Wysuń menu główne / MAIN MENU «•» wysuń / schowaj MENU
uStronie INDEX
Strona zgodna z najnowszą normą XHTML 1.1.: uStronie :. Spis artykułów / CONTENT
forum | chat | księga gości
INDEX Biblia Artykuły Hebrajski
19 - Przyszłość religii w świetle jej przeszłości [od XVII do XIX wieku]

Chrześcijaństwo zmaga się ze zmianami na świecie

„Filozofii nie da się pogodzić z religią” (Georg Herwegh — poeta niemiecki z XIX wieku)

FILOZOFIA — słowo wywodzące się z greckiego rdzenia oznaczającego „umiłowanie mądrości”, trudne jest do zdefiniowania. The New Encyclopœdia Britannica powątpiewa nawet, czy da się sformułować jakąś „uniwersalną i pełną definicję”. „Pierwszym krokiem w tym kierunku” — jak czytamy — „byłoby nazwanie filozofii ‘zadumą nad rozmaitością ludzkich doświadczeń’ lub ‘racjonalnym, metodycznym i systematycznym rozważaniem spraw najistotniejszych dla człowieka’ ”.

Karol Darwin Nie sprawdzone spekulacje, przedstawione przez Darwina w książce „O powstawaniu gatunków” stały się dla wielu pretekstem do odrzucenia wiary w Boga, udzielającego objawienia

Z definicji tych jasno wynika, dlaczego filozofii nie da się pogodzić z religią prawdziwą. Ta ostatnia nie jest oparta na „rozmaitości ludzkich doświadczeń”, lecz na objawieniu Bożym. Zajmuje się przede wszystkim tym, co jest ważne dla Stwórcy, a nie „sprawami najistotniejszymi dla człowieka”. Natomiast religia fałszywa opiera się — tak jak filozofia — na doświadczeniu ludzi i na pierwszym miejscu stawia ich interesy. Fakt ten stał się widoczny zwłaszcza od XVII wieku, odkąd chrześcijaństwo zaczęło się zmagać ze zmianami, zachodzącymi na świecie.

Potrójne zagrożenie

Kiedy w XVII wieku narodziła się współczesna nauka, nasuwało się nieodparte wrażenie, że między nią a religią musi dojść do starcia. Rewelacyjne odkrycia niesłychanie podniosły autorytet nauki i otoczyły ją nimbem nieomylności, co doprowadziło do powstania wiary w jej wszechmoc. W rezultacie nauka sama w sobie stała się religią i zaczęto ją traktować jak „świętą krowę”. W świetle „faktów” naukowych, twierdzenia religijne nagle zaczęły się wydawać niesprawdzalne i wątpliwe. Nauka była czymś nowym i fascynującym, religia wyglądała staroświecko i nudnie.

Taką postawę wobec religii umocniło Oświecenie — ruch umysłowy, który w XVII i XVIII wieku opanował Europę. Opowiadał się on za postępem duchowym i materialnym, odrzucał tradycję oraz wszelkie autorytety religijne i polityczne, stawiając za to na piedestale rozum, w którym upatrywano źródła wiedzy i szczęścia. Pogląd ten „sięgał korzeniami filozofii greckiej” — czytamy w The New Encyclopœdia Britannica.

Oświecenie rozwijało się głównie we Francji, gdzie do jego najwybitniejszych przywódców należał Wolter i Denis Diderot. W Anglii rzecznikami tego prądu byli John Locke i Dawid Hume. Wśród jego zwolenników znaleźli się też niektórzy twórcy Stanów Zjednoczonych, tacy jak Tomasz Paine, Beniamin Franklin i Tomasz Jefferson. Oddzielenie kościoła od państwa, jakiego domagała się konstytucja USA, w gruncie rzeczy odzwierciedlało idee oświeceniowe. Najważniejsi przedstawiciele Oświecenia w Niemczech to: Krystian Wolff, Immanuel Kant oraz Mojżesz Mendelssohn (dziadek kompozytora Feliksa Mendelssohna-Bartholdy'ego).

Kant, który był dość krytycznie ustosunkowany do religii, powiedział podobno: „Oświecenie jest uwolnieniem człowieka od kurateli, jaką sam sobie narzucił”. Jak wyjaśnia Allen W.Wood z Cornell University, Kantowi chodziło o „proces, w którego wyniku poszczególni ludzie odważają się snuć samodzielne przemyślenia na temat moralności, religii i polityki, zamiast pozwalać narzucać sobie poglądy przez autorytety polityczne, kościelne lub biblijne”.

W drugiej połowie XVIII wieku w Wielkiej Brytanii rozpoczęła się rewolucja przemysłowa. Coraz większego znaczenia nabierało produkowanie rozmaitych dóbr za pomocą maszyn i procesów chemicznych, spadała natomiast ranga rolnictwa. Spowodowało to ogromne przeobrażenia w społeczeństwie, utrzymującym się w dużej mierze z uprawy roli, wskutek czego tysiące ludzi tłumnie napływały do miast w poszukiwaniu pracy. W niektórych okolicach pojawiło się bezrobocie, głód mieszkaniowy, ubóstwo i inne tego typu nieszczęścia.

Czy chrześcijaństwo zdoła stawić czoło temu potrójnemu zagrożeniu, jakie stwarzała nauka, Oświecenie i przemysł?

Stopniowe wypieranie Boga

Winą za ogrom zła, doskwierającego ludziom, wyznawcy ideologii Oświecenia obciążali religię. Pogląd, że „społeczeństwo powinno być kształtowane podług ustalonych z góry praw Boskich i naturalnych, zastąpiono twierdzeniem, jakoby było ono (lub mogło być) wytworem ‘pomysłowości’ i ‘wynalazczości’ samego człowieka” — podaje The Encyclopedia of Religion„W ten sposób powołano do istnienia świecki humanizm społeczny, który z kolei dał początek większości teorii filozoficznych i socjologicznych współczesnego świata”.

Do teorii tych należała „religia uczucia”, której orędownikiem był wpływowy filozof Oświecenia francuskiego — Jan Jakub Rousseau. Zajmowała się ona nie tyle Istotą boską i oddawaniem jej czci, ile społeczeństwem oraz rolą, jaką w nim odgrywa człowiek. Filozof francuski Saint-Simon (Claude Henri de Rouvroy) propagował „nowe chrześcijaństwo”, zaś jego protegowany August Comte mówił o „religii ludzkości”.

Pod koniec XIX wieku wśród protestantów amerykańskich rozwinął się ruch znany jako „ewangelia społeczna”, ściśle związany z pewnymi koncepcjami rodem z Europy. Szukając uzasadnienia w teologii utrzymywał, iż podstawowym obowiązkiem chrześcijanina jest zaangażowanie się w sprawy społeczne. Do dzisiaj zresztą idea ta ma wielu zwolenników między protestantami. Jej katolicką odmianę stanowi działalność księży-robotników we Francji oraz duchownych głoszących w Ameryce Łacińskiej teologię wyzwolenia.

Podobną tendencję przejawiają misjonarze chrześcijaństwa. W 1982 roku i w czasopiśmie Time napisano: „Protestanci coraz więcej uwagi poświęcają podstawowym problemom gospodarczym i społecznym, z jakimi borykają się ludzie (…) Rośnie liczba misjonarzy katolickich, dla których służenie sprawie ubogich oznacza domaganie się radykalnych zmian w systemie politycznym i ekonomicznym — nawet wtedy, gdy ich inicjatorami są marksistowskie ruchy rewolucyjne. (…) Niektórzy misjonarze uważają nawet, że nawracanie innowierców ma niewiele wspólnego z ich faktycznym zadaniem”. Najwyraźniej zgadzają się oni z socjologiem francuskim Émilem Durkheimem, który powiedział kiedyś: „Przedmiotem czci religijnej powinno być właściwie społeczeństwo, a nie Bóg”.

Widać więc, że chrześcijaństwo cichaczem wypierało Boga z religii. Tymczasem do głosu dochodziły jeszcze inne siły.

Pseudoreligie zastępują Boga

Kościoły nie zaproponowały żadnego rozwiązania problemów stworzonych przez rewolucję przemysłową. Powstałą w ten sposób próżnię szybko postarały się zapełnić pseudoreligie, stanowiące produkt ludzkiej filozofii; twierdziły one, że znają odpowiednią receptę na te bolączki. Na przykład, dla wielu ludzi celem życia stało się zdobywanie dóbr i bogactwa. Tę samolubną żądzę podsycała rewolucja przemysłowa. Materializm stał się religią. Miejsce Boga Wszechmocnego zajął „wszechwładny pieniądz”. Wskazują na to słowa bohatera pewnej komedii George'a Bernarda Shaw: „Jestem milionerem. Oto moja religia”.

Sprzeniewiercza postawa chrześcijaństwa w obliczu zmian na świecie.

NARODZINY WSPÓŁCZESNEJ NAUKI podkopały wiarę w rzeczy niewidzialne i zasiały wątpliwości co do spraw, których nauka nie potrafi „udowodnić”. Chrześcijaństwo poparło nie sprawdzone, rzekomo naukowe teorie, takie jak ewolucjonizm, a rozwiązania problemów tego świata oczekuje od nauki, a nie od Królestwa Bożego, i tym samym sprzeniewierzyło się prawdzie biblijnej.

POWSTANIE NOWYCH IDEI POLITYCZNYCH (kapitalizmu, demokracji, socjalizmu, komunizmu i tak dalej) doprowadziło do nacjonalistycznych zatargów i utarczek ideologicznych, co zaciemniło prawdę zawartą w Biblii, że prawowitym władcą ziemi jest Bóg, a nie człowiek. Chrześcijaństwo sprzeniewierzyło się biblijnej zasadzie neutralności i uczestniczyło w wojnach, w których wyznawcy tej samej religii byli podżegani przeciwko sobie. Prócz tego czynnie lub biernie popierało polityczne pseudoreligie.

WYŻSZY POZIOM ŻYCIA, który umożliwiła rewolucja przemysłowa i rewolucja naukowo-techniczna, upowszechnił samolubstwo i spotęgował nierówność oraz niesprawiedliwość społeczną. Chrześcijaństwo sprzeniewierzyło się Bogu i zaniedbało Jego sprawy, za to uwikłało się w problemy ludzkie, zajmując się kwestiami społecznymi, gospodarczymi, ekologicznymi lub politycznymi.

Inni przystępowali do ruchów politycznych. Fryderyk Engels, filozof socjalistyczny i współpracownik Karola Marksa, przepowiadał, iż socjalizm kiedyś zastąpi religię i sam przybierze jej charakter. Toteż — w miarę jak ideologia ta utrwalała swą pozycję w Europie — „coraz bardziej rzucało się w oczy odstępowanie socjalistów od judaizmu i chrześcijaństwa, a zwracanie się ku namiastce [religii]” — mówi emerytowany profesor Robert Nisbet.

Chrześcijaństwo nie potrafiło dotrzymać pola przemianom zachodzącym na świecie, co według World Christian Encyclopedia utorowało drogę różnym prądom, takim jak „laicyzacja, materializm naukowy, ateistyczny komunizm, nacjonalizm, nazizm, faszyzm, maoizm, liberalny humanizm oraz liczne wymyślone lub stworzone pseudoreligie”.

Najtrafniejszym chyba opisem owoców wydanych przez te filozoficzne pseudoreligie są słowa poety angielskiego Johna Miltona: „Marnością wszelka mądrość, fałszem filozofia”.

W poszukiwaniu kompromisu

Milionom ludzi nie odpowiadały ani nieudolne systemy kościelne, ani zwodnicze pseudoreligie, zaczęli więc rozglądać się za czymś lepszym. Niektórym się wydawało, że odnaleźli to w deizmie, zwanym też „religią naturalną”. Deizm zyskał sobie dużą popularność zwłaszcza w siedemnastowiecznej Anglii. Pisano, że stanowił kompromis, uwzględniał bowiem naukę, nie odwracając się od Boga. Deiści byli zatem wolnomyślicielami trzymającymi się pośredniej drogi.

A.W.Wood wyjaśnia: „Deizm oznacza w gruncie rzeczy wiarę w jednego Boga oraz w praktyki religijne oparte nie na nadprzyrodzonym objawieniu, lecz wyłącznie na ‘naturalnym’ rozumowaniu”. Ale niektórzy deiści zaprzeczający „nadprzyrodzonemu objawieniu” posunęli się nawet do niemal całkowitego odrzucenia Biblii. Obecnie termin ten jest mało używany, ale to właśnie zasadami deizmu kierują się rzekomi chrześcijanie, którzy nad autorytet kościoła lub Biblii przedkładają osobiste poglądy bądź inne filozofie życiowe.

Dwie teorie ewolucyjne

Do najostrzejszego starcia między religią a nauką doszło po opublikowaniu w roku 1859 dzieła Karola Darwina pt. O powstawaniu gatunków, w którym autor przedstawił swą teorię ewolucji. Początkowo była ona surowo potępiana przez przywódców religijnych, zwłaszcza w Anglii i USA, wkrótce jednak sprzeciw ucichł. Jak podaje The Encyclopedia of Religion, jeszcze przed śmiercią Darwina „większość rozważnych duchownych, zabierających głos w tej sprawie, doszła w końcu do wniosku, że ewolucja w pełni daje się pogodzić z oświeconym pojmowaniem Pisma Świętego”.

Postęp czy upadek? — dwa poglądy
  • Biblia mówi, że człowiek po stworzeniu był doskonały i został pouczony co do właściwego sposobu oddawania czci Stwórcy. Zbuntował się jednak przeciwko Bogu i od jakichś 6000 lat ulega degeneracji pod względem fizycznym i moralnym, coraz bardziej oddalając się od religii prawdziwej, jaką pierwotnie praktykował.
  • Według teorii, głoszących ewolucję biologiczną i religijną, ludzie początkowo byli prymitywni i jako ateiści nie wyznawali żadnej religii. W ciągu niezliczonych milionów lat rozwijali się fizycznie i moralnie, będąc coraz bliżsi ideału pod względem religijnym, społecznym i moralnym.

Który z powyższych poglądów jest bardziej zgodny z faktami, jeśli wziąć pod uwagę postępowanie człowieka, obecny stan ludzkości oraz pozycję religii we współczesnym świecie?

Postawa taka być może wyjaśnia, dlaczego Watykan nigdy nie umieścił dzieła Darwina na indeksie ksiąg zakazanych (co uczynił z niektórymi przekładami Biblii na języki narodowe!) [zob. artykuł w uStroniu, pt: Księga zwalczająca inne księgi]. Może też tłumaczyć reakcję uczestników światowej konferencji religijnej w Chicago w 1893 roku, podczas której „chrześcijański” mówca oznajmił w obecności buddystów i hinduistów: „Teoria ewolucyjna wypełnia lukę w samych założeniach naszej religii; jeśli więc naukę na ogół zadowala teoria ewolucji, rozumianej jako sposób stwarzania, to ci, których zadaniem jest poznanie i umiłowanie dróg Bożych, powinni co najmniej chętnie się z tym zgodzić”. Słowa te podobno wywołały głośny aplauz.

Wszystko to przestaje dziwić, gdy się weźmie pod uwagę, jaką popularnością cieszyła się pod koniec XIX wieku dziedzina nazwana później „religioznawstwem”. Obejmowała ona naukowe badania nad różnymi religiami w celu ustalenia, jak powstały i jak są ze sobą powiązane. Na przykład antropolog angielski John Lubbock głosił teorię, według której ludzie pierwotnie byli ateistami, następnie uprawiali kolejno fetyszyzm, kult przyrody i szamanizm, zanim zdecydowali się na monoteizm.

Jednakże „religia w takim ujęciu nie była prawdą absolutną, objawioną przez bóstwo, lecz zapisem rozwoju ludzkich wyobrażeń o Bogu i moralności” — wyjaśnia The Encyclopedia of Religion. Toteż wyznawcom wspomnianej teorii nietrudno było uznać deizm, „religię uczucia” albo „religię ludzkości”, za wyższe szczeble ewolucji religii.

Dokąd w ostatecznym rozrachunku prowadzi taki pogląd? Już w XIX wieku filozof angielski Herbert Spencer powiedział, że społeczeństwo zmierza w kierunku postępowej struktury, której nie da się dłużej pogodzić z religią. Natomiast profesor Nisbet zauważył, że w XX wieku socjologowie na ogół są zdania, iż religia „wychodzi naprzeciw określonym potrzebom psychicznym człowieka i dopóki nie padną, one ofiarą, ewolucji biologicznej rodzaju ludzkiego, dopóty religia w takiej czy innej postaci pozostanie nieodłącznym składnikiem kultury ludzkiej”. Socjologowie nie wykluczają więc, że w wyniku „postępu ewolucyjnego” może nadejść dzień, kiedy nie będzie żadnej religii.

Coraz usilniejsze poszukiwania czystego wielbienia

W połowie XIX wieku stało się jasne, że przez jakieś 200 lat chrześcijaństwo toczyło bezskuteczną walkę ze zmianami zachodzącymi na świecie. Jako religia spadło niemal do rangi świeckiej filozofii. Niepokoiło to miliony szczerych ludzi. Coraz usilniejsze stały się poszukiwania czystego wielbienia. Słusznie można było powiedzieć, że chrześcijaństwo nie nadawało się do reformowania. Zachodziła potrzeba powrotu do czystego wielbienia. Zajmie się tym kolejny, dwudziesty artykuł z tej serii, pt. Wznowienie czystego wielbienia jest bliskie!.

topPrzebudźcie się! nr 3, z 8 marca 1990