”.

Kramer i Sprenger przyznają również w książce, że niektórzy inkwizytorzy będą może się wahać co do wymiaru kary, choćby z lęku przed atakiem czy kontratakiem diabłów lub ich ewentualnymi próbami odwetu. Spieszą więc z zapewnieniem, że czarownice „nie są w mocy szkodzić ani im, ani też wszelkim innym osobom trudniącym się wymierzaniem sprawiedliwości. Można by przytoczyć wiele przykładów, lecz nie czas na to”[17].

A czas istotnie naglił. Autorzy mieli wszak zapełnić niemal 500 stron, rozwijając i uzasadniając swe tezy. Zadowolili się więc zapewnieniem, że:

…istnieją trzy klasy ludzi błogosławionych przez Boga, którym ów pogardy
godny pomiot krzywdy czynić nie potrafi. Pierwsi z nich to ci, co publicznie
wymierzają im sprawiedliwość albo też tępią je publicznie. Drudzy to ci,
co zgodnie z tradycją i świętymi rytuałami Kościoła czynią prawowity użytek z mocy
i cnoty, jaką im tenże daje dzięki swym egzorcyzmom, kropieniu wodą święconą
i poświęcanej soli (…) trzecimi zaś są owi, co na przeróżne sposoby
pobłogosławieni zostali przez święte anioły[18].

A zatem Kościół ma własne sposoby, rytuały i praktyki magiczne o nieporównywalnie większej mocy, gdyż z niego się one wywodzą. W osobach zaś „świętych aniołów” posiada bezcielesnych, nadprzyrodzonych sojuszników, z samej natury rzeczy o wiele potężniejszych niż bezcieleśni, nadprzyrodzeni sojusznicy czarownicy. „Albowiem egzorcyzmy Kościoła temu właśnie celowi służą i są one znamienitym remedium przeciw złej mocy czarownic”[19].

próba łez „Próba łez” — sposób udowadniania czarów.

Młot na czarownice jest zajadle, psychopatycznie wręcz mizoginiczny. Jego, nieustraszeni w walce z niewidzialnymi potęgami, autorzy wprost obłędnie lękali się kobiet, uważając je za istoty z natury słabe i niemal z samej definicji „upadłe”. Kobieta to „stwór niedoskonały i zawsze zwodniczy”[20], chwiejnej wiary, „skłonna z natury do kłamstwa”. Wprawdzie jest „piękna na wejrzenie, lecz dotyk jej kazi, a uścisk niesie ze sobą śmiertelne niebezpieczeństwo”[21]. Można ją więc oskarżać o wszystko. „Wszelkie czary źródło swe mają w ich nienasyconym nigdy cielesnym pożądaniu”[22].

Piękne kobiety budziły szczególną nieufność, podobnie jak babki położne, z ich głęboką wiedzą i doświadczeniem w dziedzinie uważanej przez inkwizytorów za tajemnicę płci niewieściej. Poronione płody uważano za dzieci zamordowane przez akuszerki na ofiarę diabłu. Zniekształcenia, chorowitość lub nawet nieznośne zachowanie dziecka również przypisywano ich czarom. Położne były idealnym celem prześladowań jako osoby darzone zaufaniem przez inne kobiety, a dzięki swemu autorytetowi rywalizujące z klerem. Inkwizytor mógł na nich bezkarnie szlifować swoje przewrotne umiejętności.

Autorzy dzieła promują bezlitosne traktowanie uwiedzionych i porzuconych dziewcząt: „kiedy bowiem kochankowie opuszczają je, wcześniej obcując z nimi nieprzystojnie i łudząc obietnicą małżeństwa, wtedy to, zawiedzione i ze wszystkiego wyzute, zwracają się o pomoc i wsparcie do diabłów”[23]. Nie piętnują wszakże uwodzicieli, którzy — jak sugerują — mogą przecież stać się ofiarami.

Młot na czarownice skwapliwie uznaje za czary wszelkie zachowania, które jego klerykalnym autorom wydają się niezrozumiałe, a które mogły być co najwyżej wynikiem spożycia środków wywołujących halucynacje, takich jak sporysz czy „magiczne grzyby”, albo też masturbacją kobiecą lub po prostu kąpielami słonecznymi:

Nierzadko widywano czarownice leżące na wznak w polu czy lesie,
obnażone aż po pępek, które oddawały się wenerycznej lubości, co można było
poznać z położenia ich lędźwi i innych członków ciała, jak też poruszeń
nóg i krzyżów, jakby obcowały z niewidzialnymi inkubami[24].

Pewnym jest, iż mężowie widywali obcujące z ich żonami inkuby
pod postacią męską. Kiedy jednak chwytali za broń, chcąc się na nich
rzucić, rzeczone diabły znikały, czyniąc się niewidzialnymi[25].

Dzieło to nie ma sobie równych w opisywaniu innych przejawów i praktyk czarnoksięskich. Rozwodzi się zwłaszcza nad rzekomym zabijaniem, gotowaniem i jedzeniem ciał dzieci. Opisuje najróżniejsze sposoby, jakich chwytają się czarownice, między innymi nakłuwanie szpilkami woskowych podobizn. Wciąż jednak z obsesyjnym uporem powraca do spraw związanych z seksem. Nierzadko ta obsesja nabiera cech chorobliwego fantazjowania. Mowa jest na przykład o tym, że „czarownice… gromadzą męskie członki, po 20 albo 30 razem, kryjąc je w ptasich gniazdach albo zamykając w skrzynkach, gdzie poruszają się one niby żywe, karmione owsem i pszenicą”[26].

próba wody Próba wody, której poddawano czarownice w Szwecji. Jeśli kobieta tonęła, uznawano ją za niewinną, jeśli zaś zdołała się uratować, uważano, iż stało się tak dzięki diabelskiej pomocy, więc należy ją spalić.

Podobne obrazy autorzy przypisują diabelskiemu omamieniu, kiedy to „organ wzroku łudzony jest wyobrażeniami zrodzonymi z imaginacji”[27]. Można się tylko zastanawiać, czy autorzy, pisząc podobne rzeczy, sami nie ulegli działaniu jakiejś substancji psychotropowej. A może w ich wyobraźni lęgły się sceny bardziej jeszcze pełne udręk i osobliwsze niż płótna Hieronima Boscha?

Szczególną obsesją autorów jest kopulowanie z bezcielesnymi istotami, inkubami (demonami męskimi) i sukubami (demonami żeńskimi). Także stosunki z bezcielesnymi tworami często mogły być po prostu zmazami nocnymi. W rezultacie zakonnicy wiele uwagi poświęcają męskiemu nasieniu. Z obsesyjną wręcz dokładnością drążą zagadnienie, jak właściwie demony dokonują aktu seksualnego. Zastanawiają się z całą powagą, czy zawsze „podobnemu aktowi towarzyszy wytrysk”[28]. Jeśli bowiem tak się dzieje, to skąd się bierze nasienie? Czy jest w ścisłym znaczeniu tego słowa diabelskie, czy zrabowane jakiemuś śmiertelnikowi? Później drobiazgowemu roztrząsaniu poddają jego jakość. Czym kieruje się diabeł przy takiej kradzieży? Czy zbiera może nasienie, wydalone podczas „niewinnych” zmaz nocnych, czyli pochodzące jakby „z odzysku”? W rozważaniach tych nie pominięto żadnej możliwości.

Według autorów Młota na czarownice, kopulowanie z bezcielesnymi istotami stanowiło szczególnie ciężki i haniebny grzech. W ich odczuciu było bluźnierczą parodią Niepokalanego Poczęcia Jezusa przez Ducha Świętego. Cztery wieki później pisarz Joris-Karl Huysmans rozwodził się nad tajemniczym, niewyobrażalnym i w rezultacie niewybaczalnym „grzechem przeciw Duchowi Świętemu” — jedynym, dla którego nie ma odpuszczenia. Huysmans identyfikował go — a natura tego grzechu jest sekretem ściśle strzeżonym przez Kościół — właśnie jako bluźnierczą parodię Niepokalanego Poczęcia w stosunkach seksualnych z bezcielesną istotą. Zapewne miał rację i ów złowieszczy sekret nie był chyba taką tajemnicą, za jaką uchodził.

Procesy czarownic

Inkwizycja uzbrojona w Młot na czarownice poczęła sprawować rządy strachu w całej Europie. Podczas prowadzonych przez jej funkcjonariuszy śledztw i przesłuchań, uzyskanie dowodu było rzeczą prostą. Wszystko, co dwóch lub trzech świadków potwierdziło pod przysięgą, uznawano za w pełni prawdziwe i w ostateczny sposób dowiedzione. Często uciekano się do podchwytliwych pytań, mających złapać w pułapkę i podejrzanego, i świadka, Można było na przykład spytać kogoś: „czy wierzy, że istnieją czarownice i że (…) obdarzeni mocą czarodziejską ludzie oraz zwierzęta mogą wywoływać burze. Należy zauważyć, że większość czarownic zrazu temu przeczy”[29]. Jeśli bowiem dana osoba przeczy istnieniu czarów, obojętne, czy je stosowała, czy nie — musi odrzec, gdyż niewiara w czary jest herezją.

badanie czarownicy Przesłuchiwanie czarownicy. Każde omdlenie lub gwałtowny atak choroby stanowiły dowód opętania przez diabła.

Gdy czarownicę już się ujmie, należy unieszkodliwić jej moc. By uniemożliwić jej wszelki kontakt z ziemią, a za jej pośrednictwem z piekłem, należy ją nieść przy wiązaną do deski albo w koszu. Potem trzeba ją odwrócić plecami do sędziego, żeby nie mogła zaczarować go wzrokiem. Sędziemu, jak również pozostałym osobom, biorącym udział w procesie, „nie wolno jej tykać, szczególnie gołych ramion i dłoni”. Sędziowie winni sobie też zawiesić na rzemyku wokół szyi pobłogosławione zioła albo trochę soli poświęconej w Niedzielę Palmową i zapieczętowanej specjalnym, również poświęcanym, woskiem. Mimo wielokrotnie powtarzanych zapewnień o bezpieczeństwie inkwizytorów i sędziów, nie odważano się ryzykować.

Proces prowadzono z dużym znawstwem psychologii. Techniki wówczas stosowane świadczą o niebagatelnym doświadczeniu w wydobywaniu lub wymuszaniu informacji. Inkwizytorzy wiedzieli, że wrogiem podsądnego może być jego własny rozum, że samotność oraz izolacja wzmagają strach i czasami dają równie dobre rezultaty, jak stosowanie przemocy. Lęk przed torturami, by przywołać tylko najoczywistszy przykład, wywołuje i wzmaga panikę, która znosi potrzebę zastosowania prawdziwej tortury. Jeśli zaś oskarżony nie przyzna się z miejsca do winy, to usłyszy, że zostanie wzięty na męki. Nie od razu jednak. Młot doradza, by zamiast tego „kazać mu zdjąć szaty, albo — kiedy jest to niewiasta — odprowadzić ją wpierw do aresztu, gdzie ją rozbiorą białogłowy uczciwe, o dobrej reputacji”[30]. Sędziowie mogą potem „przesłuchać ją lekko, bez przelewu krwi”, lecz tylko „trzymając ją w niepewności i nieustannie odsuwając dzień przesłuchania, a często uciekając się do słownej perswazji”[31].

Inkwizytorów zachęcano do stosowania takich znanych i dziś metod, jak „ostre” i „łagodne” przesłuchania, prowadzone także przez współczesnych policjantów:

Niech pachołkowie ujmą ją w pęta i przywiążą do którejś z machin, służących
zadawaniu mąk, potem zaś niech posłuszni będą rozkazom, lecz nie ochoczo,
a raczej tak, jakby smuciła ich ta powinność. Potem niechaj ją znów uwolnią na
czyjś stanowczy rozkaz, odstawią na bok i znów ją nakłaniają do przyznania się,
mówiąc, iż w ten sposób uniknie kary gardłowej[32].


próba gardłowa Próba gardłowa

Autorzy dzieła zalecają więc jawną dwulicowość. Czarownicy można obiecywać życie, lecz w więzieniu, o chlebie i wodzie. „I nie należy jej mówić, obiecując życie, iż będzie tak właśnie uwięziona; niechaj spodziewa się raczej wymierzenia jej innej kary, jak na ten przykład wygnanie”[33]. Nawet tak wątpliwą łaskę musi ona okupić przyznaniem się do winy i wyjawieniem innych czarownic. Autorzy spieszą z wyjaśnieniem, iż przyrzeczenia o darowaniu życia nie trzeba dotrzymywać. Nie musi się traktować czarownicy uczciwie, a wielu inkwizytorów „sądzi, iż po skazaniu jej na więzienie można utrzymać ją przy życiu przez czas jakiś, lecz potem winno się ją spalić”[34]. Inaczej mówiąc, „sędzia może przyrzec oskarżonej darowanie życia, lecz w taki sposób, by później mógł zrzec się obowiązku wydania na nią wyroku, poleciwszy to innemu”[35].

Kiedy czarownica powróci do celi po torturach, „sędzia winien pilnować, by w tym czasie zawsze trzymano ją pod strażą, i by nigdy nie zostawała sama, albowiem z diabelskiego poduszczenia może pozbawić się życia”[36].

Innymi słowy, samobójstwo lub jego próba powodowana strachem i rozpaczą także uchodziły za wynik podszeptów diabelskich i kolejny dowód winy. Była to również wymówka dla inkwizytorów. Gdy kobiety usiłowały wbić sobie w głowę szpile, służące do upinania czepków, „po naszym nadejściu wyglądały tak, jakby chciały wbić je w nasze własne głowy”. Nawet akt krańcowej desperacji przypisywano złowrogim intencjom i uważano za dowód winy.

W każdym razie samobójstwa lub próby samobójcze zdarzały się często. Kramer i Sprenger zauważają, że czarownice „po wyznaniu zbrodni podczas tortur zawsze próbowały się wieszać”. I „jeśli straż zgrzeszyła niedbalstwem, znajdowano je wiszące na rzemyku od trzewika czy na pasku”[37].

Gdyby zaś, mimo ponawianych tortur, czarownica nie chciała przyznać się do winy, autorzy doradzają jeszcze osobliwsze podstępy. Można ją na przykład umieścić w zamku, którego pan „uda, iż wyrusza w długą podróż. Niech wtenczas ktoś z jego sług (…) odwiedzi ją i przyobieca, iż od razu wypuszczą ją na wolność, jeśli nauczy ich niektórych swoich sztuczek. I niechaj sędzia baczy, iż w ten właśnie sposób często da się ją skłonić do wyznań, potem zaś zasądzić”[38].

Jako ostateczny środek zalecają, rażąco niesprawiedliwą i haniebną, zdradę:

A wreszcie niech sędzia przyjdzie i przyobieca jej, iż będzie litościwy, z tym
tylko, iż litość owa jego i kraju będzie tyczyć; wszystko bowiem, co czyni się dla
bezpieczeństwa kraju, jest tym samym miłosierne[39].

Wybuchy zbiorowego szaleństwa

W naszych czasach wszyscy doświadczyliśmy zjawiska narastania z jakiegoś powodu powszechnego lęku, udzielającego się innym i przybierającego postać masowej histerii. W latach 50-tych była to obsesyjna, paranoiczna krucjata amerykańskiego senatora Josepha McCarthy'ego przeciw domniemanym, a utajonym komunistom. W sztuce Arthura Millera Czarownice z Salem autor oskarżył kampanię McCarthy'ego, tworząc metaforę na podstawie autentycznych procesów czarownic z XVII stulecia w mieście Salem. Termin „polowanie na czarownice” przyjął się powszechnie jako współczesne określenie wszelkich ataków na domniemanych wrogów, za pośrednictwem manipulacji zbiorowym strachem. W nieco bliższym czasie doświadczyliśmy też innej postaci masowej paniki. Po bombardowaniu Libii z rozkazu Ronalda Reagana, zdumiewająca wręcz liczba amerykańskich turystów wybrała inne szlaki podróży, niż przedtem zamierzała, omijając znane międzynarodowe trasy lotów. Widzieliśmy również, jak w Wielkiej Brytanii całe społeczności cierpiały wskutek satanicznych rytuałów, odrywających siłą dzieci od rodziców.

inkwizycja Matthew Hopkins, odpowiedzialny za liczne fałszywe oskarżenia o czary w czasach angielskiej wojny domowej — „wielki łowca czarownic” z Anglii Wschodniej.

Na podstawie tych współczesnych przykładów można pojąć, w jaki sposób lęk przed czarami przybrał formę masowej paniki na wielką skalę, szerzonej przez najwyższe religijne autorytety owych czasów, i mógł się w rezultacie stać rodzajem psychologicznej zarazy. Zgodnie ze słowami pewnego historyka „ten obłęd na punkcie czarownic był w zasadzie chorobą wyobraźni, stworzoną i podsycaną przez prześladowania czarownic. Gdziekolwiek tylko inkwizytor albo urzędnik miejski poczynał tępić je ogniem, tam zaraz zaczynały się one mnożyć jak króliki”[40]. Zauważa on też, mówiąc o Kościele, że „każdy inkwizytor, któremu zlecono tępienie czarownic, był aktywnym misjonarzem krzewiącym tę wiarę jeszcze szerzej”[41].

Szaleństwo prześladowań czarownic rozpoczęło się pod auspicjami inkwizycji, kiedy Kościół wciąż jeszcze dzierżył niekwestionowany prymat nad europejskim życiem religijnym, Inkwizycja tak głęboko ugrzęzła w tej obsesji, że z początku nie dostrzegła daleko poważniejszego zagrożenia w postaci mnicha-odstępcy, Marcina Lutra. Mimo to już w 30 lat po opublikowaniu Młota na czarownice, polowanie na nie rozpowszechniło się również w nowych, formujących się dopiero Kościołach protestanckich.

W połowie XVII wieku i protestanci, i katolicy jednakowo palili czarownice, nie po dwie czy trzy jednocześnie, lecz całymi setkami, a szaleństwo to trwało ponad 100 lat, osiągając szczyt podczas okrutnych rzezi wojny trzydziestoletniej (1618-1648). W latach 1587-1593 arcybiskup elektor Trewiru spalił 368 czarownic, czyli więcej niż jedną tygodniowo. W 1585 roku ludność dwóch niemieckich miasteczek uległa takiemu zdziesiątkowaniu, że w każdym z nich została przy życiu tylko jedna kobieta. W ciągu zaledwie trzech miesięcy, 500 domniemanych czarownic spalił biskup Genewy. W latach 1623-1633 książę biskup Bambergu posłał ich na stos ponad 600. Na początku XVII wieku 900 czarownic i czarowników padło ofiarą księcia biskupa Würzburga, w tym 19 księży, a pośród nich jeden z jego bratanków i niemało dzieci, oskarżonych o spółkowanie z diabłem. Równolegle w Sabaudii spalono ponad 800 osób. W Anglii, za czasów Protektoratu, Cromwell miał własnego „wielkiego łowcę czarownic”, osławionego Matthew Hopkinsa. U schyłku XVII wieku psychoza czarów rozpętała się po drugiej stronie Atlantyku, w purytańskiej kolonii Nowej Anglii, i tam właśnie doszło do haniebnego procesu w Salem, który posłużył za kanwę sztuki Arthura Millera.

Jednakże najgorsze nawet zapędy protestanckie nie mogły dorównać Rzymowi. Pod tym względem inkwizycja ustanowiła swoisty rekord. Inkwizytorzy szczycili się, że spalili co najmniej 30.000 czarownic w ciągu 150 lat. Kościół zawsze miał bowiem niemałe skłonności do mizoginii. Kampania przeciwko czarom dostarczyła mu sposobności do rozpętania na wielką skalę krucjaty przeciw kobietom. Przeciw wszystkiemu, co kobiece.

topNa podstawie: „The Inquisition” — Michael Baigent & Richard Leigh


[Źródła:]
[1] Lea, A History of Inquisition of the Middle Ages, t.3, str.493-494
[2] Bede, A History of the English Church and People, I,30(str.86-87)
[3] Thomas, Religion and the Decline of Magic, str.521
[4] xxx
[5] Lea, A History of Inquisition of Spain, t.4, str.206
[6] Lea, A History of Inquisition of the Middle Ages, t.3, str.497
[7] Malleus Maleficarum, str.29
[8] Lea, A History of Inquisition of the Middle Ages, t.3, str.506
[9] Lea, A History of Inquisition of the Middle Ages, t.3, str.498
[10] Kieckhefer, Magic in the Middle Ages, str.154
[11] Malleus Maleficarum, str.30-31
[12] Malleus Maleficarum, str.19
[13] Malleus Maleficarum, str.24
[14] Malleus Maleficarum, str.19
[15] Malleus Maleficarum, str.33
[16] Malleus Maleficarum, str.53
[17] Malleus Maleficarum, str.203
[18] Malleus Maleficarum, str.205-206
[19] Malleus Maleficarum, str.208
[20] Malleus Maleficarum, str.117
[21] Malleus Maleficarum, str.121
[22] Malleus Maleficarum, str.122
[23] Malleus Maleficarum, str.221
[24] Malleus Maleficarum, str.253
[25] Malleus Maleficarum, str.253
[26] Malleus Maleficarum, str.267-268
[27] Malleus Maleficarum, str.268
[28] Malleus Maleficarum, str.111
[29] Malleus Maleficarum, str.445
[30] Malleus Maleficarum, str.470
[31] Malleus Maleficarum, str.470
[32] Malleus Maleficarum, str.471
[33] Malleus Maleficarum, str.471
[34] Malleus Maleficarum, str.471
[35] Malleus Maleficarum, str.471
[36] Malleus Maleficarum, str.473
[37] Malleus Maleficarum, str.230
[38] Malleus Maleficarum, str.483
[39] Malleus Maleficarum, str.482
[40] Lea, A History of Inquisition of Spain, t.4, str.206
[41] Lea, A History of Inquisition of the Middle Ages, t.3, str.539
[zob. w uStroniu:]
Kilka uwag o inkwizycjiRozprawa heretykaPochodnia HusaTechniki inkwizycji
Inkwizycja hiszpańskaInkwizycja w MeksykuNarzędzia torturPolowanie na czarownice
Zbrodnie spod znaku krzyżaPapież udaje się na miejsce zbrodniHolocaust Nowego Świata

[zob. w sieci:]
Liczenie wiedźm