Wysuń menu główne / MAIN MENU «•» wysuń / schowaj MENU
uStronie INDEX
Strona zgodna z najnowszą normą XHTML 1.1.: uStronie :. Spis artykułów / CONTENT
forum | chat | księga gości
INDEX Biblia Artykuły Hebrajski

Objawienia Maryjne

bałwochwalstwo Papież klęczy przed bożkiem fatimskim — dziełem rąk ludzkich.

Z RACJI nieprzejednania i dogmatyzmu, Kościół doznaje teraz jednego z najpoważniejszych niepowodzeń — może nawet najpoważniejszego od czasów luterańskiej reformacji. W rozwiniętych krajach Zachodu, swojej niegdysiejszej opoce, stanął wobec niepokojącego zjawiska odpływu wiernych. Ludzie opuszczają go masowo. Pod koniec lat 80-tych, niemal połowę seminariów w Stanach Zjednoczonych zamknięto, liczba wyświęceń wynosi dziś mniej niż jedną trzecią, w porównaniu z rokiem 1967, liczba księży zmniejszyła się z 12.000 (w 1962 roku) do 7000.

Obecnie, 10 lat później (stan na rok 1998), sytuacja uległa zasadniczemu pogorszeniu. W Anglii liczebność wiernych spadła o 250.000. Biskup Hexham i Newcastle stwierdził, że zważywszy na tempo tego odpływu, po roku 2028 w jego parafii nie będzie już wcale katolików[1]. W Irlandii, tradycyjnym bastionie Kościoła katolickiego na Wyspach Brytyjskich, w 1970 roku było o połowę więcej księży niż w 1998 roku. Liczba zakonnic spadła z 18.600 do poniżej 7.500. Tylko nieliczni kandydaci wstępują do seminariów.

Społeczeństwo łatwiej też dziś akceptuje pociąganie księży do odpowiedzialności za takie wykroczenia, jak molestowanie nieletnich, które nie przyczyniają się do przywrócenia Kościołowi zaufania. Na przykład w Austrii oskarżono kardynała Groëra, przedtem arcybiskupa Wiednia, o niedozwolone kontakty seksualne. W Irlandii, między 1980 a 1998 rokiem, 33 członkom kleru katolickiego udowodniono wykroczenia tego typu, a w 15 innych przypadkach wdrożono postępowania sądowe[2] [zob. artykuł Kryzys seksualny wśród duchownych w uStroniu]. Trudno się więc dziwić, że w wielu krajach, będących niegdyś prawdziwymi ostojami autorytetu Kościoła, coraz bardziej nasilają się tendencje laickie, jeśli chodzi o postawy, wartości i orientację.

Upowszechnienie wykształcenia sprawiło też, że coraz więcej ludzi potrafi stawiać pytania, a sprzeciw, jaki to budzi ze strony Kościoła, wydaje się coraz bardziej arogancki, bezwzględny i prowadzący do alienacji. I tak na przykład ruch, który powstał w Austrii pod nazwą „My jesteśmy Kościołem”, szybko się umiędzynarodowił i liczy dziś ponad 500.000 zwolenników, którzy mimo to uważają się nadal za pobożnych katolików. Jak jednak sugeruje sama nazwa, ludzie ci utrzymują, że to właśnie oni, wraz z milionami innych katolików na całym świecie, są prawdziwym Kościołem, a nie, skostniała i scentralizowana w Rzymie, hierarchia. Kościół — jak twierdzą — jest ich Kościołem, a nie Kościołem papieża czy Kurii. Sprzeciwiają się oni nieograniczonej władzy papieskiej, a w papieżu chcą widzieć tylko i wyłącznie biskupa Rzymu, rozporządzającego co najwyżej symbolicznym statusem monarchy konstytucjonalnego.

Jakby niepomni tego wszystkiego, papież Jan Paweł II, kardynał Ratzinger oraz Kongregacja Doktryny Wiary trwają nieugięcie na starych pozycjach. Niektórzy komentatorzy sugerują, że upadek komunizmu w Europie Wschodniej pozbawił Rzym przeciwnika, odgrywającego wcześniej rolę Antychrysta. Ci sami komentatorzy snują też przypuszczenia, że Kościół szykuje się, być może, do ustanowienia nowego ośrodka swojej władzy w słabo rozwiniętych krajach Trzeciego Świata — w Afryce, Azji czy Ameryce Południowej. Wiarygodne dowody pozwalają sądzić, że zamiary takie mogą być całkiem realne. Rzym najwyraźniej bada teren i gromadzi środki w tych regionach globu, gdzie nędza, ubóstwo, niski poziom życia i powszechny brak wykształcenia stanowią podatny grunt do rozwoju religii.

Jak już niejednokrotnie zauważano, papież, kardynał Ratzinger i Kongregacja Doktryny Wiary przypisuje szczególnie doniosłe znaczenie Maryi. W wysiłkach, mających na celu umocnienie się Kościoła poza terytorium rozwiniętych krajów Zachodu, cudowne objawienia i wizje maryjne grają rolę znaczącą. Gdy Wniebowzięcie oficjalnie uznano za dogmat w 1950 roku, Carl Gustav Jung zauważył, że Maryja „została (…) podniesiona do rangi bogini”[3]. W tym właśnie dostojnym charakterze objawia się coraz częściej w Egipcie, w różnych częściach Afryki w Wietnamie, na Filipinach, w Meksyku, niektórych regionach byłej Jugosławii, a nawet w Rosji, gdzie Rzym od stuleci chciał zdominować Kościół prawosławny i gdzie w ogólnym chaosie, po upadku Związku Sowieckiego, głębokie pragnienie duchowości stwarza pomyślne warunki nawróceniom wszelkiego rodzaju. Coraz więcej ludzi pielgrzymuje tam do sanktuariów maryjnych, zarówno nowo utworzonych, jak i dawniejszych.

Jeśli jednak Maryja daje nadzieję na nawrócenie i konsolidację nowej masy wiernych, to może też przepowiadać — kardynałowi Ratzingerowi, Kongregacji Doktryny Wiary i nawet samemu papieżowi Janowi Pawłowi II — zjawiska niepokojące. Według pewnych relacji, objawienia maryjne wróżą bowiem nadejście końca świata. Jak wiadomo skądinąd, zjawiska takie zwiastują kres Kościoła rzymskokatolickiego, a przynajmniej papiestwa. Pogłoski tego typu wiążą się w dużej mierze z tajemnicą otaczającą złowrogie Trzecie Proroctwo Fatimskie.

Tajemnice fatimskie

W maju 1916 roku kraje Zachodu zdawały się rozszarpywać wzajemnie na strzępy. Od lutego armie niemiecka i francuska zmagały się zażarcie pod Verdun w bitwie, która pochłonęła w sumie ponad 700.000 ofiar. Nad Sommą, armia brytyjska również doznała ,w niesłychanie krwawej bitwie, ogromnych strat.

Te traumatyczne wydarzenia nie mąciły natomiast spokoju Portugalii. W wiosce o nazwie Fatima mała pasterka Lúcia dos Santos bawiła się właśnie wraz z kilkorgiem przyjaciół na pobliskim wzgórzu, kiedy — jak później opowiadała — drzewa poczęły szumieć, a wśród ich listowia rozbłysło czyste, jasne światło. Przybrało ono potem formę przejrzystej postaci młodzieńca, który zbliżył się ku dzieciom ze słowami, że jest Aniołem Pokoju, i polecił im się modlić.

Latem Lúcia, tym razem w towarzystwie dwóch młodszych kuzynów, znowu — jak utrzymywała — ujrzała tę wizję. Jesienią postać pojawiła się raz jeszcze, niosąc kielich, w którym leżała krwawiąca hostia. Postać położyła ją na języku Lúcii, a potem, po modlitwie, zniknęła[4].

W tym samym miejscu rok później, 13 maja, Lúcia ujrzała inną wizję. Miała wówczas dziesięć lat, a jej kuzyni dziewięć i siedem. Tym razem była to — według jej słów — „pani cała w bieli”, która zdawała się błyszczeć „jaśniej niż słońce i promieniować światłem”. Była młoda, wyglądała na jakieś 16 lat i trzymała różaniec z białych paciorków. „Przybywam z nieba” — oznajmiła dzieciom[5]. Gdy Lúcia spytała ją, czego sobie życzy, pani poprosiła, by dzieci przychodziły na ten sam pagórek 13-tego dnia każdego następnego miesiąca. Potem, jak obiecała, wyjawi im, kim jest.

Lúcia i jej kuzyni posłusznie przychodzili tam w oznaczonym dniu przez sześć najbliższych miesięcy. Zjawa ukazywała się zgodnie z zapowiedzią, towarzyszyły temu potrójne błyski światła, raz zaś pojawiła się „świetlista kula”, która pękła wśród łoskotu grzmotów. Nic więc dziwnego, że późniejsi komentatorzy skłonni byli porównywać te relacje ze słowami świadków, którzy jakoby widzieli tak zwane UFO. Wielu współczesnych przyjęło opowieści dzieci sceptycznie, a lokalny biskup nie potraktował ich serio. Miejscowi wieśniacy uwierzyli im jednak, a w oznaczonym czasie ostatniej z wizji, 13 października 1917 roku, ściągnęło tam 70.000 pielgrzymów z całej Portugalii.

W nocy, 12 października, rozpętała się straszliwa burza. Następnego dnia po południu Lúcia wraz z kuzynami weszła jak zwykle na wzgórze. Według jej słów chmury rozstąpiły się i znowu pojawiła się kobieca postać z jej poprzednich wizji. Zaraz potem, zgodnie z relacjami innych osób, „deszcz nagle ustał, a przez szczelinę czy raczej dziurę w chmurach widać było słońce podobne do wielkiego srebrnego talerza. Nagle zaczęło się jakby obracać, a potem stawać, wreszcie obróciło się drugi i trzeci raz, świecąc różnobarwnym światłem. Następnie zdawało się zbliżać do Ziemi, promieniując czerwonym blaskiem i wielkim żarem. Przerażony tłum, sądząc, że to koniec świata, zaczął się głośno modlić” [6].

Gdy słońce powróciło do zwykłej pozycji, strach pielgrzymów zmalał. Świadkami tych zjawisk było około 70.000 ludzi, pojawiły się też doniesienia o zaobserwowaniu niezwykłych fenomenów solarnych w promieniu blisko 40 km. Nikt jednak, poza trójką dzieci, nie ujrzał nic niezwykłego na szczycie wzgórza.

Relacje dzieci różniły się znacznie od siebie. Lúcia utrzymywała później, że kobieta z poprzednich wizji ukazała się jej najpierw jako „Nasza Pani Boleściwa”, a potem „Nasza Pani Karmelu”. Lúcia twierdziła też, że widziała św. Józefa z Dzieciątkiem w ramionach, a nieco później „Naszego Pana”, błogosławiącego zgromadzone tłumy. Starszy z jej kuzynów miał widzieć Jezusa jako dziecko, stojące przy św. Józefie. Najmłodszy z trójki, mały chłopiec, nic wówczas nie widział. Kilka dni później zaprzeczył, jakoby zobaczył „dwie Madonny” i „Naszego Pana”, udzielających błogo ławieństwa. Oświadczył jednak, że widział św. Józefa i Dzieciątko Jezus.

Młodszy z kuzynów zmarł w 1919, starszy w 1920 roku. Sama Lúcia, która w okresie wizji nie umiała czytać ani pisać, wstąpiła do szkoły z internatem i zdobyła podstawowe wykształcenie. Potem została karmelitką. W latach 1936-37 podjęła próbę opisania swoich przeżyć. Ujrzana przez nią kobieta składała się jakby „w całości ze światła”, z fal rozkołysanej światłości, zachodzących kolejno na siebie. Jej zasłona i suknia również były płynnymi świetlnymi falami, a jej twarz raczej ze światła niż z ciała — carnea luz[7]. Kobieta miała rzec, że jest „Naszą Panią Różańcową”, czyli, wedle wierzeń katolickich, Dziewicą Maryją. Obwieściła, raczej przedwcześnie, iż wojna ma się ku końcowi. W rzeczywistości na froncie zachodnim rozpoczęła się właśnie krwawa ofensywa brytyjska pod Ypres, a najpotężniejszy atak niemiecki z 1918 roku miał dopiero nadejść. W tydzień po wizji Lúcii, austriackie i niemieckie wojska na froncie włoskim dokonały zmasowanego szturmu na Caporetto, w Rosji zaś wybuchła rewolucja, po której nastąpiły cztery lata katastrofalnej w skutkach wojny domowej.

W latach 1941-42, kiedy światem znów wstrząsał konflikt wojenny, Lúcia spisała drugą relację o swojej wizji z 1917 roku. Po raz pierwszy ujawniła wówczas, że zjawa z Fatimy przekazała jej trzy tajemne posłania — albo, ściśle mówiąc, jedno tajemne posłanie w trzech częściach. Lucia oświadczyła, że dwa pierwsze z nich ujawni, lecz trzeciego nie.

Pierwsze było najwyraźniej wizją infernalną — całkiem aktywną w październiku 1917 roku, podobnie zresztą jak i na przełomie 1941 i 1942 roku. Według drugiego, na świecie miał zapanować pokój, jeśli na początku każdego miesiąca będzie się udzielać specjalnej komunii i jeśli papież, wraz ze wszystkimi katolickimi biskupami, zawierzy Rosję Niepokalanemu Sercu Maryi, co sprawi, że kraj ten się nawróci. Jeśli jednak posłanie owo można datować na jesień 1917 roku, nie jest całkiem jasne, czy nawrócić miałby się rosyjski Kościół prawosławny, czy też ateistyczny bolszewizm. Trzecią część posłania Lúcia uznała za zbyt przerażającą, by ją ujawniać.

Biskup Leirii obawiał się, że Lúcia może umrzeć, nim zdąży ujawnić trzecie posłanie. Na jego nalegania lokalny duchowny przekonał ją, żeby jednak spisała również i to, co chce zachować w tajemnicy. W styczniu 1944 roku Lúcia zaczęła pisać, a skończyła dopiero tydzień później. Potem włożyła rękopis do koperty, zapieczętowała ją woskiem i w odpowiednim czasie przesłała biskupowi Leirii, który otrzymał manuskrypt 17 czerwca. Nie ośmielił się jednak przeczytać tekstu i chciał go przekazać Świętemu Oficjum, które nie wiadomo dlaczego odmówiło jego przyjęcia. Bi skup umieścił więc kopertę Lúcii wewnątrz innej i polecił, żeby po jego śmierci przesłać ją kardynałowi Lizbony. Wskutek nalegań Lúcii obiecał, że tajemnicę objawi się światu w 1960 roku lub po śmierci Lúcii, jeśli nastąpi ona wcześniej.

W 1957 roku, kiedy Lúcia wciąż jeszcze żyła, Święte Oficjum nagle zmieniło zdanie i pospiesznie zażądało koperty. Nie wyjaśniono, kto tak zadecydował i kiedy. W marcu kopertę wręczono papieskiemu nuncjuszowi w Lizbonie, który wysłał ją do Rzymu. Biskup, oglądając kopertę pod światło, przekonał się, że zawiera ona jedynie małą kartkę papieru. Mimo że zapisanie złowrogiego sekretu zajęło Lúcii cały tydzień, było to najwyżej 25 linijek odręcznego pisma.

Koperta znalazła się w Watykanie 16 kwietnia 1957 roku, gdzie papież Pius XII złożył ją w swoim osobistym, prywatnym archiwum, najwyraźniej nie czytając jej zawartości. Według kardynała Ottavianiego, prefekta Świętego Oficjum za pontyfikatu Jana XXIII, koperta pozostawała nadal zalakowana, gdy papież otwierał ją w 1959 roku, rok po swoim obiorze. Kardynał Ottaviani przeczytał kartkę jako drugi. Ósmego lutego 1960 roku ogłoszono, że publiczne wyjawienie Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej odkłada się na czas nieokreślony.

Jan XXIII do końca życia przechowywał rękopis Lúcii w szufladzie biurka. Paweł VI natychmiast po elekcji zapragnął zapoznać się z jego treścią. Po przeczytaniu odmówił wszelkich komentarzy. Kardynał Ottaviani, 11 lutego 1967 roku, ponowił wcześniejszą decyzję Watykanu: tekst Lúcii nie zostanie ujawniony. I sekret nadal pozostawał sekretem. A 13 października tego samego roku — w 50-tą rocznicę wizji Lúcii — Paweł VI odwiedził Fatimę, gdzie w ciągu pół wieku wzniesiono sanktuarium i bazylikę. W obecności 500.000 pielgrzymów odprawił tam mszę i modlił się o pokój na świecie.

W 65-tą rocznicę pierwszej wizji Lúcii, 13 maja 1981 roku, doszło do zamachu na Jana Pawła II. Wkrótce potem on również przeczytał tekst Lúcii, zwracając się, jak się zdaje, do portugalskiego tłumacza w sprawie pewnych niuansów znaczeniowych. Kardynał Ratzinger zapoznał się z nim również. Rok później, 13 maja 1982 roku, papież znalazł się w Fatimie, by podziękować Maryi, „której ręka cudownie poprowadziła kulę zamachowca”[9].

W 1984 roku włoski dziennikarz Vittorio Messori przeprowadził długi wywiad z kardynałem Ratzingerem, wypytując dość natarczywie o Trzecią Tajemnicę Fatimską. Kiedy spytał go, czy zna tekst Lúcii, kardynał odparł zwięźle, że tak. Dlaczego się go nie ujawnia? Czy treść jest aż tak złowroga? Ratzinger odpowiedział wymijają co:

Gdyby nawet tak było (…), byłoby to jedynie potwierdzenie znanych już
treści przepowiedni fatimskiej. Z Fatimy wysłano do nas surowy sygnał
ostrzegający przed lekkomyślnością, przed nieszczęściami
zagrażającymi ludzkości[10].

A zatem nie będzie ujawnienia? — ciągnął Messori. Tym razem Ratzinger wyraził się jaśniej:

Ojciec Święty sądzi, iż nie osiągnęłoby się taką publikacją niczego więcej
niż sam chrześcijanin powinien już wiedzieć z Objawienia zawartego w Piśmie
Świętym, a także z objawień maryjnych zaaprobowanych przez Kościół,
a będących niczym innym jak potwierdzeniem pilnej potrzeby pokuty, nawrócenia,
postu. Publikując „trzeci sekret”, Kościół naraziłby się na to, że jego zawartość
mogłaby być wykorzystana w celu wzbudzenia sensacji.[11]

Zapytany o ewentualny polityczny wymiar tajemnicy — czy na przykład nie nawiązuje ona do historii ZSRR — Ratzinger zakonkludował że nie jest to właściwe miejsce do dyskusji na ten temat i stanowczo odmówił omawiania innych szczegółów. Zaznaczył jednak, że „jednym ze znamion naszych czasów są coraz częstsze objawienia na świecie. Z Afryki i z innych kontynentów przychodzą informacje na ten temat do kompetentnej sekcji naszej Kongregacji”[12].

Powiedział też coś, co można uważać za interpretację:

Docenienie takich przepowiedni, jak fatimska, może stać się naszym sposobem
odpowiedzi. Kościół powinien słuchać żywego przesłania Chrystusa, danego
nam przez Maryję w naszych czasach. Czując zagrożenie każdego z nas i wszystkich
razem, powinien odpowiedzieć pokutą i zdecydowanym nawróceniem[13].

W wielu wypowiedziach Jana Pawła II pobrzmiewa ton podobny do słów kardynała Ratzingera. Podczas swoich odwiedzin miejsca wizji Lúcii, oświadczył w 1982 roku, że „posłanie maryjne z Fatimy jest bardziej aktualne dziś niż 65 lat temu i jeszcze bardziej naglące”[14]. Półtora roku później, w grudniu 1983 roku, rzekł: „Dokładnie pod koniec drugiego millennium na horyzoncie całej ludzkości gromadzą się groźne chmury, a mrok spowija ludzkie dusze”[15]. W długim, książkowym wywiadzie, udzielonym Messoriemu, Przekroczyć próg nadziei, rzekł: „Maryja objawiła się trojgu dzieciom w portugalskiej Fatimie i miała wypowiedzieć do nich słowa, które z końcem stulecia zdają się przybliżać do swego wypełnienia”[16]. Pewne pismo katolickie zacytowało jego wypowiedź. Widząc w niej ostrzeżenie, że objawienia maryjne na świecie są „Znakiem czasu (…), strasznego czasu”[17]. Co do utrzymywanej w tajemnicy części tekstu Lúcii powiedziano tam, że papież „codziennie się nią dręczy”.

Spekulacje na temat Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej nie ustają. W niektórych środowiskach dawano nawet do zrozumienia, że przepowiada ona, być może, iż diabeł, czy też Antychryst zawładnie papiestwem. Inni sugerowali mniej apokaliptyczne interpretacje — powszechną utratę wiary, zwłaszcza wśród kleru katolickiego, utratę znaczenia papiestwa albo wewnętrzny konflikt w Kościele. Na krótko przed swoją śmiercią, w 1981 roku, ojciec Joaquim Alonso, uznany ekspert od wizji z Fatimy, który często spotykał się z Lúcią i rozmawiał z nią, napisał:

Jest całkiem prawdopodobne, że tekst Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej zawiera
konkretne aluzje do kryzysu wiary w Kościele i tego, że sami duszpasterze (…)
pozostają obojętni co do konfliktu w jego łonie oraz co do poważnych zaniedbań
ze strony wyższej hierarchii (…) braków wyższej hierarchii Kościoła[18].

Z powodu ich doniosłości dla kardynała Ratzingera oraz obecnego papieża, a także z przyczyny trzymania ich w tajemnicy*[Papież Jan Paweł II ujawnił trzecią część przepowiedni w 2000 roku] (co często prowokuje fałszerstwa i mistyfikacje) wizje fatimskie zajmują szczególne, a nawet uświęcone miejsce w pewnych enklawach dzisiejszego Kościoła. Jednakże Kościół wciąż stara się zachowywać stabilną fasadę i nieustannie ożywia swój wizerunek, jako arki płynącej po oceanie czasu. Przyczynia się to do zaciemnienia faktu, że katolicyzmowi zagrażają jego własne odmiany apokaliptycznego fundamentalizmu, często o równie krańcowym charakterze jak te, z którymi można się zetknąć w wielu sektach fundamentalistycznych islamu. Podobnie jak one, pewne odłamy wewnątrz Kościoła padają ofiarą apokaliptycznych lęków i przekonania, że żyją „u kresu czasów” lub w „dniach ostatnich”. To przeczucie nadciągającej zguby łatwo można dostrzec w większości dewocyjnej, pozostającej na marginesie, literatury katolickiej. Podobnie oddziałują objawienia maryjne, traktowane jako jego zwiastuny. Piśmiennictwo takie często trąci niemalże herezją, tworzeniem kultu nowej bogini. Królową Niebios nieraz niewiele tam różni od antycznej Wielkiej Bogini Matki.

W tym właśnie kontekście należy widzieć objawienia maryjne. Wizje fatimskie nie były bowiem zjawiskiem odosobnionym. Przeciwnie, bardzo mocno przypominają one inne takie objawienia z przeszłości, sięgające nieraz daleko w głąb XIX wieku. Już w 1830 roku, na blisko 90 lat przed wizjami Lúcii w Fatimie, słowa Maryi miewały wyraźnie polityczne zabarwienie i obfitowały w przerażające, apokaliptyczne przestrogi.

W Paryżu, na ulicy du Bac, późnym wieczorem 18 lipca 1830 roku, pewną zakonnicę, Catherine Labouré, obudziła wizja 5-letniego może dziecka, całego w bieli. Dziecko to, jak potem relacjonowała, zaprowadziło ją do kaplicy jej klasztoru, gdzie — według jego słów — czekała na nią „Najświętsza Dziewica”. Rady Madonny miały podczas tej pierwszej wizji charakter czysto personalny, a ich celem było wspomożenie Catherine w problemach, jakie nastręczał jej nowicjat. Jednakże kilka miesięcy później Madonna objawiła się jej ponownie, tym razem ze smugami światła tryskającymi z dłoni. Ukazała ona Catherine dwa serca — serce Jezusa oplecione cierniami i swoje własne, w którym tkwił miecz, symbolizujący doznawane przez nią cierpienia — polecając jej wybić z tej okazji medal pamiątkowy. Stał się on później znany jako „medal Niepokalanego Poczęcia”[19]. Najświętsza Dziewica wygłosiła też wówczas komentarz o toczącej się wszędzie walce między cnotą a występkiem. Czasy, jak oświadczyła, są złe. Na Francję spadną nieszczęścia. Trony zostaną obalone. Na całym świecie zapanuje zło wszelkiego rodzaju.

Współczesna katolicka apokaliptyka uznała to objawienie za niezwykle aktualne. Maryja, jak uważano, ukazała się, by przestrzec świat, że odtąd zło będzie się jawić ludziom jako dobro i właśnie dzięki temu podstępowi obali boski ład. Jak twierdził pewien pisarz:

Zło wynoszone będzie pod niebiosa jako współczesne dobro — pod postacią
rozlicznych liberalizmów — a Bóg zostanie pognębiony. Utajone nasienie, zarodki
takich tajnych stowarzyszeń, jak masoni, zakiełkują w rozległym lesie,
zmieniając obraz polityki i myśli ludzkiej[20].

Sądy te niewątpliwie wydałyby się słuszne Piusowi IX.

Dwoje wiejskich dzieci — 14-letnia Mélanie Mathieu i 11-letni Maximin Giraud pasło, 19 września 1846 roku, bydło na górskiej łące koło wioski La Salette w Alpach francuskich. W wąwozie, poniżej łąki, ujrzały krąg jasnego światła, wewnątrz którego, gdy podeszły, spostrzegły piękną niewiastę w koronie na głowie, gorzko płaczącą. Na szatę, jeśli wierzyć Mélanie, narzucony miała płaszcz, który błyszczał „jaśniej niż kilka słońc razem”, utkany nie z żadnego włókna, lecz z połyskliwej, nieziemskiej substancji[21]. Kobieta, mówiąc przez łzy, obwieściła, że ma im do przekazania ważne nowiny. Jeśli bowiem — jak rzekła — wszyscy nie poddadzą się Bożej woli, Chrystus może ich opuścić. I ciągnęła dalej:

Wszystkie świeckie rządy mają jeden i ten sam zamiar, a mianowicie chcą
zniweczyć wszelkie religijne prawidła i utorować drogę materializmowi, ateizmowi,
okultyzmowi oraz występkom wszelkiego rodzaju[22].

Można by się zastanawiać, skąd nieuczone i zapewne niepiśmienne chłopskie dzieci mogły zrozumieć tak niezwykle poważną wypowiedź, w dodatku operującą bardzo wyrafinowanym słownictwem. Najwyraźniej jednak Maryja nie kazała im się zastanawiać i z miejsca przystąpiła do krytykowania przywódców światowych, włączając w ich liczbę, jak się wydaje, nawet samego papieża: „Wodzowie ludu Bożego zaniedbali modłów i pokuty, a diabeł zaćmił im umysły. Stali się błędnymi gwiazdami, uwieszonymi u ogona starego Złego, który gotuje im zgubę”[23].

Potem nastąpiło apokaliptyczne proroctwo:

Bóg pozostawi ludzi samym sobie i ześle na nich kary, które następować będą
jedne po drugich przez ponad 35 lat. Rodzinę człowieczą straszliwie doświadczą
najokropniejsze zdarzenia. Chłostana będzie żelaznym biczem i napije
się z kielicha gniewu Bożego[24].

Rok 1864 Maryja wymieniła jako szczególnie straszny:

W roku 1864 Lucyfer wraz z wieloma innymi diabłami wypuszczony
zostanie z piekła. Położą one powoli kres wierze (…). Złe książki rozplenią
się na ziemi[25].

Kardynał Fornari, ówczesny nuncjusz papieski we Francji, oświadczył, że proroctwa te „przejęły go zgrozą”. Hierarchia watykańska zdawała się podzielać jego zdanie, lecz oficjalnie uznała i zaakceptowała objawienie Najświętszej Dziewicy z La Salette dopiero w 1851 roku. Treść objawień ujawniono zaś jeszcze później, co może wyjaśniać fakt, dlaczego Maryja przemawia w nich tonem dziwnie zbliżonym do wypowiedzi Piusa IX. W 1864 roku najgorsze ze „złych” książek rzeczywiście się rozpleniły. O pochodzeniu gatunków Darwina wydano w 1859, Żywot Jezusa Renana w 1863 roku, a kompilatorzy indeksu ksiąg zakazanych nie mogli narzekać na brak roboty. Skądinąd, rok 1864 rzeczywiście okazał się fatalny: wojna domowa w Ameryce osiągnęła punkt krytyczny, a Bismarck w ciągu sześciu dni odniósł triumf militarny nad małą Danią. Można by jednak równie dobrze wskazać inne lata, trochę wcześniej lub trochę później, które tak samo mogłyby pretendować do miana nawiedzonych przez diabła. Wieszczone 35 lat obejmowały okres do 1881 roku. W czasie tym bezsprzecznie nastąpiły dramatyczne wydarzenia: Francja poniosła klęskę w wojnie z Prusami, runęło Drugie Cesarstwo, Niemcy i Włochy zjednoczyły się, papiestwo straciło resztki władzy świeckiej. Świat jednak przetrwał, a w zamian za utratę doczesnej władzy, papież zyskał nieomylność.

Dwanaście lat po wizjach z La Salette, 11 lutego 1858 roku, Najświętsza Dziewica dokonała jednego ze swych najsłynniejszych objawień, ukazując się młodej Bernadette Soubirous w Lourdes. Nazwała się tam Niepokalaną, zaledwie cztery lata po ustanowieniu przez Piusa IX dogmatu Niepokalanego Poczęcia, a objawienie w Lourdes „było pierwszym potwierdzeniem tego, że Maryja poczęła dziecię bez grzechu pierworodnego”[26]. W Lourdes jednak powstrzymała się wyraźnie od wszelkich aluzji politycznych, ograniczając się do pochwał pokuty, życia w czystości i różańca jako środka zapobiegającego diabelskim zakusom.

Objawienia maryjne następowały zarówno przed, jak i po wydarzeniach w Fatimie. Po 1917 roku wizje takie odnotowano we Włoszech, Hiszpanii, Irlandii, Czechosłowacji, na Litwie, Węgrzech, w Austrii, Holandii, Indiach, Japonii, na Filipinach, w Wietnamie, Rosji, na Ukrainie, w Chorwacji, Egipcie, Wenezueli i Meksyku. Znacznej liczbie tych nawiedzeń towarzyszyły apokaliptyczne przepowiednie. Jedno z nich miała ujrzeć, 20 grudnia 1953 roku, pewna kobieta koło wioski Dubowica na Ukrainie. Maryja ukazała się jej podczas mszy świętej, oznajmiając:

Spadną na nas klęski jak za czasów Noego, lecz narzędziem zniszczenia
będzie ogień. Ogromna jego rzeka zniweczy narody za to, że grzeszyły wobec Boga.
Od początku świata nie doszedł bowiem do takiego dna upadku, jak dziś.
Nadchodzi królestwo Szatana. Rzymowi grozi zagłada, papieżowi — mord[27].

Data przepowiedni wyjaśnia ją w sposób dość zadowalający. Dwa lata wcześniej ZSRR dokonał próby ze swoją pierwszą bombą atomową i widmo zagłady nuklearnej zawisło nad ówczesnym światem. Nigdy go zresztą nie wyegzorcyzmowano, przeciwnie, dołączyły do niego inne, równie straszliwe upiory. Zimna wojna, międzynarodowy terroryzm, tak zwane państwa zbójeckie i nadchodzący kres tysiąclecia zrodziły w ciągu zeszłego półwiecza atmosferę lęku przed apokaliptyczną zagładą. I tak, na przykład, pewnej hiszpańskiej kobiecie objawiła się w 1962 roku Najświętsza Dziewica, która obwieściła, że po Pawle VI będzie już tylko dwóch papieży, co oznacza, że obecny byłby ostatnim.

W 1981 roku, 25 czerwca, nastąpiło objawienie w Medjugorie (dzisiaj w Bośni i Hercegowinie), które Watykan dotąd waha się uznać. Nazajutrz, po gwałtownej burzy, dwie kilkunastoletnie pasterki ujrzały tajemnicze światło na pobliskim wzgórzu. Wewnątrz tej światłości znajdowała się kobieta, w której dziewczynki szybko rozpoznały Maryję. Do tego momentu objawienie wygląda całkiem typowo. Jednakże w posłaniu, jakie wygłosiła, przeważa ton złowieszczy: „Przychodzę upomnieć po raz ostatni świat, by się nawrócił. Później nie ukażę się już więcej na ziemi”[28]. W jednym przypadku Najświętsza Dziewica okazała chwalebną tolerancję: „Nie jesteście prawdziwymi chrześcijankami, jeśli nie szanujecie innych wiar”. Później nie wypowiadała się już, niestety, w duchu tak ekumenicznym: „Jeden jest tylko pośrednik między Bogiem a człowiekiem, Jezus Chrystus”[29]. Jej posłanie w większości miało jednak charakter typowo apokaliptyczny: „Nadeszła pora, kiedy diabłu wolno będzie działać z całą siłą i mocą”[40]. I jeszcze dobitniej: „Nadejdzie kara, jeżeli świat się nie nawróci. Nawołujcie całą ludzkość do nawrócenia. Wszystko zależy od waszej konwersji”[31].

Zjawa z Medjugorie okazała wyraźną zazdrość względem innych, jakoby własnych objawień, pomstując na fałszywe wizje i ostrzegając, iż „wielu udaje, że widziało Jezusa i Jego Matkę, a także rozumiało ich słowa, lecz oni kłamią”[32]. Kardynał Ratzinger oraz Kongregacja Doktryny Wiary muszą rozstrzygnąć pewien problem: jak odróżnić fałszywe objawienia od prawdziwych? Mają nad czym pracować; we wczesnych latach 90-tych liczba objawień maryjnych przekroczyła 260 i wciąż rośnie.

Kres papiestwa?

Proroctwa z Fatimy i inne objawienia maryjne nie są jedynymi złowieszczymi przepowiedniami wiszącymi nad Kościołem. Zarówno kardynała Ratzingera, jak Jana Pawła II przeraża podobno proroctwo św. Malachiasza. Był to mnich irlandzki, który urodził się w Armagh (1094), a zmarł w Clairvaux (1148), w obecności swego przyjaciela, współtowarzysza i powiernika, św. Bernarda. Jego przepowiednie ukazały się po raz pierwszy drukiem w historii Kościoła, wydanej w 1559 roku.

wyniosłość papieska Dni wyniosłości papiestwa są już policzone.

Wizje Malachiasza, zawiłe i niejednoznaczne, w dużym stopniu przypominają przepowiednie Nostradamusa. Malachiasz wylicza, poczynając od papieży z jego własnej epoki, ich pełną listę w liczbie 112 i każde miano opatruje epigrafem łacińskim, zwięźle ukazującym charakter pontyfikatu każdego z nich. Obecny papież, Jan Paweł II, jest 111, czyli przedostatnim. Przypisane mu określenie brzmi: De labore Sous (Z trudu Słońca)[33].

Podobnie jak czterowiersze Nostradamusa, można tym epigrafom przyporządkowywać najzupełniej dowolne znaczenia. Niektórzy komentatorzy próbowali doszukiwać się tu paraleli między licznymi podróżami papieża — o wiele liczniejszymi niż któregokolwiek dotąd — i pozornym obiegiem Słońca wokół ziemskiego globu. Bez większej trudności można też snuć inne interpretacje, równie słuszne (albo pozbawione słuszności). Nie o to jednak chodzi. Niezależnie od wszelkich interpretacji obecny papież, jeśli wierzyć Malachiaszowi, jest przedostatnim. Ostatniemu, sto dwunastemu, Malachiasz przydał określenie Gloria Olivae[34], sława lub może raczej chwała oliwy, albo drzewa oliwnego (czy też gaju oliwnego), z którego dałoby się sporządzić pastorał. Tutaj również rozmaici egzegeci mogą puszczać wodze wyobraźni. Wszelka ochota do fantazjowania musi jednak zniknąć, przynajmniej jeśli chodzi o pobożnych katolików, wobec posępnego tonu ostatnich słów proroctwa Malachiasza:

Podczas prześladowania ostatecznego Świętego Kościoła Rzymskiego
[na tronie papiestwa] zasiądzie Piotr Rzymianin, który będzie pasł owce swe
w mnogich utrapieniach, które gdy miną, miasto na siedmiu wzgórzach runie
i sędzia straszny będzie sądził lud[35] .

[Źródła:]
[1] „Times”, 3 stycznia 1998 r., str.19
[2] „Times”, 27 stycznia 1998 r., str.4
[3] Jung, Odpowiedź Hiobowi, str.297
[4] Martindale, What Happened at Fatima, str.12-13
[5] jak wyżej, str.37
[6] jak wyżej, str.7
[7] jak wyżej, str.11
[8] Michael, The Third Secred of Fatima, str.4
[9] Raport o stanie wiary, str.93
[10] jak wyżej
[11] jak wyżej
[12] jak wyżej, str.94
[13] jak wyżej, str.101
[14] Brown, The Final Hour, str.211
[15] jak wyżej
[16] Przekroczyć próg nadziei, Jan Paweł II odpowiada na pytania Vittoria Messoriego, str.171
[17] Petrisko, The Last Crusade, str.15
[18] Michael, What Happened at Fatima, str.28
[19] Brown, The Final Hour, str.12-13
[20] jak wyżej, str.14
[21] jak wyżej, str.15
[22] jak wyżej, str.16
[23] jak wyżej
[24] jak wyżej
[25] jak wyżej, str.18
[26] jak wyżej, str.21
[27] jak wyżej, str.105-106
[28] jak wyżej, str.214-215
[29] jak wyżej, str.215
[30] jak wyżej, str.225
[31] jak wyżej, str.249
[32] jak wyżej, str.219
[33] Bander, The prophecies of St.Malachy and St.Columbkille, str.97
[34] jak wyżej, str.98
[35] jak wyżej, str.99
Zobacz, w dziale biblijnym uStronia — jak drastycznie rózni się Słowo Boże od nauczania Kościoła

Co o kresie papiestwa prorokuje Biblia? — dowiesz się w dziale BIBLIA, uStronia Rumburaka

topNa podstawie: „The Inquisition” — Michael Baigent & Richard Leigh