Wysuń menu główne / MAIN MENU «•» wysuń / schowaj MENU
uStronie INDEX
Strona zgodna z najnowszą normą XHTML 1.1.: uStronie :. Spis artykułów / CONTENT
forum | chat | księga gości
INDEX Biblia Artykuły Hebrajski
Kalendarium wydarzeń
1978, marzec – w odwecie za napad na pasażerski autobus izraelskie wojska wkroczyły około 10 km w głąb południowego Libanu. Tysiące terrorystów ówczesnej Organizacji Wyzwolenia Palestyny uciekły na północ. Po wycofaniu armii izraelskiej faktyczną władzę w terenie przejęły chrześcijańskie milicje pod dowództwem libańskiego majora Saada Haddada. Zadaniem tych milicji była ochrona chrześcijańskich wiosek przed szykanami szyitów. Major Haddad koordynował działalność z izraelskimi władzami.

1982, czerwiec – prawicowy rząd Menachema Begina decyduje się na frontalne zaatakowanie umocnień palestyńskich w południowym Libanie. Akcję poprzedziły tajne porozumienia z przywódcami chrześcijańskich falang w Bejrucie. Izraelski minister obrony Ariel Szaron planuje stworzenie marionetkowego rządu z liderem falang Baszirem Dżumajlem na czele. Rząd ten ma podpisać umowę pokojową z Izraelem, ale Dżumajl ginie w zamachu, ambitny plan upada.

1982, lipiec – pierwotna decyzja rządu w Jerozolimie przewiduje oczyszczenie 40-kilometrowego pasa przygranicznego. Jaser Arafat wycofuje swoje jednostki i zakłada kwaterę główną w Bejrucie. W Libanie od lat trwa wojna domowa, władze są bezsilne wobec palestyńskiej partyzantki. Wojska izraelskie ścigają uzbrojonych Palestyńczyków aż do Bejrutu. Arafat ucieka do Tunisu.

1982, wrzesień – rzeź Palestyńczyków w obozach uciekinierów Sabra i Szatila koło Bejrutu. Rzezi dokonują falangiści (chrześcijańska milicja libańska), w odwecie za zabicie Baszira Dżemajela — chrześcijańskiego prezydenta Libanu, w miesiąc po jego wyborze (zginął w zamachu bombowym na siedzibę dowództwa armii libańskiej we wschodnim Bejrucie. W wyniku tej rzezi, w Izraelu wzrasta fala protestów przeciw wojnie z Libanem.

1983, luty – komisja pod przewodnictwem sędziego sądu najwyższego uznaje ministra Ariela Szarona oraz szefa sztabu gen. Rafaela Ejtana odpowiedzialnymi za wydarzenia w obozach uciekinierów i żąda ich natychmiastowej dymisji.

1985, styczeń – utworzony w wyniku tych wydarzeń rząd jedności narodowej (premierem jest Szimon Peres) nakazuje odwrót izraelskich wojsk z Libanu, aż do przygranicznej strefy buforowej szerokości ok. 15 km. Milicje majora Haddada przekształcają się w Armię Południowego Libanu pod dowództwem generała Antoine’a Lahada i przejmują pełną kontrolę tej strefy. Oficerowie i żołnierze APL pobierają żołd z kasy izraelskiego MON.

1985, lato – miejsce wypędzonych jednostek OWP zajmują oddziały islamskiej Hezbollah. Jednostki te kontynuują akty terroru, ostrzeliwują katiuszami izraelskie osiedla w Galilei i nękają napadami umocnienia APL. Hezbollah korzysta z intensywnej pomocy Syrii i Iranu.

1996, kwiecień – Izrael rozpoczyna szeroko zakrojoną akcję odwetową nazwaną Grona Gniewu. Pół miliona szyickich wieśniaków ucieka ze strefy buforowej. Armia Południowego Libanu liczy już 2500 żołnierzy. W strefie buforowej powstają umocnienia obsadzone przez izraelskie jednostki. Trwają nieustanne walki z Hezbollah, po obu stronach padają liczni zabici.

2000, maj – premier Ehud Barak dotrzymuje przedwyborczych obietnic: strefa buforowa zostaje zlikwidowana, APL jest rozwiązana, jej żołnierze i ich rodziny (ok. 6000 osób) otrzymują azyl w Izraelu. ONZ uznaje odwrót za pełne wykonanie rezolucji 425 Rady Bezpieczeństwa i wzmacnia siły UNIFIL w strefie przygranicznej.

Hezbollahland

Liban: Izraelczycy wyszli
liban flag 24 maja 2000 r. o godz. 6.25 rano ostatni izraelski żołnierz opuścił Liban i zamknął za sobą bramę w granicznym płocie. Bez oklasków i ogni sztucznych zakończyła się 18-letnia okupacja strefy buforowej, ale jak zwykle na Bliskim Wschodzie każdy dobry koniec ma swój wątpliwy początek.

Politycy rzadko wywiązują się z przedwyborczych obietnic. Ehud Barak jest pod tym względem pewnym wyjątkiem. Przyrzeczenia o wycofaniu się w ciągu roku z południowego Libanu dotrzymał na miesiąc przed zapowiedzianym terminem. W nowojorskiej kwaterze ONZ oświadczono, że Izrael wykonał co do joty zalecenia rezolucji 425. Przywódca Hezbollah, szejk Nasralla, przypisuje „pospieszny odwrót syjonistów” sile swoich jednostek bojowych. Prawdą jest, że potężna, nowoczesna izraelska armia z trudem stawiała czoło wciąż przemieszczającej się z miejsca na miejsce partyzantce islamistów (zob. Dwa szatany i Allah). Ale prawdą jest także fakt, że do wycofania się z tak zwanej strefy buforowej nie zmusiły Baraka wyrzutnie rakiet Hezbollah, lecz nacisk wewnętrznej opinii publicznej. Obietnica ostatecznego zakończenia wojny libańskiej przyczyniła się do jego zwycięstwa w wyborach. Co więcej, wyposażenie Hezbollah w rakiety średniego zasięgu pozbawiły 15-kilometrowy pas bezpieczeństwa jego strategicznego znaczenia. Nic nie usprawiedliwiało już nieustannych potyczek i licznych strat w ludziach.

Liban

Wkroczenie izraelskich wojsk na teren Libanu w marcu 1982 r. (patrz kalendarium) nigdy nie zyskało aprobaty społecznej. Izraelska polityka militarna zawsze odżegnywała się od wojny zaczepnej. Rozbudowa armii wyposażonej w najnowocześniejszy sprzęt bojowy, łącznie z bronią jądrową, służyć miała wyłącznie celom obronnym. Prawicowo-narodowy triumwirat Menachem Begin (premier), Ariel Szaron (minister obrony) i Rafael Ejtan (szef sztabu) złamał tę uświęconą zasadę. Dzisiaj z perspektywy czasu wojskowi historycy coraz głośniej twierdzą, że Izrael powinien był wycofać się z Libanu natychmiast po osiągnięciu wyznaczonego celu, a więc po rozbiciu stacjonujących w tym kraju oddziałów Organizacji Wyzwolenia Palestyny. Zdaniem tych historyków na izraelskiej okupacji południowego Libanu zyskiwała przede wszystkim Syria. Obecność izraelskich wojsk na libańskiej ziemi sankcjonowała politycznie i militarnie istnienie silnych syryjskich garnizonów w dolinie Bekaa, na wschód od Bejrutu. Nic więc dziwnego, że najzagorzalszym krytykiem ugodowej polityki premiera Baraka był Hafez el-Asad. Prezydent Syrii nazwał decyzję o wycofaniu się ze strefy buforowej „aktem agresji, podminowującym nadzieję na pokojowe rozwiązanie konfliktu”.

Ehud Barak usiłował osiągnąć z Damaszkiem porozumienie, na mocy którego zajęte przez Izrael Wzgórza Golan zostałyby przekazane Syrii. W zamian za to w ramach ogólnej umowy pokojowej Asad zobowiązałby się do zaprzestania aktów terroru dokonywanych z Libanu. Leży to w jego możliwościach, bo bez dostaw broni transportowanej z Iranu przez lotnisko w Damaszku Hezbollah udusiłaby się jak ryba bez wody. Jednak rokowania izraelsko-syryjskie spaliły na panewce, a prezydent Clinton, ich główny inicjator i pośrednik, obarczył Asada winą za niepowodzenie rozmów. W ubiegłym tygodniu, składając sprawozdanie w Komisji Spraw Zagranicznych i Bezpieczeństwa Knesetu, szef wywiadu wojskowego gen. Amos Malka przewidział syryjskie próby „ponownego rozognienia granicy”, aby w ten sposób zmusić Izrael do wznowienia pertraktacji. Zaś korespondent brytyjskiego „Sunday Times’a” donosi z Damaszku o rozbudowie ośrodka szkoleniowego dla palestyńskich terrorystów sprzeciwiających się pokojowej polityce Jasera Arafata. Wyszkoleni bojownicy mają zostać przerzuceni na teren, z którego wycofają się jednostki Hezbollah.

Na razie jednak Hezbollah pozostaje jedyną siłą zbrojną w południowym Libanie. Z izraelskich przygranicznych miejscowości widać czerwone flagi Hezbollah ozdobione ręką wznoszącą pistolet maszynowy. Tkwią one na każdym niemal dachu, na każdym wysadzonym w powietrze bunkrze. Władze libańskie zwlekają z obsadzeniem terenu przez regularne oddziały armii, a obserwatorzy ONZ wciąż jeszcze nie otrzymali uprawnień do jakiejkolwiek interwencji. Wspierana i finansowana przez Izrael Armia Południowego Libanu (APL) rozpadła się jak domek z kart, część żołnierzy poddała się islamistom, chrześcijańska większość wraz z rodzinami otrzymała tymczasowy azyl w państwie żydowskim. Niektórzy czują się zdradzeni; noc odwrotu spadła na nich jak grom z ciemnego nieba, do ostatniej chwili mieli nadzieję, że Izrael nie wykona zaleceń ONZ w sprawie rozbrojenia APL, że zostawi im czołgi, działa i amunicję, aby mogli kontynuować walkę z szyitami. Wszystko to należy już do przeszłości, a przyszłość jest jedną wielką niewiadomą. Strefa buforowa nazywana jest obecnie Hezbollahlandem. Po obu stronach kolczastego drutu gromadzą się codziennie tłumy ciekawskich, wymieniają pogróżki, potrząsają bronią, bo przecież nie ma w tej części świata człowieka, który nie nosiłby przy sobie przynajmniej pistoletu. Zagraniczne ekipy telewizyjne filmują to jedyne w swoim rodzaju teatrum ciekawości, nienawiści i śródziemnomorskiego temperamentu. Nikt nie wie, jaki będzie drugi akt tego przedstawienia. Nie ma w tym Hezbollahlandzie żadnej władzy, która mogłaby zapewnić, iż względny spokój panujący na granicy od 24 maja – trwać będzie również w przyszłości.

– Nie ma życia bez nadziei – skwitował te czarne przepowiednie młody człowiek, stały bywalec pubu w kibucu Misgav-Am, odległego tylko trzydzieści metrów od nowo wyznaczonej granicy z Libanem. Gdy dyskdżokej zmieniał płytę, przez krótką chwilę słychać było zawodzenie muezina wzywającego na wieczorną modlitwę. Kibucowy pub nazywa się Koniec Drogi.

topRoman Frister z Tel-Awiwu polityka NUMER 24/2000 (2249)