Wysuń menu główne / MAIN MENU «•» wysuń / schowaj MENU
uStronie INDEX
Strona zgodna z najnowszą normą XHTML 1.1.: uStronie :. Spis artykułów / CONTENT
forum | chat | księga gości
INDEX Biblia Artykuły Hebrajski

WALDENSI — od herezji do protestantyzmu

Piotr Waldo WALDENSI: W przeciwieństwie do wielu średniowiecznych prób powrotu do „czystszej” formy chrześcijaństwa ruch waldensów nie został zapoczątkowany przez księdza lub zakonnika, ale przez człowieka świeckiego. Jego założyciel, Peter Waldo (Valdes lub Waldes w niektórych pisowniach, w zlatynizowanej formie Petrus Waldus), nie przewidywał reguły zakonnej, jak Franciszek z Asyżu . Zamiast tego usiłował zwrócić uwagę ludzi świeckich ku Ewangeliom, które wówczas dostępne były jedynie po grecku lub po łacinie, zatem musiały być tłumaczone i objaśnione przez duchowieństwo.

Peter Waldo, bogaty kupiec z Lyonu położonego w dolinie Rodanu, urodził się w połowie XII wieku. (Niektóre autorytety sugerują, że imię Peter przydali mu, jego zwolennicy, porównujący go z apostołem.) Około 1170 roku przeżył kryzys duchowy, dochodząc do przekonania, że swoje powodzenie zdobył kosztem duszy: na przykład pożyczał pieniądze na procent - praktykę tę jako lichwę potępiał w owych czasach Kościół katolicki. (Średniowieczne stopy procentowe były według norm współczesnych wysokie, ale takież ryzyko ponosili pożyczkodawcy.) Według niektórych źródeł inspirację dla niego stanowiła opowieść o św. Aleksym i jego żonie, którzy w dniu swego ślubu uzgodnili, że będą żyć w celibacie, i że swój dobytek oddadzą ubogim.

Z powodu nieznajomości łaciny Waldo nie mógł sam studiować Biblii, mógł jednak pozwolić sobie na zapłacenie dwóm księżom za przetłumaczenie fragmentów Nowego Testamentu na ówczesny francuski. Kiedy otrzymał gotowe przekłady, nie mógł się z nimi rozstać. W końcu uznał, że jego beztroskie życie było nie do pogodzenia z prawdziwym chrześcijaństwem; rozdał pieniądze i oświadczył, że zostanie wędrownym kaznodzieją, naśladując vita apostolica (życie apostolskie), wędrowne życie Jezusa i jego uczniów. Żona Waldo, nie przygotowana na tak radykalną decyzję, poskarżyła się arcybiskupowi Lyonu, który zabronił Waldo głoszenia kazań. Jednakże Waldo pozostał niewzruszony. Nieruchomości i pozostałą własność ofiarował żonie, zamiast je sprzedać i dochód rozdać ubogim, a następnie opuściwszy dom i rodzinę, zebrał zwolenników - ludzi pozostających pod silnym wrażeniem jego prostego przedstawienia Ewangelii w miejscowym języku oraz jego apostolskiego modelu życia.

Ludzie, którzy za nim poszli, byli przede wszystkim ubodzy - stąd kolejna nazwa tego ruchu: Ubodzy (Ludzie) z Lyonu, ale Waldo nie obrócił swych kazań w bunt przeciwko bogatym i wpływowym. Wysyłał swych zwolenników dwójkami, tak jak Jezus wysyłał swych uczniów, polecając im głosić kazania i żebrać o jedzenie i schronienie. Ponieważ kaznodzieje waldensów i „doskonali” ALBIGENSÓW zazwyczaj podróżowali w parach (i jednych, i drugich prześladowano jako heretyków), często te dwa ruchy się utożsamia, choć różniły się dość znacznie. Waldensi usiłowali prowadzić bardziej moralne, chrześcijańskie życie; albigensi, chociaż nominalnie chrześcijanie, znacznie zmienili katolicką teologię, przystosowując ją do własnych celów.

Odprawiony przez arcybiskupa, Waldo odwołał się w sprawie upoważnienia do głoszenia kazań do papieża Aleksandra III, ale odmówiono mu, pomimo aprobaty papieża dla jego dobrowolnego ubóstwa. Część jego zwolenników - a być może i sam Waldo - odwiedziła w 1179 roku Rzym w czasie soboru powszechnego, zabiegając o uznanie i akceptację dla swej misji i przetłumaczonych pism świętych. Wyznaczono komisję do rozpatrzenia ich próśb, ale jej członkowie - kościelni intelektualiści - uważali waldensów za ludzi prostych, nie przygotowanych do objaśniania doktryny chrześcijańskiej. Walter Mapp, urodzony w Anglii duchowny, który przewodniczył komisji, napisał pogardliwie: „Czyż więc perły należy rzucać przed wieprze? Czy Słowo należy dać ignorantom, o których wiemy, że są niezdolni je przyjąć, a jeszcze mniej mogą przekazać z tego, co otrzymali.” Waldensi wyglądali na niegroźnych, kontynuował Mapp, ze swym „apostolskim” ubóstwem, ale w rzeczywistości „wykonują teraz pierwsze ruchy w sposób najskromniejszy, ponieważ nie mogą przypuścić ataku [na Kościół). Jeśli ich uznamy, przepędzą nas.”

Odrzucony przez papieża, którego katolicy uważali za spadkobiercę apostoła Piotra, Waldo rozmyślał nad słowami Piotra zapisanymi w Dziejach Apostolskich 5: 29: „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi”. Nadal wygłaszał kazania, a jego zwolennicy rozprzestrzenili się na południową Francję, północne Włochy, a w końcu na dalsze kraje. Zagrożeni, przebierali się za wędrownych rzemieślników - „szewca lub golibrodę, lub żniwiarza”, jak napisał pewien dominikanin. Część waldensów zaczęła głosić to samo posłanie, co inni średniowieczni reformatorzy: że żaden grzeszny ksiądz nie może celebrować Eucharystii, lub że każdy wierzący może święcić chleb i wino oraz ogłaszać odpuszczenie grzechów. Jednak w przeciwieństwie do albigensów zwolennicy Waldo uznawali człowieczeństwo i fizyczne cierpienie Chrystusa.

Nieposłuszeństwo Waldo sprawiło, że został on wezwany w 1180 roku na synod w Lyonie. Potwierdził tam swą wiarę, ale on i jego zwolennicy byli zdecydowani kontynuować ewangelizację za zgodą lub bez zgody, o którą się ubiegali. Kaznodzieje waldensów przemierzali Francję, część Niemiec i północnych Włoch, docierając na wschód aż do dzisiejszych Czech. Ponieważ sprzeciwili się zakazowi głoszenia kazań, papież Lucjusz III potępił ich, a w dziewiątym dziesięcioleciu XII wieku waldensów ekskomunikowano. Później wielu z nich prześladowała INKWIZYCJA, organizacja, która rozrosła się podczas krucjaty przeciwko albigensom.

Waldensi, którzy przetrwali prześladowania, zawędrowali do odciętych od świata alpejskich dolin południowo-wschodniej Francji i północnych Włoch. Stopniowo powstawał rozłam między waldensami włoskimi w Lombardii a waldensami we Francji: Lombardczycy zaczęli się osiedlać w miastach, a kaznodzieje francuscy odrzucali strukturę organizacyjną i prowadzili wędrowny tryb życia. W XV wieku waldensi ponownie stali się ofiarami inkwizycji. Część z nich nawrócono na katolicyzm. Pozostali, po reformacji, utworzyli mały „reformowany” kościół, którego pozostałość nadal istnieje w północnych Włoszech.
Żródło: Encyklopedia herezji i heretyków - Oficyna wydawnicza Atena
Był rok 1545. W malowniczym regionie Lubéron, w Prowansji, na południu Francji, zgromadziły się wojska, mające wypełnić straszliwą misję, której podłożem była nietolerancja religijna. Nastał tydzień krwawych rzezi.

WSIE równano z ziemią, a ich mieszkańców zabierano do więzienia lub zabijano. Bezwzględni żołnierze urządzili tak okrutną masakrę, że wieść o niej wywoływała dreszcze w całej Europie. Zamordowano około 2700 mężczyzn, a 600 zesłano na galery, nie mówiąc już o cierpieniach zadanych kobietom i dzieciom. Dowódca tej krwawej kampanii otrzymał pochwałę od króla Francji oraz od papieża.

Reformacja doprowadziła już do podziałów w Niemczech, kiedy katolicki król Francji, Franciszek I, zaniepokojony rozprzestrzenianiem się protestantyzmu, wszczął dochodzenie w sprawie tak zwanych heretyków na obszarze swego królestwa. Ku zaskoczeniu władz okazało się, że w Prowansji dysydenci religijni zamieszkują całe wioski. Z myślą o ich wytępieniu wydano edykt, który - koniec końców - doprowadził do pogromu w roku 1545.

Kim byli ci heretycy? Dlaczego tak zaciekle ich zwalczano?

Woleli łachmany niż bogactwo

Ofiarami tych bestialskich rzezi byli zwolennicy ruchu religijnego, który sięgał swymi początkami XII wieku i obejmował znaczne obszary Europy. Niezwykły był zarówno sposób, w jaki się rozprzestrzeniał, jak i fakt, że przetrwał przez wiele stuleci. Większość historyków przyjmuje, że ruch ten pojawił się w roku 1170.

Pewien zamożny kupiec z Lyonu, niejaki Waldo, poważnie się zastanawiał, jak sobie zaskarbić uznanie Boże. Najwyraźniej poruszony słowami Jezusa Chrystusa, który zachęcił bogatego człowieka do sprzedania majętności i rozdania pieniędzy ubogim, zabezpieczył finansowo swą rodzinę i pozostawił swe mienie, by głosić ewangelię (Mateusza 19:16-22). Wkrótce przyłączyli się do niego zwolennicy, zwani później waldensami.*//

*// Nazwa „waldensi” pochodzi od nazwiska Piotra Waldo, które niekiedy podaje się jako Valdes lub Waldus. Waldensów nazywano też „ubogimi z Lyonu”.

Waldo żył w ubóstwie i skoncentrował się na głoszeniu oraz na studiowaniu Biblii. Protestowanie przeciwko bogactwu duchownych nie było wtedy niczym nowym. Już od jakiegoś czasu niektórzy duchowni potępiali nikczemne praktyki i nadużycia Kościoła. Ale Waldo nie był duchownym, podobnie jak większość jego zwolenników. To wyjaśnia, dlaczego koniecznie chciał mieć Biblię w ojczystym języku, zrozumiałym dla proste go ludu. Ponieważ do jej łacińskiego przekładu miał dostęp tylko kler, Waldo zlecił przetłumaczenie Ewangelii na język franko-prowansalski, którym posługiwano się na co dzień w środkowej i wschodniej Francji.*//

*// Już w 1199 roku biskup Metzu w północno-wschodniej Francji skarżył się papieżowi Innocentemu III, że niektórzy czytają i analizują Biblię w języku ludu. Najprawdopodobniej miał na myśli właśnie waldensów.

Waldensi na stosie Spalenie dwóch starszych kobiet, należących do ruchu waldensów.

Zgodnie z poleceniem Jezusa „ubodzy z Lyonu” publicznie głosili swe orędzie (Mateusza 28:19-20). Jak wyjaśnia historyk Gabriel Audisio, to właśnie swą nieustępliwą ewangelizacją ściągnęli na siebie niechęć Kościoła.

Katolicy stają się heretykami

Wygłaszanie kazań było zastrzeżone dla kleru, a Kościół bronił swego prawa do mianowania kaznodziejów. Chociaż duchowni uważali waldensów za ludzi prostych i nie piśmiennych, w 1179 roku Waldo zwrócił się do papieża Aleksandra III z prośbą o zgodę na prowadzenie swej działalności. Otrzymał ją, ale pod warunkiem, że uzyska również zgodę miejscowych księży. Według historyka Malcolma Lamberta decyzja ta „praktycznie oznaczała odmowę”. I rzeczywiście, Jean Bellesmains, arcybiskup Lyonu, formalnie zakazał osobom świeckim głoszenia na terenie jego diecezji. Waldo zareagował słowami z Dziejów Apostolskich 5:29: „Więcej trzeba słuchać Boga, niż ludzi”. Ponieważ nie chciał się dostosować do postanowień Kościoła, w roku 1184 został ekskomunikowany.

Waldensów co prawda wypędzono z diecezji lyońskiej, ale jak się wydaje, początkowo nie wszyscy byli wobec nich usposobieni wrogo. Wielu ludzi podziwiało ich za prostolinijność oraz styl życia i nawet biskupi nadal z nimi rozmawiali.

Zdaniem historyka Euana Camerona, celem waldensów „nie była konfrontacja z Kościołem rzymskim”. Po prostu „pragnęli głosić i nauczać”. Znawcy twierdzą, iż waldensi zostali w zasadzie zepchnięci do herezji serią dekretów, które stopniowo, lecz trwale pozbawiały ich swobód. Represje osiągnęły punkt kulminacyjny w roku 1215, gdy czwarty sobór laterański rzucił na waldensów klątwę. Jak to się odbiło na ich działalności?

Schodzą do podziemia

Kiedy w roku 1217 zmarł Piotr Waldo, prześladowania rozproszyły jego zwolenników. Osiedlali się w dolinach Alp Francuskich, w Niemczech, w północnych Włoszech oraz w krajach Europy środkowej i wschodniej. A ponieważ często uciekali na tereny wiejskie, w wielu rejonach ich działalność była ograniczona.

W 1229 roku Kościół katolicki zakończył na południu Francji krucjatę przeciw katarom, czyli albigensom.*[zob. artykuł: KATARZY w uStroniu]. Waldensi stali się następnym celem ataków. Wkrótce inkwizycja bezwzględnie ścigała wszystkich przeciwników Kościoła. Przerażeni waldensi zeszli do podziemia, a w roku 1230 już w ogóle nie prowadzili publicznej działalności kaznodziejskiej. Gabriel Audisio wyjaśnia: „Zamiast szukać nowych owiec (…) zajęli się osobami już nawróconymi, umacniając ich wiarę w obliczu zewnętrznych nacisków i prześladowań”. Historyk ów dodaje, że „głoszenie pozostało dla nich najważniejsze, ale w praktyce wyglądało już zupełnie inaczej”.

Wierzenia i zwyczaje

W XIV wieku w głoszeniu już nie uczestniczyli wszyscy - mężczyźni i kobiety; zaznaczył się podział na zwykłych wiernych i na kaznodziejów, do których zaliczali się jedynie dobrze wyszkoleni mężczyźni. Później zaczęto ich nazywać barbes (wujkowie).

Ci wędrowni kaznodzieje odwiedzali waldensów w domach i bardziej skupiali się na pobudzaniu ich do trwania niż na pozyskiwaniu nowych zwolenników. Wszyscy barbes umieli czytać i pisać, przechodzili też sześcioletnie szkolenie, w trakcie którego studiowali Biblię. Ponieważ korzystali z przekładu na język ojczysty, łatwiej im było objaśniać ją wiernym. Nawet przeciwnicy przyznawali, że waldensi, łącznie z dziećmi, dobrze znali Biblię i umieli cytować z niej obszerne fragmenty.

Waldensi wystrzegali się między innymi kłamstwa, odrzucili naukę o czyśćcu, msze za umarłych, odpusty papieskie oraz kult Marii i „świętych”. Co roku obchodzili Wieczerzę Pańską. Zdaniem Malcolma Lamberta, ich sposób oddawania czci Bogu „w gruncie rzeczy był religią zwykłego człowieka”.

„Podwójne życie”

Społeczności waldensów były bardzo zżyte. Pobierali się tylko między sobą, toteż w ciągu stuleci wykształciły się nazwiska typowe dla nich. Starając się przetrwać za wszelką cenę, waldensi ukrywali swe wierzenia. Ta tajemniczość w połączeniu z poglądami i praktykami religijnymi stała się pożywką dla przeciwników, którzy złośliwie ich oskarżali, na przykład o to, że czczą Diabła.

Waldensi próbowali przeciwdziałać takim oskarżeniom, idąc na kompromisy i stosując metodę, którą historyk Cameron nazwał „minimalnym ustępstwem” na rzecz religii katolickiej. Wielu z nich spowiadało się katolickim księżom, uczęszczało na msze, używało święconej wody, a nawet chodziło na pielgrzymki. Malcolm Lambert zauważa: „W wielu sytuacjach zachowywali się tak, jak ich katoliccy sąsiedzi”. Gabriel Audisio mówi bez ogródek, że z czasem waldensi zaczęli „prowadzić podwójne życie”. Dodaje jeszcze: „Z jednej strony pozornie utożsamiali się z katolikami, by strzec swego względnego spokoju, a z drugiej w swoim gronie praktykowali obrzędy i zwyczaje, dzięki którym mogli przetrwać jako społeczność”.

Od herezji do protestantyzmu

W XVI wieku, w wyniku reformacji, sytuacja religijna w Europie radykalnie się zmieniła. Ci, których prześladowano z powodów religijnych, mogli ubiegać się o uznanie prawne we własnym kraju lub szukać bardziej sprzyjających warunków gdzie indziej. Poza tym kwestia herezji przestała być tak paląca, gdyż wielu ludziom nie podobała się dominacja jednego kościoła.

O waldensach wspomniał już w 1523 roku znany reformator Marcin Luter. W roku 1526 jeden z wędrownych barbes przyniósł w rejony Alp wieść o zmianach religijnych w Europie. Odtąd protestanci dzielili się swymi poglądami z waldensami. Zachęcili ich też do sfinansowania pierwszego tłumaczenia Biblii z języków oryginalnych na francuski. Wersję tę, zwaną przekładem Olivétana, wydano w roku 1535. Jak na ironię, większość waldensów nie znała francuskiego.

Ponieważ prześladowania ze strony Kościoła katolickiego nie ustawały, wielu waldensów wzorem protestantów przeniosło się w bezpieczniejsze rejony Prowansji na południu Francji. Imigracja ta wkrótce zwróciła uwagę władz. Niektórzy ludzie, mimo pozytywnych opinii na temat stylu życia waldensów i ich zasad moralnych, zarzucali im brak lojalności i twierdzili, iż stanowią zagrożenie dla porządku publicznego. W rezultacie doszło do ogłoszenia edyktu, który doprowadził do straszliwego rozlewu krwi, wspomnianego na wstępie tego artykułu.

Stosunki między katolikami i waldensami coraz bardziej się pogarszały. Ci drudzy, w odpowiedzi na ataki, uciekali się nawet do walki obronnej. Narastający konflikt przybliżył ich do ruchu protestanckiego, tak iż w końcu się do niego przyłączyli.

W ciągu stuleci kościoły waldensów powstawały w tak odległych od Francji krajach, jak Urugwaj i USA. Większość historyków zgodzi się jednak z Gabrielem Audisio, którego zdaniem „kres waldensów nastąpił wraz z nastaniem reformacji”, gdy zostali wchłonięci przez protestantyzm. W gruncie rzeczy ruch waldensów utracił gorliwość, którą pałał na początku. Doszło do tego wówczas, gdy jego członkowie ze strachu zaprzestali głoszenia i nauczania na podstawie Biblii.


[zob. artykuł: ARIANIE - bracia polscy - dlaczego ich prześladowano? w uStroniu]
topStrażnica, nr 6 z 15 marca 2002