Wysuń menu główne / MAIN MENU «•» wysuń / schowaj MENU
uStronie INDEX
Strona zgodna z najnowszą normą XHTML 1.1.: uStronie :. Spis artykułów / CONTENT
forum | chat | księga gości
INDEX Biblia Artykuły Hebrajski
Zdjecie zaczerpnięte z www.kap.com.pl Szewach Weiss — dyplomata, pedagog, działacz polityczny, autor kilkudziesięciu książek, a przede wszystkim — przyjazny, otwarty, pełny ciepłego, chwilami ironicznego humoru człowiek. Niezwykle bogata w wydarzenia jest jego biografia:

Szewach Weiss — „dziecko Holokaustu”, obecnie ambasador, w przeszłości: żołnierz, traktorzysta, odnoszący sukcesy sportowiec, dziennikarz radiowy, absolwent Wydziału Nauk Politycznych w Jerozolimie i Wydziału Prawa w Tel-Awiwie, założyciel Wydziału Mediów na Uniwersytecie w Hajfie, wykładowca akademicki, Przewodniczący Rady Instytutu Pamięci Yad Vashem i (przez dwie kadencje) przewodniczący Knessetu — zatoczył bowiem w swoim życiu swoiste koło.

Jego decyzja o przyjęciu funkcji ambasadora Izraela w Polsce nie była kwestią przypadku. Powrócił bowiem do kraju, w którym spędził pierwszych dziesięć lat swojego życia. Początkowo były to piękne lata. Jego osobowość ukształtowało beztroskie, dostatnie dzieciństwo w Borysławiu — wielonarodowościowym i wielokulturowym, leżącym na kresach II Rzeczypospolitej (obecnie ukraińskim) miasteczku. Wraz z wybuchem II wojny światowej rozpoczął się koszmar… Siedem miesięcy spędzonych w kryjówce między podwójnymi ścianami i dwadzieścia w wilgotnej, zimnej piwnicy było desperacką walką o przetrwanie. Z pomocą zaprzyjaźnionych Polaków — całej rodzinie Weissów udało się przeżyć. Nieprzypadkowo więc — co często sam podkreśla — wśród 18 tysięcy osób obecnych na liście „Sprawiedliwych wśród narodów świata” w Yad Vashem aż 6 tysięcy nosi polskie nazwiska… Chociaż czasom Holokaustu przeżytym w Polsce towarzyszą mu z pewnością traumatyczne wspomnienia, Szewach Weiss powrócił do swej „pierwszej ojczyzny”, podkreślając, że jego serce na zawsze zostało w diasporze. Swoją obecną funkcję traktuje jako misję o szczególnym znaczeniu:
„Jestem nietypowym ambasadorem. Jak najmniej czasu staram się spędzać przy biurku, faksie czy komputerze. Często podróżuję, spotykam się z ludźmi, rozmawiam. Myślę, że moja misja polega również (a może przede wszystkim) na tym, by budować mosty porozumienia między narodem polskim i żydowskim. Żyliśmy na tej samej ziemi dziewięć wieków, tworząc wspólną kulturę, wspólne polsko-żydowskie tradycje. Dziś mamy za sobą 27 lat straconego dialogu! Teraz, kiedy Polska nawiązała dyplomatyczne stosunki z Izraelem, jest szansa by te lata naprawić.

Chociaż Polska jest dla nas, Żydów ‘ziemią tragiczną’, kocham ten kraj. Kocham chmury na polskim niebie. Żyję z duszą w chmurach. Wtedy można na chwilę zapomnieć o tym ludzkim teatrze na ziemi…”

To Niemcy rozpętali piekło


Pisze: prof. Szewach Weiss — ambasador Izraela w Polsce

JESTEM jednym z wypędzonych, mój naród jest narodem wypędzonych. Cała historia mojego narodu opowiada o tułaczce — wygnaniu i poszukiwaniu upragnionej Ojczyzny. Z Syjonu wypędzali nas Babilończycy, a później Rzymianie. W 1492 r. wygnano nas z Hiszpanii, a w XIX w. z Rosji. Potem zaczęło się piekło II wojny światowej, wyrzucano nas zewsząd. Czynili to Niemcy wraz z kolaborantami: Musieliśmy zostawić swoje domy i opuścić Grecję, Jugosławię; Słowację, Węgry, Francję, Holandię, Belgię, Włochy, Norwegię; Luksemburg i inne europejskie państwa, aby na końcu drogi zobaczyć napisy: Auschwitz, Birkenau, Treblinka, Majdanek, Bełżec…

Po II wojnie światowej żyło w Polsce ponad ćwierć miliona Żydów, ale po pogromie w Kielcach większość z nich uciekła, następnie w latach 1967 i 1968 Władysław Gomułka wypędził niemal ostatnie, tak przez niego znienawidzone żydowskie rodziny.

Wśród tej ogromnej tragedii muszę przyznać, że należę do tych szczęśliwie (jeśli tak to można nazwać) wypędzonych… Tak, ponieważ ponad 6 milionów moich żydowskich braci i sióstr zostało wypędzonych przez Niemców — kominami Auschwitz, Birkenau, Tręblinki i innych obozów zagłady. Zostali wygnani przy użyciu samochodów, przystosowanych do zagazowywania ludzi (Chełm). Zostali wygnani karabinami maszynowymi. Tak stało się w Babim Jarze, Kludze koło Tallina, w lasach Truskawca, Tykocinie i innych miastach. Razem z nami wypędzono — poprzez niemieckie fabryki śmierci — miliony Polaków, Rosjan, Cyganów i wiele innych narodów, ale przede wszystkim Żydów…

masowa mogiła pomordowanych

Niezaprzeczalnym faktem jest, że Niemcy od 1933 r. zaczęli mordować również swoich rodaków. Najpierw Hitler mordował opozycję, potem inteligencję, komunistów, socjalistów, chorych, upośledzonych, ludzi skrzywdzonych przez los.

Miałem ogromne szczęście, że zostałem wypędzony, bo żyję!

WIEM doskonale, co czuje wypędzony, a dokładniej — wypędzone dziecko. Kiedy wraz z rodziną wyjechałem z Borysławia, zatrzymaliśmy się w Gliwicach. Pewien urzędnik zaprowadził nas do niemieckiego domu. Mieszkającym tam ludziom kazał spakować się i wyjechać do Niemieć. W tej niemieckiej rodzinie był chłopczyk w moim wieku. Zaczął płakać — i ja też płakałem… Mam nadzieję, że on żyje. Nie mam pojęcia, w jakim mieście mieszka, jaki zawód wykonuje, jak wygląda jego rodzina… Ja żyję w swoim demokratycznym kraju, a on pewnie w swoim. Możee należy do socjalliberalnej części Niemiec, może broni mniejszości, może bierze udział w protestach, kiedy neofaszyści palą domy Turków, może pamięta i wie, jakie zło mogą uczynić rasizm, ksenofobia, nazizm. Jeśli tak jest, to chciałbym życzyć mu wszystkiego, co najlepsze.

Ja wiem, co to znaczy hitleryzm, byłem jego ofiarą. Ten dziesięcioletni niemiecki chłopak też nią został, nawet jeśli jego ojciec służył w wehrmachcie. Byłem i jestem ofiarą napaści wroga, niemieckiego faszyzmu. Ale ten chłopak też został ofiarą swoich rodaków, to Niemcy zgotowali mu ten los. Czy wolno nam dokonywać podziału ofiar? Może rodzina tego chłopca była niewinna, może jego ciocię lub kuzyna wysłano do Dachau? Kto wie?

Ciągle jednak pozostaje bardzo ważne pytanie: czy istnieje zbiorowa odpowiedzialność narodu za dokonane zbrodnie? Jeśli tak — to do którego pokolenia? Z religijnego punktu widzenia możemy analizować problem w kategoni grzechu i kary, jaką trzeba ponieść.

Każdy prawy człowiek wie, że grzech popełniony przez Niemców jest grzechem najcięższym. Czy spotkała ich kara? Nieadekwatna. Niemcy zostali wysiedleni ze Śląska, z Moraw, Prus Wschodnich i innych miejsc. Opuścili swoją ziemię pociągami i samochodami, a nie kominami Birkenau.

SŁUSZNIE powiedział Joschka Fischer dla tygodnika „Die Zeit”: „Niemcy nie powinni dyskutować o wypędzeniach, ale o niemieckim samounicestwieniu, o tym, co utracili z własnej winy”. Bo straty, jakie ponieśli, są konsekwencją styczniowych wyborów w 1933 r., kiedy prawie połowa Niemców głosowała na Hitlera. Podczas II wojny liczni Niemcy (ponad 600 tys.) codziennie wstawali do pracy, całowali swe żony i dzieci, a potem szli spełniać swój święty obowiązek wobec Hitlera: zajmowali się mordowaniem innych rodzin, innych kobiet i dzieci. Z wrodzoną dokładnością i zamiłowaniem do porządku sporządzali o tym raporty. O jednym z nich pisałem w książce „Czas ambasadora”: „W raporcie przesłanym przez Fritza Katzmana, komendanta SS Okręgu Galicji, mojego rodzinnego okręgu, ów zbrodniarz wylicza szczegółowo zrabowane przedmioty, odebrane w trakcie wykonywania eksterminacji tysięcy Żydów: 167 tys. 740 kg złotych monet, 20 tys. 880 kg złotych obrączek i drogich kamieni, srebrnych pierścionków, złotych zegarków oraz tyle a tyle złotych sztucznych zębów. Jest to dokument zdumiewająco dokładny; ścisły i pedantyczny.

Wśród zrabowanej biżuterii znajdowała się także obrączka ślubna mojej ciotki Fajgi, niezwykle pięknej kobiety, która została zamordowana ze swoim mężem i małym dzieckiem w tym samym tygodniu w Przemyślu, złote zęby dziadka Hirsza, zegarek na rękę dziadka Icyka, puderniczka ciotki Rozi i kolczyki należące do Belli o długich warkoczach. Bella miała sześć lat, kiedy nas rozdzielono. Była moją pierwszą miłością w przedszkolu w Borysławiu. Kolczyki zostały zerwane z uszu zabitych, złote zęby wyrwane na skraju zbiorowych grobów, złote zegarki zabierano w Dolinie Śmierci… »Złoty złom«, świeczniki, lampki chanukowe, sznury pereł, diamenty i naszyjniki rabowano Żydom w trakcie likwidacji gett i załadunku na ciężarówki oraz wagony kolejowe”.

Zaledwie kilka tysięcy Niemców odpowiedziało przed sądami za te zbrodnie, karę śmierci otrzymało może pięciuset.

Nie zapomnę nigdy płaczu tego niemieckiego dziecka, wiem, że ono już wtedy poniosło karę, ale nikt nie wtłaczał go do komory gazowej, nikt nie mielił jego kości, nikt nie spalił jego ciała i nikt nie rzucił jego prochów do Wisły.

NARÓD niemiecki, jeśli w dalszym ciągu chce tworzyć spójną całość, musi wspólnie ponosić odpowiedzialność za popełnione krzywdy, nie może zostawić ropiejących ran. Nie wiem, do którego pokolenia będzie trwała ta kara… Kto chce dalej być Niemcem, musi dźwigać pełną historię swojego narodu, zaakceptować i uszanować zmianę granic, zrozumieć wypędzenie. Każde pokolenie dostaje szansę, aby się zmienić, lecz nie może zmienić historii.

Idea stworzenia Centrum przeciw Wypędzeniom jest próbą odcięcia się od wstydliwych kart historii i zafałszowania jej. Widzę w niej kontynuację nacjonalizmu niemieckiego i chęć rewanżu. Myślę, że gdybym dziś spotkał tego poznanego w Gliwicach chłopca, byłbym w stanie przekonać go, że takie centrum nie powinno powstać. Jestem pewien, że by mnie zrozumiał.

Wojna jest zawsze nieszczęściem i nawet ten, kto ją wygrywa, jest wielkim przegranym. W II wojnie Niemcy ponieśli ogromne ofiary, ale to piekło oni rozpętali. Przyczynili się do tego głosowaniem na Hitlera, wstępowaniem w szeregi partii nazistowskiej, wiarą w słowa Goebbelsa, oklaskiwaniem pady hitlerowców, krzykami „Heil Hitler!”, a nawet milczeniem, brakiem reakcji.

Niestety, konsekwencje tak poważnych decyzji trzeba kiedyś ponieść…

topGAZETA WYBORCZA, Wtorek 16 września 2003, www.gazeta.pl