Wysuń menu główne / MAIN MENU «•» wysuń / schowaj MENU
uStronie INDEX
Strona zgodna z najnowszą normą XHTML 1.1.: uStronie :. Spis artykułów / CONTENT
forum | chat | księga gości
INDEX Biblia Artykuły Hebrajski

Dwa szatany i allah

Bejrut
Bejrut, 1983 rok: 170 amerykańskich marines ginie na terenie koszar, po eksplozji ciężarówki, wypełnionej 800 kg materiałów wybuchowych. Kilka minut później podobny samobójczy atak na siedzibę Międzynarodowych Sił Pokojowych zabija 70 ludzi.

Kalendarium wydarzeń

1978, marzec – w odwecie za napad na pasażerski autobus izraelskie wojska wkroczyły około 10 km w głąb południowego Libanu. Tysiące terrorystów ówczesnej Organizacji Wyzwolenia Palestyny uciekły na północ. Po wycofaniu armii izraelskiej faktyczną władzę w terenie przejęły chrześcijańskie milicje pod dowództwem libańskiego majora Saada Haddada. Zadaniem tych milicji była ochrona chrześcijańskich wiosek przed szykanami szyitów. Major Haddad koordynował działalność z izraelskimi władzami.

1982, czerwiec – prawicowy rząd Menachema Begina decyduje się na frontalne zaatakowanie umocnień palestyńskich w południowym Libanie. Akcję poprzedziły tajne porozumienia z przywódcami chrześcijańskich falang w Bejrucie. Izraelski minister obrony Ariel Szaron planuje stworzenie marionetkowego rządu z liderem falang Baszirem Dżumajlem na czele. Rząd ten ma podpisać umowę pokojową z Izraelem, ale Dżumajl ginie w zamachu, ambitny plan upada.

1982, lipiec – pierwotna decyzja rządu w Jerozolimie przewiduje oczyszczenie 40-kilometrowego pasa przygranicznego. Jaser Arafat wycofuje swoje jednostki i zakłada kwaterę główną w Bejrucie. W Libanie od lat trwa wojna domowa, władze są bezsilne wobec palestyńskiej partyzantki. Wojska izraelskie ścigają uzbrojonych Palestyńczyków aż do Bejrutu. Arafat ucieka do Tunisu.

1982, wrzesień – rzeź Palestyńczyków w obozach uciekinierów Sabra i Szatila koło Bejrutu. Rzezi dokonują falangiści (chrześcijańska milicja libańska), w odwecie za zabicie Baszira Dżemajela — chrześcijańskiego prezydenta Libanu, w miesiąc po jego wyborze (zginął w zamachu bombowym na siedzibę dowództwa armii libańskiej we wschodnim Bejrucie. W wyniku tej rzezi, w Izraelu wzrasta fala protestów przeciw wojnie z Libanem.

1983, luty – komisja pod przewodnictwem sędziego sądu najwyższego uznaje ministra Ariela Szarona oraz szefa sztabu gen. Rafaela Ejtana odpowiedzialnymi za wydarzenia w obozach uciekinierów i żąda ich natychmiastowej dymisji.

1985, styczeń – utworzony w wyniku tych wydarzeń rząd jedności narodowej (premierem jest Szimon Peres) nakazuje odwrót izraelskich wojsk z Libanu, aż do przygranicznej strefy buforowej szerokości ok. 15 km. Milicje majora Haddada przekształcają się w Armię Południowego Libanu pod dowództwem generała Antoine’a Lahada i przejmują pełną kontrolę tej strefy. Oficerowie i żołnierze APL pobierają żołd z kasy izraelskiego MON.

1985, lato – miejsce wypędzonych jednostek OWP zajmują oddziały islamskiej Hezbollah. Jednostki te kontynuują akty terroru, ostrzeliwują katiuszami izraelskie osiedla w Galilei i nękają napadami umocnienia APL. Hezbollah korzysta z intensywnej pomocy Syrii i Iranu.

1996, kwiecień – Izrael rozpoczyna szeroko zakrojoną akcję odwetową nazwaną Grona Gniewu. Pół miliona szyickich wieśniaków ucieka ze strefy buforowej. Armia Południowego Libanu liczy już 2500 żołnierzy. W strefie buforowej powstają umocnienia obsadzone przez izraelskie jednostki. Trwają nieustanne walki z Hezbollah, po obu stronach padają liczni zabici.

2000, maj – premier Ehud Barak dotrzymuje przedwyborczych obietnic: strefa buforowa zostaje zlikwidowana, APL jest rozwiązana, jej żołnierze i ich rodziny (ok. 6000 osób) otrzymują azyl w Izraelu. ONZ uznaje odwrót za pełne wykonanie rezolucji 425 Rady Bezpieczeństwa i wzmacnia siły UNIFIL w strefie przygranicznej.
Czy Pan Bóg wie, że ma na ziemi własną partię polityczną? Hassan Nasralla, sekretarz Partii Allaha, czyli Hezbollah, jest o tym przekonany. W przemówieniach zawsze powołuje się na błogosławieństwo niebios. Kazania w meczetach, miotacze min i katiusze, frakcja w libańskim parlamencie i sto milionów dolarów płynących co roku z kasy irańskiego skarbu państwa wyniosły marginesowy ruch terrorystyczny do rangi czynnika politycznego, który postawił sobie za cel storpedowanie procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie.

Od kilku miesięcy jednostki Hezbollah umieszczają wyrzutnie rakiet w gęsto zaludnionych wsiach południowego Libanu, często w pobliżu szkół i przychodni, jeszcze częściej w chłopskich zagrodach, gdzieś między oborą a stodołą. Czują się tam bezpiecznie, bo Izrael wstrzymywał się dotychczas od ostrzeliwania tych wsi nawet wówczas, gdy płacił za to wysoką cenę w zabitych i rannych. Nowe instrukcje, wydane pod presją opinii publicznej domagającej się odwetu, nie spowodowały paniki w szeregach Hezbollah. Wręcz przeciwnie: jej liderzy liczą na to, że ogień izraelskiej artylerii skierowany przeciw „bezbronnej cywilnej ludności” zwiększy popularność Partii Allaha i przysporzy jej nowych sojuszników.

Terror i zapomogi

Dawniej sytuacja taka nie byłaby możliwa. Strefa buforowa w południowym Libanie była niemal całkowicie opanowana przez wojska izraelskie i jej „legię cudzoziemską” pod dowództwem libańskiego generała Laheda. Miejscowa ludność, na ogół chrześcijańska, sprzyjała Izraelczykom, którzy walczyli (do 1982 r.) z terrorystami OWZ, a potem z szyickim fundamentalizmem. Teraz sytuacja jest krańcowo różna. Oświadczenie premiera Ehuda Baraka o ostatecznym wycofaniu sił izraelskich najpóźniej w lipcu tego roku uświadomiło mieszkańcom strefy buforowej, że już za kilka miesięcy Hezbollah będzie wyłącznym gospodarzem tego obszaru. A więc – ratuj się kto może! Liczne chrześcijańskie rodziny opuszczają swoje gospodarstwa i wędrują na północ, w okolice Bejrutu, zaś w oczach muzułmanów wczorajsi terroryści niemal z dnia na dzień zamienili się w dawno oczekiwanych obrońców niepodległego Libanu.

Gwoli ścisłości trzeba przyznać, że nie zawsze chodzi wyłącznie o ratowanie własnej skóry. Kadra oficerska dowodzonej przez Laheda Armii Południowego Libanu, upojona siłą, działająca w próżni prawnej, z biegiem czasu przekształciła się w skorumpowane ciało, żerujące na pozbawionej praw obywatelskich ludności. W tym samym czasie Hezbollah nie ograniczała się do zbrojnego oporu. Stworzona przez nią charytatywna organizacja Imdad zakładała szkoły i ośrodki indoktrynacji działające przy meczetach, udzielała ubogim bezpłatnej pomocy lekarskiej, wypłacała zapomogi rodzinom poległych, piętnowała łapownictwo i zapowiadała ludowi lepszą przyszłość. Równocześnie, wspierana przez irańskich ajatollahów i przez syryjskiego dyktatora Asada, stawała się siłą polityczną, posiadającą własne biura na przedmieściach Bejrutu, własne składy broni w kontrolowanej przez Syryjczyków dolinie Baalbek, własną stację telewizyjną Al Manar i stację radiową Nur, a od pewnego czasu także własną reprezentację w parlamencie.

Dowództwo Hezbollah, a przede wszystkim jej generalny sekretarz szejk Hassan Nasralla, jest twórcą platformy ideowej ruchu łączącej działalność bojową, społeczną i polityczną, mądrze wkomponowaną w rzeczywistość tego etnicznie rozdartego kraju. Niepopularne hasła, głoszące islamizację Libanu, odłożone zostały chwilowo do lamusa. W miejsce zielonej muzułmańskiej flagi działacze Hezbollah powiewają teraz flagą libańską i coraz częściej uznawani są przez szarego obywatela za jedynych prawdziwych obrońców Libanu, chroniących kraj przed amerykańskim imperializmem i syjonistyczną agresją. Fundamentalistyczna, dobrze naoliwiona maszyna propagandy określa Stany Zjednoczone jako Wielkiego Szatana. Małym Szatanem jest oczywiście Izrael.

W 1982 r. wojska izraelskie uderzyły na Liban. Celem operacji było wypędzenie jednostek Organizacji Wyzwolenia Palestyny, które mocno okopane w południowej części kraju bezustannie nękały przygraniczne izraelskie miasteczka. Wojna zakończyła się sukcesem: palestyńscy terroryści musieli się wycofać, a Jasser Arafat uciekł ze swej kwatery w Bejrucie do odległego Tunisu. Było to jednak pyrrusowe zwycięstwo. Miejsce Palestyńczyków szybko zajęły Irańskie Sztafety Rewolucyjne, z których wyłoniła się dzisiejsza Hezbollah. Jej bojownicy szkoleni są w obozach koło Teheranu, ich uzbrojenie nabywane jest przez rząd irański i transportowane do Libanu przez syryjskie lotniska. Były wyższy oficer irańskiego wywiadu Fuar Szachar odpowiedzialny jest za militarną strukturę Partii Allaha. Obejmuje ona osiem pionów wojskowych, łącznie z własną służbą medyczną, oddziałami saperów specjalizującymi się w podkładaniu materiałów wybuchowych, bateriami katiusz i miotaczy min, jednostkami odpalającymi rakiety typu Sager i Tau oraz szeroko rozbudowanym wywiadem. Fuar Szachar potrafił także wysnuć właściwe wnioski z klęski Palestyńczyków; zamiast walki z okopów i bunkrów oparł swoją militarną doktrynę na partyzantce znajdującej się w ciągłym ruchu i na nocnych atakach. Większość bojowników Hezbollah wyposażona jest w sprzęt noktowizyjny, a trudno dostępne skaliste wąwozy sprzyjają tym, którzy mają lepsze rozeznanie terenu i większe poparcie lokalnej ludności. Regularna armia z trudem może się mierzyć z taktyką tego rodzaju; stąd też rosnące straty strony izraelskiej.

Zakładnicy Iranu i Syrii

Podczas wizyty papieża w Libanie latem 1997 r. stacja telewizyjna Al Manar transmitowała apel Hezbollah do Jana Pawła II. Apel zaczynał się od słów „w imię Allaha najwspanialszego i najlitościwszego”, a kończył się prośbą o pomoc w wyzwoleniu Jerozolimy z rąk syjonistów.

Dotychczasowym hasłem Partii Boga był slogan stwierdzający, iż walka z izraelskim okupantem w południowym Libanie stanowi pierwszy krok do zdobycia świętego miasta. W tym przypadku świętego, rzecz zrozumiała, przede wszystkim dla islamu. Teraz, pięć miesięcy przed zapowiedzianym wycofaniem się izraelskich wojsk, polityczne skrzydło Hezbollah zmienia treść i ton swoich wypowiedzi. Pod dywan zapomnienia zmiecione zostały akty terroru, którymi Hezbollah chełpiła się w przeszłości: napad na bazę sił rozjemczych ONZ w Bejrucie, w którym zabitych zostało 240 amerykańskich marines i 60 francuskich żołnierzy, lub porwanie amerykańskich obywateli Zachodu Terry Andersona i Williama Buckley’a. Jeden z siedmiu posłów Partii Allaha Muhammad Raad oświadczył niedawno, iż „naszym ostatecznym celem jest przepędzenie okupanta”, dając do zrozumienia, iż dalszy „marsz na Jerozolimę” jest w tej chwili nieaktualny. Szejk Hassan Nasralla wspomniał, na razie półgębkiem, o możliwości dialogu z Dużym Szatanem. Hezbollah usiłuje uzyskać uznanie Zachodu jako jedna z pełnoprawnych partii politycznych działających w Libanie.

Na tym etapie wydarzeń nikt nie jest w stanie przewidzieć, czy Hezbollah pozbawiona aureoli bohaterskiej walki z syjonistycznym okupantem zdobędzie znaczącą pozycję jako czynnik wyłącznie polityczny. Profesor Augustus R. Norton z uniwersytetu w Bostonie, wybitny znawca islamskiego fundamentalizmu, głosi, iż Partia Allaha wstępuje na drogę polityki realnej i że nawet po złożeniu broni będzie mogła liczyć na poparcie szyickiej ludności, stanowiącej 40 proc. ludności Libanu. Jego zdaniem ogromną rolę odegrają partyjne organizacje pomocy socjalnej, działające sprawniej od podobnych instytucji rządowych. Dobrze naoliwiony aparat propagandowy Hezbollah zapisze wycofanie się Izraelczyków na własne konto.

Izraelski wywiad, analizując możliwe przemiany w Partii Allaha, jest bardziej sceptyczny. Zdaniem jerozolimskich obserwatorów zwycięstwo reformistów w Iranie nie zmieni wrogiego stanowiska tego kraju wobec Izraela, a dopóki Wzgórza Golan nie wrócą w posiadanie Syrii, także prezydent Asad nie zrezygnuje z terrorystycznej działalności Hezbollah. Istnieje uzasadniona obawa, że nawet jeśli liderzy Hezbollah zechcą prowadzić w przyszłości własną strategię polityczną, zależność od Iranu i Syrii uniemożliwi im działalność stojącą w sprzeczności z interesami tych krajów. Takie przewidywania kształtują stanowisko skrajnej prawicy, cytującej wypowiedź Hassana Nasralli w wywiadzie dla dziennika „Washington Post”, w którym negował on prawo do istnienia państwa żydowskiego na Bliskim Wschodzie. Opierając się na tej wypowiedzi, prawica domaga się całkowitego zniszczenia wojskowych baz Hezbollah w Libanie – w myśl powiedzenia, że „nie wystarczy strzelać do komarów, trzeba wysuszyć grzęzawisko.”

Premier Barak stanowczo odrzuca taką możliwość.

topRoman Frister z Tel-Awiwu polityka NUMER 11/2000 (2236)
Linki: Hezbollahland :: Dwa szatany i Allah :: Żywe bomby :: Ludzie-bomby :: Islam