Wysuń menu główne / MAIN MENU «•» wysuń / schowaj MENU
uStronie INDEX
Strona zgodna z najnowszą normą XHTML 1.1.: uStronie :. Spis artykułów / CONTENT
forum | chat | księga gości
INDEX Biblia Artykuły Hebrajski

Skutecznie, boleśnie, bezprawnie

Izrael: Czy wolno skrytobójczo zabijać terrorystów?
Szejk Dżamal Mansur od wielu tygodni nie nocował we własnym łóżku. Będąc politycznym przywódcą Hamasu na Zachodnim Brzegu, oskarżanym przez Izraelczyków o liczne zamachy na cywilną ludność, a między innymi o śmierć dwudziestu czterech nastolatków u wejścia do telawiwskiej dyskoteki, Mansur wiedział, że jest na celowniku; że syjoniści czyhają na jego życie. Nie potrafił tylko przewidzieć, że śmierć wleci przez okno. Codziennie zmieniał miejsce noclegu, a co kilka dni trasę, którą służbowy Mercedes wiózł go do biura.

30 lipca o drugiej po południu zwołał naradę swoich najbliższych współpracowników w komendzie Hamasu w Nablusie, czuł się bezpieczny. Zaufani ochroniarze pilnowali drzwi.

Pięć po drugiej nad budynkiem Hamasu pojawiły się dwa izraelskie śmigłowce. Pierwszy wskazał laserowym promieniem okno pokoju na trzecim piętrze. Drugi wystrzelił dwie rakiety. Ochroniarze natychmiast wpadli do sali obrad. Przez kilka minut dym przesłaniał wszystko. Gdy się rozwiał, mogli już tylko liczyć trupy. Oprócz szejka Mansura zginęli także Salim Demoni, odpowiedzialny za działalność zamachowców-samobójców, dwaj mniej znani aktywiści Hamasu oraz dwóch palestyńskich dziennikarzy. A co gorsza – odłamki śmiertelnie poraziły także dwoje dzieci; jedno ośmioletnie, drugie dziesięcioletnie. Na razie nie wiadomo, skąd się tam wzięły, czego szukały w tym okrutnym dorosłym świecie.

Fizyczna likwidacja Dżamala Mansura świadczyła o doskonałej pracy izraelskiego wywiadu. Nie ulega wątpliwości, że agent Mosadu lub innej tajnej formacji znajdował się w pobliżu budynku, a może nawet wewnątrz w jakimś innym pomieszczeniu, i że utrzymywał stały kontakt radiowy z helikopterami. W Izraelu „Akcja Mansur” wzbudziła niemal powszechny aplauz. W Europie, a także w Stanach Zjednoczonych, które na ogół murem stoją przy Izraelczykach, została ostro potępiona. Nowy ambasador USA w Tel Awiwie Dan Kretzner określił zabijanie Palestyńczyków podejrzanych o planowanie i dokonywanie aktów terroru jako „wykonywanie wyroku bez procesu sądowego”. W stolicach europejskich mówi się o działalności sprzecznej z prawem międzynarodowym.

Na odpowiedź Jerozolimy nie trzeba było długo czekać. Premier Ariel Szaron oznajmił dziennikarzom, że wprawdzie nie jest zachwycony drogą, którą wybrał, ale w obliczu zagrożenia terrorem uważa ją za skuteczną i jak na razie nie widzi lepszej. Następnego dnia gabinet rządowy podjął decyzję: polityka fizycznej likwidacji wrogów będzie kontynuowana.

Wszyscy podejrzani

Skuteczność bezprawnej metody nie podlega dyskusji. Pięć dni przed śmiercią Dżamala Mansura i jego podwładnych rakieta wystrzelona z helikoptera trafiła w samochód jadący boczną ulicą Nablusu. Salah Darwadze, dowódca jednej z terrorystycznych grup Hamasu, zginął na miejscu. Tego samego dnia palestyński Sąd Doraźny, po 90-minutowej rozprawie bez obrońcy, skazał na śmierć Ahmeda Abu Issaha, ojca dziewięciorga dzieci. Abu Issah przyznał się do współpracy z izraelskimi władzami bezpieczeństwa. Sędziom powiedział, że za każdą informację otrzymywał 50 dolarów. Zgromadzony przed budynkiem sądu tłum skandował: śmierć zdrajcom!

Natychmiastowe wykonanie wyroku wywołało falę nagonki na prawdziwych i rzekomych szpiegów. Tej samej nocy nieznani sprawcy zastrzelili dwóch domniemanych „zdrajców”: jednego w Ramalli, drugiego w Betlejem. Nazajutrz we wsi Beth Sahur zginął trzeci. Jakby dla zamknięcia tego krwawego tygodnia Sąd Doraźny postawił przed pluton egzekucyjny trzech Palestyńczyków oskarżonych o współpracę w likwidacji przywódcy Fatahu, Thabeta. Thabet został zabity przez izraelskich snajperów.

Na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy panuje atmosfera ogólnej podejrzliwości. Nowo powstała podziemna organizacja Brygady Martyrologii El-Aksa węszy kolaboranta w każdym niemal mieszkańcu, zapowiada zemstę i obiecuje działać, jeszcze zanim dosięgną go formalne organy władzy. W obozach dla uchodźców demonstrują dzieci z przypiętymi do ciała atrapami materiałów wybuchowych. Natomiast liderzy ruchów islamistycznych, a także niektórzy dowódcy partyjnych bojówek Fatahu otrzymali nakaz zejścia do podziemia. Nie jest tajemnicą, że od rozpoczęcia intifady zginęło pięćdziesięciu Palestyńczyków uważanych przez izraelskie władze bezpieczeństwa za odpowiedzialnych za zamachy na cywilną ludność. Szef Szin Betu (sił bezpieczeństwa) Adam Dichter złożył na ręce Arafata listę dodatkowych pięćdziesięciu osób uważanych za terrorystów. Izrael domaga się ich natychmiastowego aresztowania. Ponieważ Jaser Arafat nie uczynił dotychczas nic, co zmierzałoby do ograniczenia ich działalności, przypuszczalnie także oni są kandydatami na ofiary izraelskich komand likwidacyjnych.

Egzekucja przez telefon

Prawdą jest, że polityka indywidualnej eliminacji nie rozpoczęła się z wybuchem intifady we wrześniu ubiegłego roku. Pierwszym przypadkiem, który nabrał międzynarodowego rozgłosu, była likwidacja Jahi Ajasza, pseudonim „Inżynier”, w styczniu 1996 r. Ajasz, mieszkaniec Gazy, uważany był za speca numer jeden w budowie i maskowaniu skomplikowanych ładunków wybuchowych. Zginął podczas rozmowy telefonicznej: kilka sekund po tym, gdy przyłożył do ucha swój komórkowy telefon, aparat eksplodował i roztrzaskał mu głowę. W podobny sposób został zabity w swoim paryskim mieszkaniu Mahmud El-Hamszari, dowódca jednostki terrorystycznej Komando 17. Natomiast Pathi Szkaki, lider Dżihadu Islamskiego, został zastrzelony przez agenta Mosadu w październiku 1995 r. na ruchliwej ulicy, w biały dzień, podczas urlopu na Malcie.

Wciąż zmieniające się modus operandi w dużej mierze zapewnia powodzenie takich akcji, aczkolwiek nie brak było także poważnych wpadek. Przypomnijmy dwie najistotniejsze:

Haled Masz’al dowodził islamistycznymi grupami terrorystycznymi ze swojej kwatery w Ammanie. Mosad doszedł do wniosku, że jego likwidacja będzie ciosem dla sił Dżihadu działających na Zachodnim Brzegu. Dwóch agentów zbliżyło się do niego na jednej z ruchliwszych ulic jordańskiej stolicy. Jeden wykorzystując tłok otarł się o Masz’ala i posmarował mu głowę śmiertelną trucizną. Masz’al stracił przytomność i został odwieziony do szpitala, ale obaj agenci działający bez podjęcia koniecznych środków ostrożności zostali ujęci przez miejscową policję, jeszcze zanim udało im się wyjechać poza granice Jordanii. Za powrót do kraju niefortunnych agentów Izrael zapłacił dostarczeniem odtrutki, która uratowała życie Masz’ala, oraz zwolnieniem szejka Jassina z wieloletniego aresztu. Dzisiaj Jassin jest przywódcą duchowym skrajnych ruchów islamskich w Gazie.

Również poprzednie niepowodzenie Mosadu przysporzyło Izraelowi sporo kłopotów. Podczas olimpiady w Monachium w 1972 r. zamachowcy Organizacji Wyzwolenia Palestyny zamordowali dziesiątkę izraelskich sportowców. Jerozolima przysięgła im krwawą zemstę. W ciągu następnego dziesięciolecia udało się zidentyfikować trzynastu odpowiedzialnych za masakrę. Wszyscy zginęli. Tylko w jednym przypadku agentom Mosadu powinęła się noga. Pięciu agentów wysłanych do Lillehammer w Norwegii błędnie rozpoznało swoją ofiarę i zamiast wyższego oficera OWP Ali Hasana Salamę zastrzelili bogu ducha winnego algierskiego kelnera o nazwisku Ahmed Busziki. Jeden z nich Dan Arbel został aresztowany. Norweska policja szybko się zorientowała, że Arbel cierpi na klaustrofobię. Osadzony w małej, pojedynczej celi agent nie tylko wsypał swoich wspólników, ale także przekazał Norwegom mnóstwo kompromitujących szczegółów o działalności Mosadu w krajach skandynawskich. Sprawa zakończyła się międzynarodowym skandalem. Ali Hasan Salame został zastrzelony w Bejrucie w 1979 r. przez wojskowe komando pod dowództwem Ehuda Baraka, późniejszego premiera Państwa Izrael.

Wszystko jest koszerne

Akcje likwidacyjne znajdują spore poparcie izraelskiej opinii publicznej. Niepowodzenie rokowań politycznych przypisywane tutaj stronie palestyńskiej oraz nieustające akty terroru, których ofiarą padają przede wszystkim cywile, leżą u podstaw ogólnych antypalestyńskich nastrojów. Nawet liberalną lewicę, która do niedawna wierzyła w możliwość porozumienia, ogarnia coraz większy pesymizm. W atmosferze niepewności, a także poczucia bezradności, wszystkie środki prowadzące do zabezpieczenia normalnego, codziennego życia wydają się być koszerne. Moralne i prawne aspekty akcji likwidacyjnych przestają mieć znaczenie, nawet gdy w ich wyniku giną niewinni, przypadkowi ludzie, a czasami także dzieci – jak to miało miejsce ostatnio w Nablusie. Potępienie ze strony krajów europejskich, mogących sobie pozwolić na luksus abstrakcyjnej sprawiedliwości, odbierane jest jako wrogość w stosunku do państwa żydowskiego.

Najistotniejsze, w praktycznym sensie tej kwestii, jest oczywiście pytanie, w jakiej mierze indywidualne wyniszczanie ekstremistycznych przywódców godzi w samą istotę terroru. Reakcja palestyńskiej ulicy nie wydaje się wskazywać na osłabienie chęci walki. Pogrzeby zastrzelonych przekształcają się w masowe antyizraelskie demonstracje. A w czasie, gdy szef Szin Betu mówi o braku „fachowych sił” w Hamasie i Islamskim Dżihadzie, liczba kandydatów na samobójczą śmierć z ładunkiem wybuchowym przypiętym do pasa zwiększa się z dnia na dzień. Światło w końcu bliskowschodniego tunelu to wciąż jeszcze odblask pożaru.

topRoman Frister z Tel-Awiwu polityka NUMER 33/2001 (2311)