Wysuń menu główne / MAIN MENU «•» wysuń / schowaj MENU
uStronie INDEX
Strona zgodna z najnowszą normą XHTML 1.1.: uStronie :. Spis artykułów / CONTENT
forum | chat | księga gości
INDEX Biblia Artykuły Hebrajski

Kto bliżej nieba?

[zob. też: Meczet niezgody ]
Korespondencja z Nazaretu
Jakby innych zapalnych spraw było mało, izraelska komisja rządowa anulowała zezwolenie na budowę meczetu Szihab-a-Din w Nazarecie. W założeniu miał być wyższy od dzwonnicy Bazyliki Zwiastowania, symbolizując hegemonię mahometan w jednym z najbardziej chrześcijańskich miast na świecie. Decyzja ta dodatkowo zaogniła sytuację.

Ojciec Pierbattista Pizzaballa z trudem hamował swoje oburzenie: – Budowa meczetu w sercu Nazaretu, w bezpośrednim sąsiedztwie Bazyliki Zwiastowania, stanowi brudną prowokację. Wedle niego Stolica Apostolska nie może milczeć w obliczu czynu, który wzburza cały katolicki świat.

– Nie chcąc naruszać dobrosąsiedzkich stosunków z mahometanami, długo wstrzymywaliśmy się od głośnej ingerencji. Teraz przebrała się miarka naszej cierpliwości.

Protokolantka skrzętnie notowała każde słowo. Członkowie komisji, którą rząd Izraela powołał do rozpatrzenia sprawy, milczeli. W ciszy pokoju konferencyjnego donośnie zabrzmiały słowa przewodniczącego nazaretańskich islamistów Ahmeda Salaha Hamoudy: – Proszę zapisać, że ludność chrześcijańska od dawna nie stanowi u nas większości. Nazaret jest miastem muzułmańskim i ma prawo do swojej świątyni.

Jakby dla podkreślenia tych słów dzień po obradach komisji tysiące muzułmanów wyległo na ulice miasta, protestując przeciw decyzji rządu o wstrzymaniu prac budowlanych. Przedstawiciele ruchów islamskich nie mają zamiaru czekać, aż komisja wypowie się w tej sprawie. Na świeżo odlanych fundamentach dyżurują religijne warty, na ramieniu wielkiego dźwigu powiewa zielona flaga islamu. Na straganach miejskiego targu sprzedaje się pocztówki i medale z widokiem projektowanego meczetu; cały dochód przeznaczony jest na walkę z niewiernymi.

Kiedyś stały tu, na placu koło bazyliki, szkoła oraz niewielki muzułmański dom modłów, wzniesiony przy grobowcu szejka Szihab-a-Dina. W oczekiwaniu na pielgrzymów, którzy zjechać się mieli na uroczystości milenijne, burmistrz Nazaretu Rams Dżerajsi (chrześcijanin) polecił zburzyć istniejące budynki, aby otworzyć przestrzeń prowadzącą do Bazyliki Zwiastowania i sąsiadującego z nią kościoła św. Józefa. Ludność muzułmańska odpowiedziała masowymi demonstracjami, które zakończyły się wzniesieniem „namiotu protestu” na spornym terenie. „Namiot protestu” stał się faktycznie miejscem kazań i modłów, rodzajem zastępczego meczetu.

Wkrótce po tym, nie czekając na urzędowe zezwolenie, muzułmanie rozpoczęli prace budowlane. Sprawa trafiła do sądu, który nakazał przerwanie budowy. Zarząd Wakfu zignorował wyrok. Koparki kontynuowały pracę, a w mieście głośno mówiono, że minaret meczetu przewyższy kopułę bazyliki. Izraelskie władze w Jerozolimie skłonne były pójść na kompromis. Zbliżał się dzień wizyty Jana Pawła II. Istniała uzasadniona obawa, że papież, krocząc do bazyliki, będzie musiał przedzierać się przez tłum demonstrantów, że spokój uroczystej pielgrzymki zakłócą starcia z policją. Ówczesny rząd Ehuda Baraka zaproponował porozumienie: muzułmanie otrzymają zezwolenie na wzniesienie meczetu o powierzchni nieprzekraczającej 700 m kw., takiego, który swą bryłą nie zaćmi blasku potężnej Bazyliki Zwiastowania. Ponadto dostaną 400 tys. dol. na cele religijne. W zamian za to zwiną „namiot protestu” i zaprzestaną ulicznych demonstracji.

W cichych rokowaniach uzyskano zgodę muzułmańskich fundamentalistów. Wizyta papieża odbyła się bez zakłóceń, ale warunki kompromisu nie zostały dotrzymane. W ostatnią noc sylwestrową zjechały na plac budowy betoniarki; odlano fundamenty zapowiadające wzniesienie gmachu znacznie przekraczającego rozmiary zatwierdzone przez poprzedni rząd. Spór wrócił do początkowej fazy, tyle że w znacznie ostrzejszej formie.

Prawdą jest, że we wrzącym kotle napięcia mieszało mnóstwo miejscowych i zagranicznych czynników. Opinia izraelskiego Szin Betu była, przypuszczalnie, jednym z bardziej istotnych dokumentów. Gdy upadła nadzieja, że ktoś inny wyjmie za nią gorące kasztany z ognia, także Stolica Apostolska wyraźnie sprecyzowała swoje stanowisko. Prezydent Bush przerwał neutralne milczenie. Wysłannicy Białego Domu przekonywali premiera Ariela Szarona, że islamscy fundamentaliści w Nazarecie czerpią natchnienie z antyamerykańskiej i antyzachodniej doktryny Osamy ibn Ladena. Zastępca burmistrza Salman Abu Achmed nie pozostał dłużny: – Decyzja rządu w Jerozolimie – powiedział – to nic innego jak dalszy ciąg kampanii przeciw wyznawcom Proroka, którą Ameryka rozpoczęła w Afganistanie.

Spór wokół meczetu Szihab-a-Din przestaje być sprawą lokalną; staje się nieodłączną częścią globalnego konfliktu. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak się sprawy potoczą i jak zakończą. Na razie wszystkie posterunki policji w rejonie Nazaretu postawiono w stan ostrego pogotowia.

topRoman Frister z Tel-Awiwu polityka NUMER 12/2002 (2342)