Wysuń menu główne / MAIN MENU «•» wysuń / schowaj MENU
uStronie INDEX
Strona zgodna z najnowszą normą XHTML 1.1.: uStronie :. Spis artykułów / CONTENT
forum | chat | księga gości
INDEX Biblia Artykuły Hebrajski

Meczet niezgody

[zob. też: Kto bliżej nieba? ]
Izrael: Strajk świątyń chrześcijańskich w Ziemi Świętej
Przez dwa dni wrota świątyń chrześcijańskich w Ziemi Świętej były zamknięte na głucho. Strajkowali zgodnie katolicy rzymscy, prawosławni, Kościół ormiański przeciw rozpoczęciu budowy meczetu w Nazarecie, tuż obok słynnej Bazyliki Zwiastowania, wzniesionej w miejscu, gdzie według tradycji chrześcijańskiej anioł zapowiedział Marii, że urodzi Jezusa. Konflikt narastał od dawna, jego eskalacja grozi planowanej wizycie papieża, ale może też zrujnować stosunki żydowsko-katolickie i dodatkowo utrudnić bliskowschodni proces pokojowy.
christianity

Muzułmanie pielgrzymkę do Mekki uważają za największe wydarzenie życia. Jak by się czuli, gdyby zastrajkowało tamtejsze sanktuarium? Podobny zawód musieli przeżyć w ostatnich dniach pielgrzymi, którzy stanęli u zamkniętych wrót Bazyliki Grobu Pańskiego w Jerozolimie i innych świątyń wybudowanych w świętych miejscach religii chrześcijańskiej w Izraelu. Bezprecedensowy strajk kościołów był aktem solidarności głównych wyznań chrześcijańskich w Ziemi Świętej.

Tym, co połączyło tutejszych chrześcijan – na co dzień bardzo pielęgnujących swoje odrębności – okazał się upór muzułmanów z Nazaretu, miasta etnicznie arabskiego, ale podzielonego na dwie społeczności – chrześcijańską i islamską. Miejscowi Palestyńczycy muzułmanie pod przewodem Sulejmana Abu Ahmeda chcą wybudować meczet w miejscu, gdzie pochowano średniowiecznego bohatera wojen z krzyżowcami, szejka Szahaba el-Dina. Meczet ma być okazały, a jego minaret – wieża, skąd zwołuje się wiernych na modły – ma górować nad bazyliką Zwiastowania.

Do zamieszek na tym tle między arabskimi mieszkańcami Nazaretu doszło już w Wielkanoc. Kościół katolicki i inne wspólnoty chrześcijańskie od początku były przeciw. Uważały plan muzułmanów za prowokację; słowo to padło także z ust watykańskiego rzecznika Navarro-Vallsa. Przecież Ziemia Święta zwłaszcza teraz, u progu III milenium i przed wizytą papieża planowaną na przełom marca i kwietnia – powinna dawać przykład współpracy, a przynajmniej pokojowego współistnienia trzech wielkich religii objawionych: żydowskiej, chrześcijańskiej i islamskiej.

O to samo zabiegają od lat tutejsi przywódcy polityczni, którzy zdają sobie sprawę, jaką beczką prochu są na Bliskim Wschodzie antagonizmy religijne. Tylko że polityka ma też inne cele. Gdy więc prawicowy premier Izraela Netanjahu potrzebował głosów wyborczych, również arabskich obywateli Izraela, zgodził się na meczet w Nazarecie. Przegrał, ale jego następca lewicowy Ehud Barak zgody nie wycofał, bo chcąc nadać nowy impet rokowaniom pokojowym, wolał nie wywoływać nowego konfliktu z Palestyńczykami i nie prowokować rosnących w siłę palestyńskich fundamentalistów w Izraelu.

Tymczasem przywódca Palestyńczyków Arafat (żonaty z chrześcijanką) nie życzy sobie konfliktu z wyznawcami Chrystusa. Arafat i przychylna mu Wysoka Rada Islamska w Gazie odcięli się od swych rodaków w Nazarecie. Nazaret bowiem to nie Jerozolima, w której wschodniej części ekipa Arafata chce mieć przyszłą stolicę przyszłego państwa palestyńskiego. Watykan nie mówił dotąd „nie” wobec tych ambicji. Teraz, dotknięty sprawą meczetu, może zmienić zdanie.

Ale także Izrael ma sporo do przegrania. Stosunki między państwem żydowskim i Stolicą Apostolską za pontyfikatu Jana Pawła II są dobre, jak chyba nigdy wcześniej. Można mówić o historycznym przełomie w pokonywaniu nieufności i uprzedzeń po obu stronach. Ukoronowaniem tego procesu byłaby milenijna pielgrzymka papieża na Bliski Wschód; w Izraelu Jan Paweł II chce odwiedzić między innymi Jerozolimę i właśnie Nazaret, gdzie według tradycji Jezus spędził wczesne dzieciństwo. Jeśli konflikt się zaostrzy, papież może odwołać ten punkt programu wizyty, a nawet w ogóle nie przybyć do Izraela. Zabrakłoby czytelnego znaku pojednania, który miałby też oczywiste znaczenie polityczne – pozytywne dla wizerunku państwa żydowskiego w oczach miliardowej społeczności katolickiej.

Spór o meczet w Nazarecie pociągnie także – już pociąga – wymierne straty ekonomiczne. Zamknięte wrota świątyń chrześcijańskich odstraszą pielgrzymów, którzy „w cywilu” są po prostu dewizowymi turystami. Strajk może się powtórzyć na przykład w nadchodzące święta Bożego Narodzenia lub w okresie tuż przed spodziewaną pielgrzymką papieża. Ziemia Święta – przede wszystkim Izrael – oczekuje napływu trzech milionów pielgrzymów. Kryzys meczetowy może dramatycznie pokrzyżować te plany i drastycznie zredukować liczbę gości.

Kamień węgielny pod budowę meczetu w Nazarecie został położony. Trzy tysiące wiernych zgromadzonych w sąsiedztwie Bazyliki Zwiastowania wpatrywało się z nabożnym skupieniem w inskrypcję wyszytą na zielonym okryciu kamienia: „Nie ma Boga prócz Allacha, a Mahomet jest jego prorokiem”. Uroczystość zbojkotowali czołowi politycy izraelscy i palestyńscy. Dzień później drzwi świątyń chrześcijańskich otwarto.

Nie ustają zarazem próby rozbrojenia tej miny podłożonej pod pokój religijny i etniczny. Izrael zapewnia ustami wysokich oficjeli, że budowa meczetu nie zacznie się przed rokiem 2001, świątynia nie zasłoni bazyliki, przygotowania do pielgrzymki papieża idą pełną parą. Arafat i współpracujący z nim palestyńscy działacze muzułmańscy dystansują się od nazareńskich radykałów; nawet arcykonserwatywna (lecz prozachodnia) Arabia Saudyjska – tradycyjny kustosz miejsc świętych islamu – zaproponowała, że zapłaci za budowę meczetu w innym miejscu. Ale czy Abu Ahmed i inni islamiści w Nazarecie i poza nim zechcą dostrzec, o jak wysoką stawkę toczy się ta gra o meczet? Wszak zapowiedzieli, że nie życzą sobie w tym miejscu żadnych symboli chrześcijańskich.

topAdam Waksman polityka NUMER 50/1999 (2223)


Korespondencja z Nazaretu
Jakby innych zapalnych spraw było mało, izraelska komisja rządowa anulowała zezwolenie na budowę meczetu Szihab-a-Din w Nazarecie. W założeniu miał być wyższy od dzwonnicy Bazyliki Zwiastowania, symbolizując hegemonię mahometan w jednym z najbardziej chrześcijańskich miast na świecie. Decyzja ta dodatkowo zaogniła sytuację.

Ojciec Pierbattista Pizzaballa z trudem hamował swoje oburzenie: – Budowa meczetu w sercu Nazaretu, w bezpośrednim sąsiedztwie Bazyliki Zwiastowania, stanowi brudną prowokację. Wedle niego Stolica Apostolska nie może milczeć w obliczu czynu, który wzburza cały katolicki świat.

– Nie chcąc naruszać dobrosąsiedzkich stosunków z mahometanami, długo wstrzymywaliśmy się od głośnej ingerencji. Teraz przebrała się miarka naszej cierpliwości.

Protokolantka skrzętnie notowała każde słowo. Członkowie komisji, którą rząd Izraela powołał do rozpatrzenia sprawy, milczeli. W ciszy pokoju konferencyjnego donośnie zabrzmiały słowa przewodniczącego nazaretańskich islamistów Ahmeda Salaha Hamoudy: – Proszę zapisać, że ludność chrześcijańska od dawna nie stanowi u nas większości. Nazaret jest miastem muzułmańskim i ma prawo do swojej świątyni.

Jakby dla podkreślenia tych słów dzień po obradach komisji tysiące muzułmanów wyległo na ulice miasta, protestując przeciw decyzji rządu o wstrzymaniu prac budowlanych. Przedstawiciele ruchów islamskich nie mają zamiaru czekać, aż komisja wypowie się w tej sprawie. Na świeżo odlanych fundamentach dyżurują religijne warty, na ramieniu wielkiego dźwigu powiewa zielona flaga islamu. Na straganach miejskiego targu sprzedaje się pocztówki i medale z widokiem projektowanego meczetu; cały dochód przeznaczony jest na walkę z niewiernymi.

Kiedyś stały tu, na placu koło bazyliki, szkoła oraz niewielki muzułmański dom modłów, wzniesiony przy grobowcu szejka Szihab-a-Dina. W oczekiwaniu na pielgrzymów, którzy zjechać się mieli na uroczystości milenijne, burmistrz Nazaretu Rams Dżerajsi (chrześcijanin) polecił zburzyć istniejące budynki, aby otworzyć przestrzeń prowadzącą do Bazyliki Zwiastowania i sąsiadującego z nią kościoła św. Józefa. Ludność muzułmańska odpowiedziała masowymi demonstracjami, które zakończyły się wzniesieniem „namiotu protestu” na spornym terenie. „Namiot protestu” stał się faktycznie miejscem kazań i modłów, rodzajem zastępczego meczetu.

Wkrótce po tym, nie czekając na urzędowe zezwolenie, muzułmanie rozpoczęli prace budowlane. Sprawa trafiła do sądu, który nakazał przerwanie budowy. Zarząd Wakfu zignorował wyrok. Koparki kontynuowały pracę, a w mieście głośno mówiono, że minaret meczetu przewyższy kopułę bazyliki. Izraelskie władze w Jerozolimie skłonne były pójść na kompromis. Zbliżał się dzień wizyty Jana Pawła II. Istniała uzasadniona obawa, że papież, krocząc do bazyliki, będzie musiał przedzierać się przez tłum demonstrantów, że spokój uroczystej pielgrzymki zakłócą starcia z policją. Ówczesny rząd Ehuda Baraka zaproponował porozumienie: muzułmanie otrzymają zezwolenie na wzniesienie meczetu o powierzchni nieprzekraczającej 700 m kw., takiego, który swą bryłą nie zaćmi blasku potężnej Bazyliki Zwiastowania. Ponadto dostaną 400 tys. dol. na cele religijne. W zamian za to zwiną „namiot protestu” i zaprzestaną ulicznych demonstracji.

W cichych rokowaniach uzyskano zgodę muzułmańskich fundamentalistów. Wizyta papieża odbyła się bez zakłóceń, ale warunki kompromisu nie zostały dotrzymane. W ostatnią noc sylwestrową zjechały na plac budowy betoniarki; odlano fundamenty zapowiadające wzniesienie gmachu znacznie przekraczającego rozmiary zatwierdzone przez poprzedni rząd. Spór wrócił do początkowej fazy, tyle że w znacznie ostrzejszej formie.

Prawdą jest, że we wrzącym kotle napięcia mieszało mnóstwo miejscowych i zagranicznych czynników. Opinia izraelskiego Szin Betu była, przypuszczalnie, jednym z bardziej istotnych dokumentów. Gdy upadła nadzieja, że ktoś inny wyjmie za nią gorące kasztany z ognia, także Stolica Apostolska wyraźnie sprecyzowała swoje stanowisko. Prezydent Bush przerwał neutralne milczenie. Wysłannicy Białego Domu przekonywali premiera Ariela Szarona, że islamscy fundamentaliści w Nazarecie czerpią natchnienie z antyamerykańskiej i antyzachodniej doktryny Osamy ibn Ladena. Zastępca burmistrza Salman Abu Achmed nie pozostał dłużny: – Decyzja rządu w Jerozolimie – powiedział – to nic innego jak dalszy ciąg kampanii przeciw wyznawcom Proroka, którą Ameryka rozpoczęła w Afganistanie.

Spór wokół meczetu Szihab-a-Din przestaje być sprawą lokalną; staje się nieodłączną częścią globalnego konfliktu. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak się sprawy potoczą i jak zakończą. Na razie wszystkie posterunki policji w rejonie Nazaretu postawiono w stan ostrego pogotowia.

topRoman Frister z Tel-Awiwu polityka NUMER 12/2002 (2342)